Dariusz Styczek: Dlaczego Węgry jako pierwszy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej dotknął kryzys finansowy? Czy były ku temu jakieś szczególne powody?
Mirosław Gronicki: Węgry są krajem najbardziej wrażliwym na wszelkie turbulencje na rynkach światowych. Po pierwsze dlatego, że ich zadłużenie zagraniczne sięga prawie 100 mld euro, czyli jest mniej więcej równe wielkości PKB tego kraju.
Skąd tak wysokie zadłużenie tego niewielkiego, 10-milionowego kraju?
Węgry praktycznie od połowy lat 90. prowadziły politykę opartą na finansowaniu się długiem zagranicznym. Robiły to bez żadnych problemów, póki wszystko na rynkach światowych było w porządku. Pożyczki te opierały się na zaufaniu do forinta. Teraz, kiedy węgierska waluta przestała być szanowana, wszystko zaczęło trzeszczeć w szwach.
Na czym polegał błąd?
Węgrzy po prostu woleli się zadłużać za granicą niż podnosić stopy procentowe na krajowym rynku, by zaciągać pożyczki w krajowych bankach. Pożyczki zewnętrzne były bardziej opłacalne, tańsze. I po prostu kolejni ministrowie finansów brnęli w kłopoty, ciągle pożyczając. Apogeum kryzysu mamy właśnie teraz.
Czy pożyczone z Europejskiego Banku Centralnego 5 mld euro pomoże systemowi bankowemu? To działanie obliczone na osiągnięcie efektu psychologicznego?
Te środki mogą się okazać bardzo konkretnym narzędziem pomocy w upłynnieniu rynku walutowego. Zachowując odpowienie proporcje co do wielkości gospodarek, można powiedzieć, że ta pożyczka jest dla Węgier tym, czym dla USA plan Paulsona. Ma za zadanie wpuścić do systemu bankowego gotówkę, której po prostu brakowało.
Czy z powodu jej braku kłopoty miał największy węgierski bank OTP?
Tak. Z powodu swojej wielkości i znaczenia jako pierwszy został dotknięty brakiem walut i zaczął tracić zaufanie inwestorów. Bankowi zaczęło brakować walut, a nie mógł ich pożyczyć ani z banków krajowych, ani z banków zagranicznych. Chodzi o zagraniczne banki matki. A jest to rzecz istotna, ponieważ aż 3/4 tamtejszego rynku bankowego należy do banków zachodnich.
Jak pan sądzi, czy kryzys przeniesie się na inne banki?
Nie przypuszczam, pożyczone 5 mld euro może uzdrowić sytuację.
Który z krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej może popaść w podobne tarapaty jak Węgry?
Nie widzę takich oczywistych kandydatów. Kraje bałtyckie kłopoty z utratą wartości walut, inflacją i rosnącym długiem zagranicznym mają już od ponad roku. U nich, jako u gospodarek małych i wrażliwych, kryzys zawitał wcześniej. Jeszcze przed USA i Europą.
Zatem kto po Węgrzech?
Zbliżoną strukturę gospodarczą mają Czechy. Są tak samo, jeśli nie bardziej, krajem otwartym, nastawionym na handel zagraniczny. Jednak jeśli dotknie ich w jakiś sposób kryzys, to w znacznie łagodniejszej formie niż Węgry. Z prostego powodu – Czesi są mniej zadłużeni za granicą. Mają też większe rezerwy walutowe.
Jakie są rokowania co do Polski? Nasz kraju też w dużym stopniu żyje z eksportu, też pożycza za granicą, ma wrażliwą na wahania walutę.
Polski nie dotknie kryzys, który teraz obserwujemy nad Dunajem, ale już widzimy, że jego odpryski wpłyną zarówno na nasz kraj, jak i na cały region. Te odpryski to osłabienie złotego i pewna utrata zaufania do warszawskiej giełdy. Ale na razie na tym się skończy. Poza tym polska ekonomia jest znacznie większa, bardziej zróżnicowana niż węgierska, więc jeśli dojdzie do nas kryzys, to będzie on widoczny w bardzo łagodnej postaci.
Więcej na ten temat





























































