Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2009-03-21 07:00 Źródło: e-lama.pl

e-lama.pl

Kreatywny jak student


Ekskluzywny obiad w Sheratonie zupełnie za darmo? Codziennie? Tak, to możliwe. Wystarczy odrobina sprytu, dziarski uśmiech i pewność siebie. Możesz spokojnie przeżyć miesiąc, nie wydając ani złotówki na jedzenie.

Studencki budżet, nie ukrywajmy, rzadko jest na tyle satysfakcjonujący, aby móc spokojnie przeżyć do pierwszego, jedząc lepsze rarytasy niż chińskie zupki. Są jednak tacy, którzy na jedzenie nie wydają ani złotówki albo przynajmniej wydają mniej niż przeciętny człowiek.

Bartek jest fotografem freelancerem. Studiuje zaocznie na Uniwersytecie Warszawskim. Sprzedaje zdjęcia agencjom, serwisom internetowym. Zdarzało się, że jego prace trafiały do drukowanych magazynów.

– Nie wyznaję zasady, że trzeba robić tak, aby się nie narobić. Ale jako freelancer podejmuję duże ryzyko finansowe. Trzeba więc korzystać z tego, co zawód może mi dać oprócz pieniędzy – mówi. – Dziennie organizowanych jest mnóstwo konferencji prasowych, spotkań, eventów. Nie wszystkie oczywiście warte uwagi. Na część chodzę, bo mogę zrobić dobre zdjęcia, ale bywam też tam, gdzie można po prostu dobrze zjeść i dostać parę gadżetów.

O godzinie 6:30 rano Bartek włącza komputer. Sprawdza skrzynkę pocztową, wiadomości w serwisach społecznościowych. Włącza serwis PAPu (wersję bezpłatną – uboższą) oraz portale branżowe – tam zawsze można znaleźć kalendarz z listą wydarzeń. Selekcjonuje dzisiejsze konferencje: śniadanie prasowe w Hotelu Intercontinetal, potem o 12:00 konferencja w Sheratonie, zaraz o 14:00 w tym samym hotelu drugi event – spotkanie prasowe. Wieczorem konferencja branżowa organizowana przez ogólnopolską telewizję, ale wymagane są zaproszenia. Bartek dzwoni do działu PR i pyta, czy może dostać akredytację.

– Z reguły nie mam problemów z wejściem. Robię zdjęcia dłuższy czas i PRowcy mnie kojarzą. Wiedzą, że mogę sprzedać zdjęcia, a tym samym ich promować – tłumaczy Bartek. – Problemu nie ma, gdy konferencja jest otwarta.

Na konferencjach pojawiają się osoby, które skrupulatnie wszystko notują, by potem napisać rzetelny artykuł. Ale są i tacy, którzy nerwowo przebierają nogami, czekając na koniec wywodów.

– Są dziennikarze i dziennikarze, tak jak są fotoreporterzy i fotoreporterzy. Jedni przychodzą służbowo, inni żeby się najeść i wynieść parę gadżetów – tłumaczy Bartek. – Sam tak robię, szczególnie jeśli ciekawych konferencji nie ma w danym dniu za wiele. Idę wtedy na pierwszą lepszą do jakiegoś ekskluzywnego hotelu. Jeśli firmę stać na wynajęcie tak drogiej sali, to na pewno zafunduje też jakąś dobrą przekąskę. Sprawdza się. Na konferencji można najeść się do syta, dostać koszulki, kubki, płyty... Dosłownie wszystko. I jeszcze ci podziękują, że wpadłeś.

Tanio i łatwo? Sprawdźmy

Dziennikarz czy fotoreporter ma z góry ułatwioną sytuację – bywanie na konferencjach to jego chleb powszedni. Jak zwykły student bez prasowej legitymacji i redakcyjnego zaplecza może wejść na konferencję i uratować swój żywieniowy byt? Sprawdźmy, czy wejście na event w dobrym hotelu faktycznie jest takie proste.

Moje zadanie jest trochę ułatwione, mam legitymację, więc w kryzysowych momentach mogę jej użyć. Postanowiłam jednak przez parę dni schować ją na dno plecaka i pojawiać się na konferencjach anonimowo. Chcę sprawdzić, czy przeciętny Kowalski ma szansę zjeść obiad w dobrym hotelu zupełnie za darmo, wykazując się jedynie odrobiną sprytu.

