Wyznacznikiem ubankowienia jest posiadanie konta. Jednak fakt ten bywa często iluzoryczny, jako że założony rachunek towarzyszy np. zaciągniętemu kredytowi i poza tym do niczego nie jest wykorzystywany, na co w marcowym raporcie wskazywała „Gazeta Prawna”. Część potencjalnie aktywnych klientów jest za granicą. – Według danych GUS 1,95 mln ludzi wyjechało z Polski: właśnie tych, którzy korzystają z banków – mówi Eugeniusz Śmiłowski, prezes Instytutu Pentor.
– Z banków nie korzystają ci, którzy mają daleko, nie mają więc dostępu, a także ludzie starsi. Dla nich trudno stworzyć nową ofertę – uważa Marcin Zdral, partner w Deloitte. Nie ma też co liczyć na szybki wzrost liczby kont w wyniku wprowadzenia przymusu ich zakładania, dotyczącego grup najmniej ubankowionych: emerytów czy osób korzystających z pomocy opieki społecznej. Przymus niesie zresztą ze sobą ryzyko pogrążenia samej idei. Nie jest trudno wyobrazić sobie tytuły w tabloidach w rodzaju: sparaliżowanej pani Irenie (93 lata) rząd kazał założyć konto, jak ma odebrać swoją emeryturę?
– Odsetek ubankowienia nie zmienia się w znaczącym stopniu. Nadal ok. 75 proc. gospodarstw domowych jest objętych usługą bankową, co oznacza, że jest do dyspozycji przynajmniej jeden ROR w gospodarstwie. W ciągu roku przyrost wyniósł ok. 2 pkt. proc. – dodaje Eugeniusz Śmiłowski. Z drugiej strony jednak, banki udzieliły 22 mln pożyczek i kredytów, co oznacza, że Polacy ich nie unikają.
Być może zatem lepiej pogodzić się z faktem, że część społeczeństwa nigdy nie stanie się klientami banków posiadającymi konto i w najlepszym razie jedynym wykorzystywanym przez tę grupę produktem będzie kredyt gotówkowy. Chociaż nie należy jej spisywać na straty. Włodzimierz Grudziński, wiceprezes ZBP, zwraca uwagę na konieczność zaangażowania się polskich banków w ekonomię społeczną, która próbuje stworzyć rozwiązania finansowe dla grup związanych z większym ryzykiem.
Próba ich włączenia w regularny obieg finansowy daje wszak wymierne korzyści ekonomiczne. – W krajach starej UE ekonomia społeczna daje 10 proc. PKB – podkreśla prezes Grudziński. Wreszcie pewna grupa, w miarę spadku bezrobocia i wzrostu zamożności i tak w końcu do banku dotrze. Dlatego też interesujące stają się przedsięwzięcia, które szukają klientów banków nie wprost lub namawiają do wykorzystywania produktów bankowych.
Ktoś wreszcie wytłumaczył
Jedną z dróg nie wprost wydają się być ubezpieczenia. To interesujący zwrot akcji: dotychczas w szeroko rozumianym bancassurance to banki dostarczały klientów ubezpieczycielom. Kredyty hipoteczne, karty płatnicze, wreszcie ubezpieczenia na życie sprzedawane w nich, sprzyjały zwiększaniu składki. Współdziałanie ubezpieczycieli z bankami może jednak pójść w drugą stronę, ponieważ to grupy ubezpieczeniowe dysponują obecnie wystarczającą już bazą klientów, by spróbować im dostarczyć produktów bankowych.
Wśród banków, które mają rozpocząć działalność w tym roku jest m.in. Allianz Bank, bazujący na klientach grupy ubezpieczeniowej. – Idziemy w kierunku zintegrowanej grupy finansowej. Zbliżamy się do 2 mln klientów – wskazuje Paweł Dangel, prezes Allianz Polska. Bank ma liczyć docelowo 200 oddziałów, a jego produkty mają też być dostępne w agencjach ubezpieczeniowych. – Nie mogę powiedzieć, kiedy będziemy pierwsi, ale będziemy starali się być numerem drugim – dodaje prezes Dangel.
Przyznaje, że można było rozważać inwestycję w gotowy bank, że grupa prowadziła rozmowy na ten temat, z Getinem. – Ale taki bank może mieć wartość dla kogoś, kto nie ma znanej marki i klientów – podkreśla prezes Allianz Polska. Wykorzystanie sieci agentów sprawia, że potencjał znalezienia klientów całkiem nowych dla bankowości przez ubezpieczycieli jest bardziej realny niż w przypadku banków, działających stacjonarnie (a więc tak, że trzeba do niego przyjść, a przynajmniej się do niego zalogować w internecie).
Interesujące wydają się też doświadczenia Generali, które od czerwca ub.r. przy ubezpieczeniach komunikacyjnych wypłaca odszkodowanie (z AC) z wykorzystaniem kart płatniczych. Kartę klient otrzymuje od ręki, a w ciągu 48 godzin, jeśli tryb likwidacji szkody na to pozwala, na rachunku znajduje się odszkodowanie. Dla osób już korzystających z banków ten uproszczony tryb może być atutem. – Z kolei w mniejszych miejscowościach jest to często pierwsza karta w portfelu. Zwykle też przeprowadzamy szkolenie z jej użycia, więc właściwie prowadzimy działalność edukacyjną. Bardzo zainteresowały się tym banki jako możliwością dystrybucji – dodaje Michał Gomowski, członek zarządu Generali TU.
Procedurę rejestracji karty oraz instrukcje korzystania z karty przedstawia rzeczoznawca. Ubezpieczyciel zdaje sobie sprawę z niskiego stopnia wiedzy bankowej wśród klientów, szczególnie w miejscowościach mniejszych lub wśród osób starszych. – Karta Generali zdobyła zaufanie również wśród tej grupy osób, która wcześniej dość sceptycznie podchodziła do elektronicznych form płatności – dodaje Paweł Wróbel, rzecznik prasowy Grupy Generali.
Wiedzieć, co z tym zrobić
Doświadczenie Generali wskazuje, że bezpośrednie pokazanie jak czegoś użyć, pozwala przyciągnąć do siebie także część nieprzekonanych. Jednocześnie dowodzi, że banki często nie potrafią dostarczyć klientom informacji, po co w ogóle korzystać z ich usług. Tropem edukacyjnym zdecydowała się podążać Visa Europe. Rozpoczęta w marcu br. kampania dotyczy wybranego produktu – kart kredytowych – ma zachęcać do ich używania zamiast gotówki, wskazując m.in. na możliwość planowania wydatków.– Kampania ma na celu popularyzowanie świadomego używania kart kredytowych i korzystania z ich zalet, a nie życia na kredyt – mówi Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor generalna Visa Europe w Polsce.
Visa podjęła decyzję o kampanii m.in. na podstawie ubiegłorocznego badania Instytutu Pentor, z którego wynika, że klienci mają problem z rozróżnieniem kart debetowych połączonych z kontem od kredytowych. Nie rozumieją też mechanizmów funkcjonowania karty kredytowej, zarówno zasad naliczania odsetek, jak i bardziej przyjemnych dla klienta aspektów, jak zniżki w programach rabatowych.
– Chcemy przełamać najpopularniejsze stereotypy, zgodnie z którymi karta kredytowa to produkt tylko dla ludzi zamożnych, który nie jest dostępny dla przeciętnego użytkownika, a jego wyrobienie wymaga skomplikowanych formalności – podkreśla Małgorzata O’Shaughnessy. Visa zresztą chce uczyć nie tylko klientów, ale też samych bankowców. Jeśli te działania przyniosą zauważalny w liczbach wzrost transakcji bezgotówkowych i wzrost umiejętności korzystania z karty kredytowej, będzie to dobry dowód, iż banki muszą wrócić do pracy u podstaw.
Anna Lach
Więcej w kwietniowym numerze Miesięcznika Finansowego BANK
Zaprenumeruj BANK































































