2004-03-10 07:33 Źródło: Miesięcznik Bank
Kto się nadaje na biznesmena?
Bycie przedsiębiorczym i ciężka praca nie wystarczą, aby być przedsiębiorcą. Kapitalistą trzeba się urodzić.
O każdym sukcesie - jak mawiał Ernest Hamingway - decyduje 95 proc. pracowitości i 5 proc. talentu. Istnieje jednak grupa urodzonych przedsiębiorców, geniuszy marketingu z dotykiem Midasa i genem sukcesu. Według amerykańskich uczonych z uniwersytetu w Wisconsin, to głównie ON (75 proc. mężczyzn), choć udział kobiet zwiększa się o 1 proc. rocznie. Ma 30-35 lat. Urodził się w małym miasteczku (do 50 tys. mieszkańców), całe życie mieszka w tej samej miejscowości. Jego rodzice pracowali fizycznie, on zaś edukację zakończył na poziomie szkoły średniej. Posiada kilkoro rodzeństwa, ale niewielki krąg przyjaciół. Iloraz inteligencji blisko przeciętnej - 100-120 IQ. Ożenił się wcześnie, mało udziela się politycznie, ma poglądy konserwatywne. 80 proc. tych geniuszy przedsiębiorczości zrobiło wszystko - jak śpiewał Frank Sinatra - „my way”, bez dziedziczenia majątku, wygranej na loterii czy koneksji rodzinnych. Nie są przy tym omnibusami i choć mają miliony, nie mieliby szans w teleturnieju „Milionerzy”. Posiadają za to dużą wiedzę specjalistyczną, służącą im w prowadzeniu interesu. Najczęściej jest to mała fabryka, sieć sklepów lub firma usługowa (serwis).
Mój sąsiad milioner
Przedsiębiorca, o którym mowa, nie wygląda „jak chodzący milion dolarów”. W swym bestsellerze „The Millionaire Next Door” Thomas Stanley i William Danko ujawnili sekret amerykańskiej klasy średniej. Otóż, żyje ona jak amerykańska klasa niższa. Dużo poniżej swych finansowych możliwości. Mieszka w starych domach (notabene nabytych na kredyt, który wciąż jeszcze spłaca). Garnitury - i to niemarkowe - kupuje w sklepach podmiejskich, a nie butikach, buty na okazyjnej wyprzedaży, a najczęściej noszone przez nią zegarki (Timex) nie kosztowały więcej niż 100 dolarów. Milionerzy nie jeżdżą również Rolls-Royce’ami. „Nie jesteś tym, co prowadzisz”, twierdzi Bill Gates i korzysta z ulubionego auta amerykańskich przedsiębiorców - Forda pick-upa. Bo oni dobrze wiedzą, że ze wszystkich inwestycji to właśnie samochody najszybciej tracą na wartości. Co najmniej raz w tygodniu - swym kilkuletnim tanim autem - podjeżdżają do sieci fast foodu na kilkudolarowy obiad. Ich ulubionym trunkiem nie jest francuski szampan. „Piję bourbona i dwa rodzaje piwa”, mawiał Stephen Woźniak, twórca komputera Apple, „to, które dostaję za darmo i Budweisera”. Starsi kapitaliści wydają więcej pieniędzy na doradców finansowych i wyspecjalizowanych prawników niż na fryzjera, krawca, kosmetyczkę, projektanta wnętrz. Żyją skromnie, większość zysków lokując we własnej firmie. O ludziach obnoszących się bogactwem mówią „big hat, no cattle” (wielki kapelusz, ale ani sztuki bydła).
(...)
SŁawomir Brzozowski
Więcej w miesięczniku BANK - luty 2004
Zaprenumeruj BANK
O każdym sukcesie - jak mawiał Ernest Hamingway - decyduje 95 proc. pracowitości i 5 proc. talentu. Istnieje jednak grupa urodzonych przedsiębiorców, geniuszy marketingu z dotykiem Midasa i genem sukcesu. Według amerykańskich uczonych z uniwersytetu w Wisconsin, to głównie ON (75 proc. mężczyzn), choć udział kobiet zwiększa się o 1 proc. rocznie. Ma 30-35 lat. Urodził się w małym miasteczku (do 50 tys. mieszkańców), całe życie mieszka w tej samej miejscowości. Jego rodzice pracowali fizycznie, on zaś edukację zakończył na poziomie szkoły średniej. Posiada kilkoro rodzeństwa, ale niewielki krąg przyjaciół. Iloraz inteligencji blisko przeciętnej - 100-120 IQ. Ożenił się wcześnie, mało udziela się politycznie, ma poglądy konserwatywne. 80 proc. tych geniuszy przedsiębiorczości zrobiło wszystko - jak śpiewał Frank Sinatra - „my way”, bez dziedziczenia majątku, wygranej na loterii czy koneksji rodzinnych. Nie są przy tym omnibusami i choć mają miliony, nie mieliby szans w teleturnieju „Milionerzy”. Posiadają za to dużą wiedzę specjalistyczną, służącą im w prowadzeniu interesu. Najczęściej jest to mała fabryka, sieć sklepów lub firma usługowa (serwis).
Mój sąsiad milioner
Przedsiębiorca, o którym mowa, nie wygląda „jak chodzący milion dolarów”. W swym bestsellerze „The Millionaire Next Door” Thomas Stanley i William Danko ujawnili sekret amerykańskiej klasy średniej. Otóż, żyje ona jak amerykańska klasa niższa. Dużo poniżej swych finansowych możliwości. Mieszka w starych domach (notabene nabytych na kredyt, który wciąż jeszcze spłaca). Garnitury - i to niemarkowe - kupuje w sklepach podmiejskich, a nie butikach, buty na okazyjnej wyprzedaży, a najczęściej noszone przez nią zegarki (Timex) nie kosztowały więcej niż 100 dolarów. Milionerzy nie jeżdżą również Rolls-Royce’ami. „Nie jesteś tym, co prowadzisz”, twierdzi Bill Gates i korzysta z ulubionego auta amerykańskich przedsiębiorców - Forda pick-upa. Bo oni dobrze wiedzą, że ze wszystkich inwestycji to właśnie samochody najszybciej tracą na wartości. Co najmniej raz w tygodniu - swym kilkuletnim tanim autem - podjeżdżają do sieci fast foodu na kilkudolarowy obiad. Ich ulubionym trunkiem nie jest francuski szampan. „Piję bourbona i dwa rodzaje piwa”, mawiał Stephen Woźniak, twórca komputera Apple, „to, które dostaję za darmo i Budweisera”. Starsi kapitaliści wydają więcej pieniędzy na doradców finansowych i wyspecjalizowanych prawników niż na fryzjera, krawca, kosmetyczkę, projektanta wnętrz. Żyją skromnie, większość zysków lokując we własnej firmie. O ludziach obnoszących się bogactwem mówią „big hat, no cattle” (wielki kapelusz, ale ani sztuki bydła).
(...)
SŁawomir Brzozowski
Więcej w miesięczniku BANK - luty 2004
Zaprenumeruj BANK







Dodaj komentarz