Środa, godzina 12:00

Na konferencję w Hotelu Intercontinental zaprasza duża prywatna telewizja. Ma być mowa o wiosennej ramówce na sportowym kanale. Zapewne będą sami faceci. Nie dostałam oficjalnego zaproszenia na konferencję, więc nie wiem, czy na wejściu będzie lista gości. W plecaku, w razie czego, trzymam legitymację prasową. Wchodzę do hotelu pewnym krokiem, pytam na recepcji, w której sali odbędzie się konferencja. Bez problemu uzyskuję informację. Wjeżdżam windą na piętro, a moim studenckim oczom ukazuje się pięknie zastawiony szwedzki stół. Bingo. Podchodzę do stolika, przy którym trzeba wpisać się na listę. Oczywiście jest taki tłum, że nikt by nie zauważył, gdybym weszła do sali, nie meldując się na wejściu. Dla pewności jednak wpisuję na listę swoje imię i nazwisko, a w polu „redakcja” – freelancer. Kontaktu do siebie nie zostawiam. Teraz wystarczy wysłuchać gadaniny dyrektorów programowych, ładnie się pouśmiechać i witaj, obiedzie! Hotel serwuje dziś grzanki z mozarellą, pomidorem i bazylią. Przy kolejnym stoliku można poczęstować się domowymi pierogami (mniam!), duszonymi warzywami i kotletem z czegoś, co przypomina okropnie wytwornie przyrządzonego kurczaka. Dalej sushi, napoje, w tym wino, i słodycze. Przy wyjściu otrzymuję komplet materiałów prasowych, a także parę gadżetów. Ostatecznie z konferencji wychodzę najedzona, z firmową bluzą (logo zawsze można odpruć) i kubkiem. Sukces.

Czwartek, godzina 20:00

Idę na imprezę organizowaną również przez jedną z telewizji. Nie było łatwo, bo na wejściu wymagają imiennych zaproszeń. Ale dla chcącego (i głodnego) studenta – nic trudnego. Telefon do PRowca, informacja, że zostałam pominięta przy wysyłaniu zaproszeń, i pytanie, czy znajdzie się dla mnie jedna mała akredytacja, bo nie chciałabym opuścić tak ważnego wydarzenia. A tekst? Ukaże się, na pewno. Jaka redakcja? Freelancer – piszę tak, żeby kupili. I jestem na liście.

Idąc do klubu, w którym organizowana jest impreza, mam oczywiście legitymację. Wiem, że idę trochę na łatwiznę, nie każdy student dysponuje kawałkiem plastiku z nazwą redakcji. Postanawiam jej jednak nie wyciągać i grać dalej dziennikarkę – freelancerkę. Pani na liście odhacza moje nazwisko i kieruje mnie do szatni. Za progiem czuję, że mi się udało. Skoro już weszłam, to mogę bawić się za darmo całą noc – przy takiej liczbie ludzi i takich zabezpieczeniach na wejściu nikt mnie już nie wylegitymuje. Drinka?

Poniedziałek, godzina 10:00

Śniadanie prasowe dużej firmy działającej w branży internetowej. Miejsce: klub 35mm w Złotych Tarasach. Na wejściu oczywiście lista, na której nie widzę swojego nazwiska (bo oczywiście nikt mnie nie zaprosił). Udając zdziwienie, mówię, że to niemożliwe, bo przecież pisałam maila do pani obsługującej imprezę i się akredytowałam. Nikt mnie nie kojarzy. Już prawie jestem pewna, że nie wejdę, ale przychodzi mi pewna myśl. Mówię, że jestem praktykantką i może zaszła jakaś pomyłka, ale muszę wejść, bo inaczej wydawca będzie zły. Haczyk połknięty – jestem w środku. Wprawdzie nie dostanę materiałów prasowych, bo mają ich odliczoną ilość, ale przeżyję. Obiecałam pani skrupulatnie notować.

Rozsiadam się wygodnie na miękkiej poduszce, którą zaserwowali w klubie zamiast krzeseł. Mam widok zarówno na prowadzących, jak i na bogato zastawiony stół ze śniadaniem (bułeczki z dżemem, rogaliki... nawet mleko). Po 40-minutowej konferencji przychodzi czas na tzw. rozmowy kuluarowe. W wolnym tłumaczeniu – jedzcie do syta!

Wtorek, godzina 12:00

Prezentacja nowej linii produktów pewnej firmy kosmetycznej w Sheratonie. Na wejściu lista, już mam przygotowaną stałą gadkę. Do wyboru: albo freelancer, albo nieporadna praktykantka. Szeroko się uśmiecham. „Dzień dobry, ja na konferencję.” Nie ma mnie na liście? Oj, to może jakaś pomyłka zaszła? Wydawało mi się, że pisałam do pani... Redakcja? Nie, jestem freelancerem, piszę artykuł na zlecenie o kosmetykach, które nie wywołują alergii, jestem w trakcie zbierania materiału. Bardzo pani dziękuję.

Niby Sheraton, ale na konferencji garstka osób. To chyba zły wybór – zamiast obiadu serwują kawę i ciastka. Przynajmniej po prezentacji otrzymałam darmowe próbki.

Środa, godzina 13:00

Tym razem nie spodziewam się obiadu. Na konferencję idę w innym celu. W Novotelu ma być prezentacja nowych produktów pewnej firmy komputerowej. Zaprezentują nowe laptopy. Nie spodziewam się rewolucji. Na wejściu lista, na której tym razem jestem, bo dwa dni wcześniej skontaktowałam się z działem PR i poprosiłam o zaproszenie, oczywiście jako freelancer. Konferencja nudna, na plus jedynie miłe towarzystwo i kawa. Lepszy prezent czekał na dziennikarzy po konferencji – darmowe odtwarzacze mp3 w podziękowaniu za udział. Szeroki uśmiech i w nogi, zanim spytają, gdzie ukaże się relacja.

Opisałam jedynie kilka konferencji, tych najciekawszych, nad którymi najbardziej się napracowałam. Nie było trudno. Z reguły przy większych spotkaniach nie ma problemu z wejściem. Nawet, gdy jest lista, to przychodzą takie tłumy ludzi (głównie fotoreporterów), że spokojnie można nie wyróżniać się z tłumu i spacerować między stolikami, nakładając sobie raz po raz a to kawałek rybki, a to pomidorka, a na deser sałatkę owocową z bakaliami. Smacznego.

– Warto wybierać konferencje dużych, znanych firm, niekoniecznie odbywające się w ekskluzywnych hotelach. Warto też założyć sobie swoją stronę internetową, na której po każdej konferencji można zamieścić zdjęcia lub tekst – radzi Bartek. – Sam mam takie portfolio, przydaje się.

A co w przypadku, gdy się zostanie przyłapanym? Cóż, ja nie zostałam. Ale podejrzewam, że można spokojnie się uśmiechnąć, przeprosić i wyjść – nikt nie będzie przecież robił publicznie awantury.

Od strony organizatora – nie tak różowo

Przygotowanie konferencji to spory wysiłek. Catering, zaproszenia, zorganizowanie prowadzących i ewentualnych celebrities, które uatrakcyjnią spotkanie. Wszystko idzie gładko, dopóki na salę nie wbiegnie tłum głodnych (zarówno informacji, jak i jedzenia) dziennikarzy i fotoreporterów.

– Jest coraz więcej takich osób, które przychodzą i nic nie piszą. Nie jest łatwo niestety zweryfikować takie osoby – mówi Magda, która pracuje w dziale PR w jednej z korporacji. – Często jest tak, że z jednej redakcji przychodzi kilka osób. Jedna robi wywiad, druga zdjęcia, trzecia zbiera materiał do notki prasowej. Albo robią na jednej konferencji kilka tematów naraz. I nie wiadomo, kto faktycznie pracuje, a kto tylko przychodzi dla rozrywki.

Czy żerowanie na konferencjach to dobry sposób na przeżycie? Wiadomo – student kreatywnym jest, więc w przerwie między zajęciami może wpaść na spotkanie prasowe i zjeść dobry obiad. Jeśli tylko jest pewny siebie, potrafi kłamać i nie wyróżnia się zbytnio z tłumu, może przeżyć tak dłuższy czas. A oprócz konferencji prasowych istnieje jeszcze całe mnóstwo możliwości, od wernisaży i imprez kulturalnych zaczynając, a na degustacjach kończąc.

Imiona bohaterów oraz nazwy hoteli zostały zmienione.

m

Przeczytaj więcej w sekcji Domowe finanse.

Zobacz też:
» Jak ustrzec się przed rosnącymi rachunkami za prąd?
» Udogodnienia dla najmłodszych mieszkańców i ich rodziców
» Większa autonomia uczelni





Auta dla Firm w Super Ofercie!

Fiat Professional : Ducato, Doblo, Scudo, Fiorino
Sprawdź rabaty w Viamot – Dealer w Krakowie!

Komentarze do artykułu
Kreatywny jak student Autor: ~student   2009-03-22 08:29
gdzie znajdę informacje kiedy i gdzie takie konferencje są organizowane?