Nim jeszcze zdążyliśmy się przyzwyczaić, że rekordowo niskie stopy procentowe pozostaną z nami przynajmniej do jesieni, już powinniśmy oswajać się myślą, że tani kredyt będzie fundowany przez następne 12 miesięcy.
Ostatnia obniżka stóp procentowych w Narodowym Banku Polskim miała miejsce w lipcu 2013 roku. Rada Polityki Pieniężnej zdecydował się wówczas obciąć stopę referencyjną o 25 punktów bazowych, do poziomu 2,50%. Było to ostatnie z serii ośmiu cięć, które łącznie obniżyły cenę kredytu z 4,75% do rekordowo niskich 2,50%.
We wrześniu 2013 roku prezes NBP Marek Belka powiedział, że rekordowo niskie stopy procentowe zostaną utrzymane do połowy 2014 roku. W marcu szef NBP oficjalnie ogłosił, że RPP nie zamierza podnosić stóp przynajmniej do końca trzeciego kwartału. Takie oświadczenie było możliwe dzięki ostatniej projekcji inflacyjnej NBP, według której z 50-procentowym prawdopodobieństwem inflacja CPI w tym roku zmieści się w przedziale 1,0-2,6% i 1,6-3,3% w roku 2015. Czyli nie przekroczy dopuszczalnego odchylenia od celu inflacyjnego (2,5% +/- 1 pkt. proc.).
Rynek uwierzył Belce
Ale oczekiwania rynku idą jeszcze dalej. Notowania kontraktów FRA (Forward Rate Agreement) wskazują, że rynek oczekuje tylko kosmetycznego wzrostu Wiboru przez następne 12 miesięcy. Oznacza to, że w cenach nie została uwzględniona żadna podwyżka stóp NBP przynajmniej do kwietnia 2015 roku.

Oznaczałoby to utrzymanie rekordowo niskich stóp procentowych przez niebezpiecznie długi okres czasu – najprawdopodobniej około dwóch lat. Co więcej, może się okazać, że zanim RPP zdecyduje się znormalizować politykę pieniężną (czyli podnieść stopy do normalnego poziomu), pierwszej podwyżki dokona amerykańska Rezerwa Federalna. Fed karmi gospodarkę USA półdarmowym kredytem (stawka funduszy federalnych w przedziale 0,0-0,25%) od grudnia 2008 roku. Z wypowiedzi Janet Yellen wynika, że pierwsza podwyżka możliwa jest już wiosną 2015 roku, zaś większość członków FOMC na koniec przyszłego roku widziałoby stawkę funduszy federalnych na poziomie przynajmniej 1%.
Groźne konsekwencje zbyt niskich stóp
Działania banków centralnych oznaczają podjęcie potężnego ryzyka. Arbitralne ustalenie ceny pieniądza poniżej poziomu, jaki wyznaczyłby rynek, niesie ze sobą ogromne koszty gospodarcze w postaci baniek spekulacyjnych, błędnych inwestycji i nadmiernego zadłużenia gospodarstw domowych, przedsiębiorstw, samorządów i państwa. Utrzymanie przez Fed zbyt niskich stóp procentowych przez zbyt długi czas było jedną z głównych przyczyn wybuchu kryzysu finansowego w roku 2007. Wie o tym sam prezes Belka, który pół roku temu jasno przedstawił ryzyka towarzyszące polityce niskich stóp procentowych.
Co prawda obecnie nie widać takiego boomu kredytowego, jak w latach 2005-07. To jednak szybko może się zmienić. A raz uruchomiona bankowa maszyna kreacji pieniądza jest później bardzo trudna do zatrzymania. Podobnie jak inflacja, której zarówno na poziomie inflacji CPI, jak i inflacji PPI teraz nie widać. Co nie oznacza, że nie może się ona w każdej chwili pojawić. Tym bardziej, że rekordowo niskie odczyty tzw. inflacji CPI są w znacznej mierze efektami zdarzeń jednorazowych i decyzji administracyjnych.
Na razie dłużnicy cieszą się z taniego kredytu i niskich odsetek. Kredytowy raj może trwać nawet przez następne 12 miesięcy. Ale jest niemal pewne, że skończy się tak samo jak w biblijnej Księdze Rodzaju. Wyższe stopy procentowe są na dłuższą metę nieuniknione i nie będzie to dotyczyło jedynie polskich kredytobiorców.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl






























































