REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

(Nie)bezpieczne autocasco: Jak wybierać samochodowe AC?

2005-01-31 06:08
publikacja
2005-01-31 06:08
Dodaj Bankier.pl w Google
Komplikacja rynku ubezpieczeń komunikacyjnych sprawia, że przegląd ofert poszczególnych firm ubezpieczeniowych zajmuje wiele czasu. Trzeba zadzwonić, a najlepiej spotkać się z agentem każdej z firm, a i to nie daje gwarancji rzetelnego porównania. Na rynku funkcjonują, co prawda, agenci ubezpieczeniowi oferujący produkty wielu firm – tzw. multiagenci – którzy już podczas pierwszego spotkania powinni zaproponować najkorzystniejsze rozwiązanie, ale nawet im nie należy ślepo ufać. Może zdarzyć się, że multiagent będzie namawiał nas na polisę, od której ma wyższą prowizję.

Nie tylko wysokość składki

Duża popularność autocasco wynika przede wszystkim z wysokiej liczby kradzieży samochodów w Polsce oraz z wymogów banków, które przy udzielaniu pożyczki na zakup auta żądają wykupu autocasco. Zawierając umowę autocasco należy pamiętać, że ubezpieczenie to jest — w przeciwieństwie do OC — dobrowolne. W praktyce skutkuje to swobodą kształtowania warunków ubezpieczenia przez obie strony umowy. To właściciel polisy jest uprawniony do otrzymania odszkodowania za zniszczony lub skradziony pojazd i wysokość składki nie powinna być jedynym kryterium rozważanym przy wyborze towarzystwa. Właściciel auta powinien ze szczególną starannością rozważyć takie czynniki, jak liczba placówek danej firmy, odległość do najbliższej, w której można likwidować szkodę (nie zaś do siedziby agenta, który tylko przyjmuje składki!), możliwość zgłaszania szkody telefonicznie. Różnice dotyczą również zakresu terytorialnego ubezpieczenia (ważne tylko w Polsce albo dodatkowo na terenie innych krajów) oraz zakresu ryzyk objętych ochroną. Może to być np. minicasco uwzględniające jedynie szkody wynikłe z uszkodzenia auta, ubezpieczenie przewidujące tzw. udział własny klienta (odszkodowanie będzie o ok. 10 proc. niższe od wartości szkody) lub umowa ubezpieczenia gwarantująca całkowite odszkodowanie za kradzież lub świadczenie usług typu assistance.

Uwaga na sumę ubezpieczenia

Przy zawieraniu umowy ubezpieczenia autocasco posiadacz pojazdu jest pytany, na jaką sumę chce się ubezpieczyć. Kiedy podaje swoją propozycję, agent zakładu ubezpieczeń sprawdza, czy kwota ta mieści się w granicach wartości pojazdu. Należy jednak pamiętać, że suma ubezpieczenia (s.u.) stanowi górną granicę odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń z danej umowy. Nie znaczy to, że zakład ubezpieczeń w każdym wypadku zapłaci s.u. Ubezpieczyciel zobowiązuje się bowiem tylko do tego, że zapłaci odszkodowanie w kwocie nieprzekraczającej wartości sumy. Krótko mówiąc, nie można dostać więcej, niż się straciło. W przypadku, gdy sumę ubezpieczenia ustalono na poziomie przewyższającym wartość pojazdu, mamy do czynienia z tzw. nadubezpieczeniem. Jest to sytuacja niekorzystna dla klienta, ponieważ przy wypłacie odszkodowania nie otrzyma on wcale s.u., lecz kwotę niższą, odpowiadającą maksymalnie wartości pojazdu w chwili, w której doszło do zdarzenia powodującego szkodę. Płacąc składkę od nadmiernie wysokiej s.u., klient poniesie nieuzasadnione koszty ubezpieczenia. Wypłaty s.u. w ubezpieczeniach mienia zdarzają się, ale dotyczy to tych przypadków, gdy przy zawieraniu umowy rzeczywiście skrupulatnie wyceniono wartość mienia i na taką kwotę ustalono s.u., samo ubezpieczone mienie nie jest zaś podatne na spadek wartości w czasie. Niestety, samochody są tym rodzajem mienia, które szybko traci na wartości. Wartość ubezpieczanego pojazdu po kilku miesiącach może być dużo niższa.

Gdy s.u. jest mniejsza od wartości ubezpieczanego samochodu, mamy do czynienia z tzw. niedoubezpieczeniem. Gdy dojdzie do szkody, zakład ubezpieczeń wypłaci maksymalnie tylko s.u., co może się okazać kwotą zbyt niską w stosunku do rozmiaru szkody. Dodatkowo, w warunkach ubezpieczenia autocasco można znaleźć tzw. klauzulę proporcjonalności. Jest ona stosowana wtedy, kiedy stwierdzi się niedoubezpieczenie, czyli ustalenie s.u. na poziomie niższym niż wartość ubezpieczanego mienia. Prześledźmy funkcjonowanie tej klauzuli na przykładzie. Samochód jest wart 30 tys. zł. Został ubezpieczony na 24 tys. zł.

Niedoszacowanie sumy wynosi więc 20 proc. Dochodzi do kradzieży – zakład ubezpieczeń nie wypłaci 16 tys. zł, tylko zastosuje proporcję: odszkodowanie obniży w takim stopniu, w jakim zaniżona była s.u. w stosunku do wartości pojazdu w chwili zawierania umowy. Poszkodowany nie otrzyma zatem spodziewanych pieniędzy, tylko od 24 tys. zł odjęte zostanie 20 proc., co w efekcie da 19,2 tys. zł.

Ubezpieczyciel nie zapłaci

Teoretycznie posiadanie pełnej wersji AC powinno zabezpieczyć właściciela pojazdu przed wszystkimi skutkami finansowymi związanymi ze zniszczeniem auta z jego winy, jak również z kradzieżą.

W praktyce bywa z tym różnie. Tylko w ub.r. właściciele polis AC nadesłali do biura rzecznika 617 skarg (18,8 proc. ogólnej liczby) związanych z trudnościami w uzyskaniu odszkodowania z tytułu ubezpieczenia autocasco. Posiadacz skradzionego auta, który nie przedłoży kompletu oryginalnych kluczyków, może nie otrzymać odszkodowania. Należy pamiętać, że każdą zgubę kluczyków, a potem ich dorabianie, należy zgłosić w towarzystwie, w którym wykupione zostało autocasco.

Szczególnie dotkliwie ubezpieczeni odczuwają skutki kradzieży samochodów. Zakłady ubezpieczeń, mimo zawartej umowy AC, odmawiają w całości lub części wypłaty odszkodowania z tego tytułu. Jednym z najczęściej wskazywanych powodów odmowy jest brak należytej staranności w zabezpieczeniu przez posiadacza pojazdu kompletu kluczyków, dokumentów oraz zainstalowania i włączenia urządzeń służących do sterowania zabezpieczeniami przeciwkradzieżowymi.

Praktycznie we wszystkich dostępnych na rynku ogólnych warunkach umowy (OWU) obejmujących skutki kradzieży pojazdu zamieszczone są zapisy o treści, np. zakres ochrony ubezpieczeniowej nie obejmuje szkód: „w przypadku nienależytego zabezpieczenia dokumentów pojazdu”, „niedokonania zabezpieczenia z należytą starannością kluczyków, sterowników służących do otwarcia lub uruchomienia pojazdu lub uruchomienia urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą”, „ograniczenia nie dotyczą kradzieży, która została dokonana w wyniku rozboju” itd.

Inną sytuacją, w której ryzykujemy utratę odszkodowania, jest niedopełnienie obowiązku niezwłocznego zawiadomienia o kradzieży lub uszkodzeniu pojazdu. W takiej sytuacji firma może odmówić wypłaty odszkodowania albo zmniejszyć je. W OWU zawarte są szczegółowe terminy takiego zgłoszenia – w niektórych firmach wręcz absurdalne, jak obowiązek powiadomienia o kradzieży samochodu w ciągu 2 godzin od odkryciu zdarzenia.

Ubezpieczyciele zazwyczaj nakazują też powiadomić o kradzieży policję, która przeprowadzi własne dochodzenie w sprawie, a uzyskane materiały dowodowe zostaną wykorzystane przez zakład ubezpieczeń do ustalenia odpowiedzialności odszkodowawczej.

Kruczki prawne określane „rażącym niedbalstwem” lub „nienależytą starannością” mogą mieć dla klienta zgubne skutki. Praktyka jest taka, że gdy kieszonkowiec ukradnie nam kluczyki, to firma prawie na pewno odmówi wypłaty odszkodowania. Duże kłopoty mogą być i wtedy, gdy ukradną nam auto na tzw. stłuczkę, podczas której wysiądziemy z samochodu zostawiając kluczyki w stacyjce.

W wielu towarzystwach nie dostaniemy także odszkodowania, gdy udostępnimy samochód znajomemu, który spowodował szkodę, a osoba ta nie była wpisana w polisę (obowiązek taki musi być wpisany w OWU) lub gdy skradzione auto zostało sprowadzone do Polski, a w zgłoszeniu celnym podano nieprawdziwe dane (np. cenę).

Odszkodowania nie dostaniemy także wtedy, gdy spóźnimy się z opłatą kolejnej raty składki, a także wtedy, gdy ubezpieczyciel stwierdzi, że klient świadomie przyczynia się do spowodowania szkody i uzna to za próbę wyłudzenia odszkodowania.

Więcej w najnowszej GF

Piotr Domański
Gazeta Finansowa
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki