REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nie bać się tych kredytów

2008-06-28 06:00
publikacja
2008-06-28 06:00
Zaskakująca majowa decyzja grupy bankowej Fortis o wycofaniu z oferty kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich nie powinna wpłynąć na spadek zainteresowania zaciąganiem pożyczek w tej walucie. Zwłaszcza że biorąc pod uwagę koszt obsługi zadłużenia jest to bezsprzecznie jedna z najbardziej atrakcyjnych propozycji.

Być może oprócz dolara amerykańskiego. Jednak o ile zmienność waluty Stanów Zjednoczonych jest dość duża, o tyle trend dotyczący franka – stabilny. I wciąż pozostaje spadkowy, co już zauważyły inne krajowe instytucje decydując się na przywrócenie możliwości zaciągania pożyczek w popularnych „szwajcarach”.

2,0979 zł – tyle wynosił 12 maja br. kurs franka do złotego na fiksingu Narodowego Banku Polskiego. To najniższy poziom od marca 1997 r. I jednocześnie już o ponad 33 proc. niższy od pamiętnych szczytów ustanowionych w maju 2004 r. Ci, którzy nie ulegli namowom niektórych ekonomistów, sugerujących zaciąganie zobowiązań tylko w tej walucie, w której się zarabia, mają szczególne powody do zadowolenia. Bo przez cztery lata kupione przez nich nieruchomości zdrożały dwukrotnie – co stanowi ich dodatkową wygraną.

Czy naprawdę warto ograniczać klientom banków dostęp do wyboru formy zaciągania zadłużenia? Czy po prostu nie postawić na lepszą edukację, mającą na celu lepsze doinformowanie i zapobieżenie nierozważnym decyzjom? Zwłaszcza że wiele wskazuje na to, że jeszcze przez kilka, a być może i kilkanaście lat to właśnie kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich będą bardziej opłacalne i tym samym łatwiejsze do spłacania.

To z jednej strony efekt niższych o ponad 50 proc. w ujęciu nominalnym stóp procentowych w Szwajcarii niż w Polsce (odpowiednio 2,75 proc. wobec 5,75 proc.), a także systematycznie umacniającego się złotego, który to proces raczej nie ulegnie gwałtownemu odwróceniu. Przyjrzyjmy się bliżej czynnikom, od których zależy kształtowanie się kursu CHF/PLN. To przede wszystkim sytuacja na rynkach międzynarodowych, a także czynniki krajowe, w tym oceny stanu polskiej gospodarki i polityki prowadzonej przez RPP.


Niezależnie od zawirowań na światowych rynkach finansowych ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem wyraźnie umacniającego się złotego względem zagranicznych walut. Było to wynikiem wygłaszanych dość dobrych ocen na temat perspektyw naszej gospodarki. A zwłaszcza oczekiwań związanych z dalszymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.

Istotny wpływ miał także rekordowo słaby dolar, przede wszystkim względem euro. W efekcie spekulacyjne fundusze uciekając od nierentownych inwestycji w USA kierowały się do Europy i częściowo także do Polski. Dolar był jednak słaby nie tylko w stosunku do euro, ale i do pozostałych walut. W relacji do szwajcarskiego franka doszło do historycznego spadku poniżej psychologicznej bariery 1:1 (minimum odnotowane 17 marca to 0,9674). W pierwszych miesiącach tego roku szwajcarska waluta zyskiwała także względem euro, kontynuując tym samym trend rozpoczęty w listopadzie 2007 r.

W efekcie w ciągu kilku miesięcy kurs EUR/CHF spadł z okolic 1,68 do 1,5350 w połowie marca b.r. Sytuacja ta wpisywała się w generalne umocnienie się walut wykorzystywanych wcześniej do spekulacyjnych transakcji typu carry-trade. W obliczu pogorszenia się globalnych nastrojów i widma recesji w USA, a także fali silnych spadków, która przetoczyły się w zimie przez światowe giełdy, strategie oparte o carry-trade zaczęły po prostu parzyć w ręce.

W Polsce przełożyło się to tylko na stabilizację notowań CHF/PLN przy spadkach EUR/PLN. W momencie kiedy perspektywy dla światowych rynków akcji zaczęły być lepsze, gdyż sezon publikacji wyników amerykańskich spółek nie przyniósł jak na razie kolejnego trzęsienia ziemi, a niektóre dane ze sfery realnej gospodarki mogą sugerować nieznaczne odbicie w USA w II półroczu, moda na strategie carry-trade bardzo szybko powróciła.

W efekcie tego frank ponownie zaczął być wyprzedawany, co odbywało się dość gwałtownie. Tylko w trakcie ostatnich dwóch tygodni kwietnia br. notowania EUR/CHF wzrosły z okolic 1,5750 do ponad 1,62, a USD/CHF z 0,9930 do ponad 1,04. W pierwszym tygodniu maja zwyżki były kontynuowane, a korekta, która później nadeszła, nie aż tak głęboka. To w połączeniu z nadal względnie mocnym złotym przełożyło się na dość wyraźny ruch w dół na CHF/PLN. Czy tak będzie dalej?

