"Wersja właściwie nie różni się od przekazanej w grudniu. Nie zawiera ona wniosków, czyli propozycji zaliczenia Polski do tej czy innej grupy krajów uszeregowanych pod względem ryzyka wystąpienia BSE" - powiedział jeden z polskich dyplomatów.
Jak powiedziało PAP jedno ze źródeł w Komisji Europejskiej, działający przy organie wykonawczym UE Komitet Naukowy (ang. Scientific Steering Committee) chciałby przyjąć "polski raport" już na swoim posiedzeniu 8-9 lutego. Jeśli nie zdąży, następne posiedzenie zaplanowano na koniec marca.
Do końca marca ma być zatwierdzona cała seria raportów o krajach eksportujących bydło i wołowinę do Unii Europejskiej. Komitet Naukowy sklasyfikuje kraje pod względem stopnia zagrożenia. Raporty zostaną opublikowane na stronach internetowych Komisji Europejskiej.
Źródła w Komisji przyznają, że dotychczasowe wyjaśnienia Polski "nie przekonały" ekspertów z Komitetu Naukowego działającego przy Komisji Europejskiej, aby zaliczyć Polskę do krajów niskiego ryzyka, czyli do pierwszej lub drugiej grupy. "Nie wykluczam, że zaliczymy Polskę do grupy krajów o podwyższonym ryzyku, czyli tych, w których wystąpienie własnego ogniska BSE jest prawdopodobne, choć niepotwierdzone lub potwierdzone w pojedynczych przypadkach" - powiedziało jedno ze źródeł unijnych.
Polska ma podobno problemy z dostarczeniem szczegółowych informacji, ile mięsa czy mączki sprowadziła z tych krajów do 1996 roku, gdy wprowadzono embargo na bydło i produkty pochodne z obu krajów.
Według polskich dyplomatów w Brukseli, nie mamy natomiast trudności z wykazaniem, że milion ton mączki mięsno-kostnej sprowadzonej głównie z Niemiec w ostatnich trzech latach nie był używany do produkcji pasz dla bydła, lecz jedynie drobiu i trzody chlewnej. Podobnie jesteśmy w stanie dokładnie prześledzić losy i stan zdrowia 20 tysięcy sztuk bydła, które sprowadziliśmy w ostatnich latach z Francji, Holandii i Niemiec, zaliczonych w ubiegłym roku do krajów z na razie niewielką liczbą potwierdzonych przypadków.