Niepewny złoty

Ostatnie miesiące pokazały, że trudno liczyć na to, aby sentyment do polskiej waluty osłabł. Dla zagranicznych inwestorów jesteśmy jednym z najlepszych miejsc dla względnie bezpiecznych inwestycji w regionie. Dlaczego? Odpowiedź tkwi w tempie wzrostu naszej gospodarki, które jeżeli nawet spowolni do 5 proc. w końcu roku, to i tak będzie ponad trzykrotnie wyższe, niż średnia dla strefy euro. Nie mówiąc już o tempie wzrostu w Stanach Zjednoczonych.

To dobrze wskazuje powód, dla którego inwestorzy jeszcze przez dobrych kilka miesięcy, a najpewniej i dłużej, będą omijać kraje rozwinięte – na rzecz rozwijających się. Jednocześnie nasza gospodarka rozwija się na stabilnych fundamentach, z których najistotniejszy jest silny popyt wewnętrzny. To daje gwarancję zminimalizowania negatywnego wpływu kolejnych zawirowań, które mogłyby pojawić się w światowej gospodarce.

Najistotniejszym magnesem, który przyciąga zagranicznych inwestorów do Polski, jest jednak polityka podwyżek stóp procentowych prowadzona przez Radę Polityki Pieniężnej. W efekcie nominalnie stopy procentowe są wyższe o: 175 pkt. bazowych niż w strefie euro, o 375 pkt. bazowych w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi i o 75 pkt. bazowych przewyższające ich poziom w Wielkiej Brytanii. Proste obliczenie nieraz tłumaczy wiele – tym samym niezależnie od tego, czy i kiedy stopy w Polsce wzrosną do poziomu 6 proc. to i tak ich poziom jest już teraz atrakcyjny dla zagranicznego kapitału. Z wypowiedzi niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej wynikało, iż do pierwszych obniżek stóp procentowych mogłoby dojść najwcześniej w II połowie 2009 roku.

Możliwe odwrócenie trendu

Kupujący polską walutę nie mają zatem powodów do obaw? Nie do końca. Nie należy zakładać, że ponowna fala wzrostu globalnego ryzyka, która może pojawić się najpóźniej na jesieni, jeżeli z oczekiwanego ożywienia amerykańskiej gospodarki nic nie będzie, nie zacznie odciskać swojego piętna także na Polsce. Znaczące spowolnienie wzrostu PKB w strefie euro znajdzie swoje odzwierciedlenie w spadku dynamiki eksportu, który i tak jest już ograniczany przez systematycznie umacniającego się złotego

. To z kolei może sprawić, iż dynamika wzrostu PKB w 2009 r. będzie najniższa od kilku lat i inwestorzy zaczną dyskontować ten fakt już wcześniej. Nie należy jednak oczekiwać, aby ewentualne osłabienie polskiej waluty było znaczące. Być może rynek wejdzie tylko w trend horyzontalny o szerokiej amplitudzie wahań. W efekcie większe znaczenie dla notowań franka może mieć pozycja tej waluty na rynkach międzynarodowych.

A tutaj nie można wykluczyć, iż szwajcarska waluta zacznie się ponownie umacniać za sprawą zamykania spekulacyjnych pozycji przez zagraniczne fundusze i odkupywania franków służących wcześniej jako źródło finansowania transakcji na innych ryzykownych rynkach. W procesie tym nie przeszkodzi nawet ewentualna obniżka stóp procentowych przez Bank Szwajcarii, która może nastąpić w I połowie 2009 r.

Przypomnijmy, iż obecnie środek przedziału trzymiesięcznego LIBOR CHF niezmiennie utrzymuje się na poziomie 2,75 proc. Średnioterminowa analiza techniczna podpowiada jednak, iż po pokonaniu w dół istotnego poziomu 2,1400–2,1550 zł przez CHF/PLN, poziomy te stały się dość skutecznym oporem. Kolejne wsparcie wyznaczane przez minima z początku 2007 r. znajduje się na poziomie 2,0530 zł. Jeżeli jednak notowania EUR/PLN spadną do poziomu 3,30 zł (co jest możliwe w ciągu kilkunastu tygodni), a frank na świecie pozostanie słaby (EUR/CHF 1,63), to poziom ten zostanie naruszony.

Za wcześnie jest jednak mówić o możliwości pokonania poziomu 2,00 zł przez franka. Być może stanie się to później, niż można by zakładać, czyli dopiero w 2010 r. za sprawą wspomnianego wcześniej powrotu globalnych zawirowań rzutujących na cały 2009 r.

W związku z tym nie ma sensu ograniczać klientom możliwości zaciągania kredytów we frankach szwajcarskich tylko z tego powodu, iż wiążą się one z większym ryzykiem niekorzystnych zmian kursu niż kredyty złotówkowe. Natomiast niewątpliwie warto i trzeba informować ich o występujących ryzykach.

Marek Rogalski

Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK

Zaprenumeruj BANK
Dodaj Bankier.pl w Google
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~Sceptyk..;-)
jak Europejski Bank Centralny podniesie stopy? Co będzie wkrótce? Czy szacowny Pan Analityk wziął to pod uwagę? Szwajcaria prawie zawsze idzie krok w krok za EBC...
~Kredytwezme:)
A Rekomendacja "S"? Zdała czy nie zdała egzamin...mam wrażenie, że cały pieniądz kredytowy ze złotówki przepłynął na waluty obce...także mam kredyt we fraciszku; miło, że bank poinformował o ryzyku kursowym...

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki