W budynku dawnego spichlerza zbożowego ok. 30 pracowników łamie sobie głowę nad urządzeniami łączności dnia jutrzejszego. Przewodzi im właśnie André Fischer. Ten z wykształcenia grafik, technik łączności i inżynier ekonomiki zawdzięcza niezwykły awans dwóm rzeczom. Otóż ciągle zamęczał swoich szefów pomysłami, których ci wcale od niego nie oczekiwali. Aby zaś nadać tym ideom konkretny kształt, tyrał jak opętany.
Kiedy przed pięcioma laty Fischer rozpoczął pracę menedżera technologii w pionie telefonii komórkowej u Siemensa, było dla niego jasne, że chce coś osiągnąć. Tak więc ciągle prezentował koncepcje, które wykraczały daleko poza zakres jego obowiązków jako menedżera ds. technologii, a potem dyrektora ds. strategii biznesowej. Jednym z efektów jego nieposkromionej pasji twórczej był firmowy magazyn Technologies to Watch, który redagował zresztą głównie w domu. – Poświęciłem na to wiele weekendów – wspomina dziś.
Dzięki temu udało mu się zwrócić na siebie uwagę decydentów i skłonić ich wreszcie, by powierzyli mu zagospodarowanie całkiem nowej działki biznesu.
Fischer jest chodzącym przykładem nowego typu kariery. Doskonałe wykształcenie, doświadczenie zawodowe i duża dyspozycyjność z reguły już nie wystarczą, by dostawać coraz bardziej odpowiedzialne zadania. W większym stopniu niż kiedykolwiek liczą się dobre pomysły i umiejętność ich realizacji. Kto chce zdobyć pozycję w przedsiębiorstwie, musi dowieść, że potrafi stworzyć coś nowego. Nic dziwnego więc, że firmy nastawiają się na promowanie twórczych pracowników.
– Kreatywność jest warunkiem wszelkiej innowacji – ujmuje rzecz Klaus-Peter Wittern (54), szef ds. badań i rozwoju koncernu Beiersdorf. W produkcji dóbr powszechnego użytku wymyślanie coraz to nowych produktów jest sprawą życia i śmierci. Beiersdorf ponad 30 proc. swoich obrotów wytwarza dzięki wyrobom mającym najwyżej pięć lat. Dlatego Wittern tak wielką wagę przywiązuje do twórczych pracowników.
Gdzie tkwi tajemnica kreatywności? Jaka jest recepta na dobre pomysły? Znany badacz mózgu Ernst Pöppel radzi, by wyrywać się z codziennej rutyny, stale próbować patrzeć na sprawy z innej strony, a dla ożywienia umysłu przejść się, gdy myślimy.
Główny wynalazca w firmie Beiersdorf Heiner Gers-Barlag (45) nie zna wprawdzie Ernsta Pöppela, a mimo to robi wszystko zgodnie z jego wskazówkami. Nie tylko fizycznie odrywa się od swojego biurka, ale odbywa też mentalne wycieczki.
– Od zawsze próbowałem wykraczać poza ramy swego fachu – wyznaje magister farmacji.
Już jako młody uczony często uczestniczył w kongresach, by bezpośrednio rozmawiać z czołowymi przedstawicielami różnych dyscyplin wiedzy.
– I zawsze coś z tych kontaktów wynosiłem – zapewnia.
Obecnie Gers-Barlag jest uznanym ekspertem w dziedzinie środków ochrony skóry, autorem 100 patentów i kierownikiem 20-osobowego zespołu. Awans na kierownicze stanowisko osładza mu dodatkowo samochód służbowy audi A6 i swoboda, której nie mają badacze w innych firmach, o czym Gers-Barlag dobrze wie. Dlatego od 15 lat pozostaje wierny koncernowi Beiersdorf mimo wielu kuszących propozycji konkurencji.
Burza mózgów – to metoda, którą stosują także ludzie zawodowo zajmujący się twórczością, by wpaść na trop dobrych pomysłów. Przykładem może być laureat wielu nagród i autor reklam Sebastian Turner (38).
– Twórczy zaczyn tworzy się wówczas, gdy w efekcie ciągłego kwestionowania wszystkiego, co się tylko da, w głowach powstaje swoisty ping-pong – zwierza się szef agencji reklamowej Scholz & Friends.
Jednak nie każdy przejaw komunikacji prowadzi do nowych, udanych idei. Maile, notatki służbowe, zebrania – to wszystko bzdura.
– Tajemnica dobrych pomysłów tkwi po prostu w rozmowach – uważa Walter de’Silva (53), główny projektant designu w Audi. Dlatego zawsze nawiązuje bezpośredni kontakt ze swoimi moderatorami, by omówić sylwetkę najnowszych modeli aut. I dlatego też gniewnie spogląda przez szkła okularów na ciemny ekran komputera, mówiąc:
– Nie lubię tego pudła!
De’Silva zaczął pracę w centrali Audi w Ingolstadt od wydania polecenia, by ścianę do pokoju asystentki zastąpić szybą. W miejscu pracy mistrza, który zaprojektował takie auta, jak alfa 147, audi A6, miała panować przejrzystość.
– Bezpośrednia komunikacja z pracownikami zabiera bardzo dużo czasu i dlatego wielu menedżerom trudno ją realizować, ale to jedyny sposób, by skumulować energię różnych ludzi – mówi guru designu w Audi.
Walter de’Silva – dyktator automobilowej mody – długo zastanawia się nad odpowiedzią na pytanie, co właściwie jest jego największym twórczym osiągnięciem. Bazgrze w leżącym przed nim bloku papieru, wstaje, przynosi album ze zdjęciami i pokazuje fotografię krzesła z papierowym oparciem i siedzeniem. O co chodzi?
– Kiedy pragnę skupić się na procesie twórczym, przyglądam się temu krzesłu – mówi de’Silva.
Jeszcze jako mały chłopak zawsze wieczorem obserwował swą babkę, która siadywała przed domem i wiodła pogawędki z sąsiadami.
– To jeden z najpiękniejszych stanów, który utkwił mi w pamięci – wspomina. – Krzesło jest dla mnie symbolem aktywności i spokoju zarazem.
Także kreatywni koryfeusze, jak laureat Nagrody Nobla Gerd Binning (57), podkreślają znaczenie odpoczynku i przerw, aby umysł mógł przetworzyć nową, zrazu izolowaną jeszcze, wiedzę. W takiej przerwie rodzą się nowe połączenia nerwowe i wiedza nabiera świadomego kształtu. Binning posuwa się nawet do twierdzenia, że menedżerowie, którzy chcą być kreatywni, muszą mniej wiedzieć i wolniej myśleć.
– Kiedy odhacza się tylko kolejne sprawy, można pożegnać się z kreatywnością – uważa konstruktor skaningowego mikroskopu tunelowego (STM). – Człowiek musi zacząć marzyć.
Szef BASF Jürgen Hambrecht (59), który jeszcze jako młody chemik opatentował dużo wynalazków, powiada:
– Czasem trzeba tylko wnikliwie spojrzeć lub zrobić jeden krok w bok i obejrzeć rzeczy z innego punktu widzenia.
Ponieważ jednak nie każdy rodzi się noblistą i wybitnym przyrodnikiem, w szarym życiu trzeba stosować inne metody wspomagania sił twórczych. Najlepszym sposobem przezwyciężenia własnych ograniczeń jest łączenie sił, bowiem zespół jest zawsze bardziej twórczy od jednostki. Z perspektywy czasu wiele doskonałych pomysłów robi wrażenie, jak gdyby były przypadkowym rezultatem nagłej iluminacji osamotnionego geniusza. W rzeczywistości jednak są one, także wśród profesjonalnych twórców, wynikiem ciężkiej pracy zespołowej, u której początku zawsze znajduje się staranne gromadzenie i opracowywanie licznych informacji.
Tak np. laureat licznych nagród, dyrektor kreatywny agencji Jung von Matt Oliver Handlos (36) opowiada, że po otrzymaniu każdego zlecenia sięga po wiedzę fachową.
– Jeśli tematem kampanii ma być margaryna, muszę stać się ekspertem w tej dziedzinie – wyjaśnia ów dyplomowany biochemik. Swój głód informacji zaspokaja zbierając wszystkie fakty na temat produktu. Potem zestawia wszelkie stereotypy związane z wyrobem, aby je następnie... rozbić.
– Pytanie, w czym dany produkt zawodzi, często wyostrza obraz jego właściwości lepiej niż wszystkie jego walory – mówi Handlos.
Bycie twórczym nie jest więc tylko sprawą talentu danego przez naturę. Jak wszystko inne – dobre pomysły powstają głównie dzięki ciężkiej pracy poprzedzającej narodziny idei. Mało w tym polotu, a dużo potu. No i kilka trików, które można podpatrzeć u takich profesjonalistów jak Handlos właśnie. Na przykład, jak dosłownie przenieść się w świat klienta.
W hamburskiej centrali agencji reklamowej Jung von Matt jej szefowie urządzili pomieszczenie, które nazywają „najbardziej typową niemiecką bawialnią”. Kto tu wchodzi, ma wrażenie, jakby znalazł się w domu sprzedaży wysyłkowej Otto. Absolutnie wszystko odpowiada tu upodobaniom „człowieka z ulicy” – poczynając od kanapy w kolorze koniaku po czekoladowe jajo na stole ze szkła. Na ściennym regale stoi książka: „Żwirek do kuwety w bagażniku. 999 praktycznych i niezwykłych porad dla kierowcy”. Ot, po prostu, taki wskaźnik niemieckiej przeciętności, tylko tyle, że w trzech wymiarach.
– Zanurzamy się tutaj w rzeczywistość, która jest udziałem większości ludzi – mówi Handlos.
Emocjonalny, poniekąd namacalny kontakt ze światem „przeciętnego niemieckiego Kowalskiego”, naprowadza Handlosa na właściwe pomysły, gdy trzeba opracować kampanie reklamowe dla takich klientów, jak Deutsche Post czy Bild-Zeitung.
Z pietyzmem skonstruowana, inspirująca dekoracja w agencji z pewnością nie nadaje się do powszechnego naśladowania. Ale myśl ukrytą za tym pomysłem każdy może od razu zastosować w praktyce. Sprowadza się ona do formuły: „Pozwól się inspirować przez swoich klientów”.
– Kto mógłby podsunąć nam lepsze pomysły nowych produktów i inteligentnych rozwiązań problemów przyszłości, jak nie ci, którzy później będą je przetwarzać i kupować? – pyta szef BASF Hambrecht.
Dlatego tak często, jak to tylko możliwe, rozmawia z klientami.
W pełnym tego słowa znaczeniu o krok dalej idą pracownicy działu wdrożeń w firmie Henkel, producenta proszków do prania i środków czyszczących. Odwiedzają bowiem konsumentów w ich domach.
– Regularnie chodzimy do gospodarstw domowych, aby obserwować klientów – uchyla rąbka tajemnicy Arndt Scheidgen (36), menedżer Henkela. – Zadajemy pytania: „Jak sortują państwo bieliznę do prania? Jakiej plamy nie mogą się państwo pozbyć?” Kunszt kreatywności polega na tym, aby znać oczekiwania klienta, właściwie interpretować jego zachowanie i dzięki temu opracowywać produkt skrojony „na miarę”. Scheidgen posiadł tę sztukę. Kiedy ludziom wiedzie się dobrze, preferują łagodne środki, a kiedy powodzi im się źle – potrzebny jest mocny środek czyszczący.
– Obecnie większość ludzi znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej – mówi. – Dlatego konsumenci mają większe wymagania co do produktu.
Wychodząc z tych przesłanek opracował środek do czyszczenia Bref-Power.
Scheidgen obmyślił spektakularną prezentację jego działania: czyszczenie wnętrza wazonu. Pomysł chwycił. Kilka miesięcy po wprowadzeniu na rynek Bref-Power przynosi wielomilionowe obroty. Scheidgen jest teraz kandydatem do firmowej nagrody im. Fritza Henkela za innowacje i może liczyć na premię wynikową, która w tej firmie dochodzi nawet do 30 proc. rocznego wynagrodzenia.
O tym, że klientów można przekonać również w całkiem innym środowisku i bez nieczystych trików – pokazuje kariera Björna Blochinga. Ten 37-latek zatrudniony w firmie consultingowej Roland Berger (hasło: Creative strategies that work!) w ciągu ośmiu lat awansował na partnera. Dlatego, że jest wyjątkowo twórczy?
Bloching uważa, że karierę zawdzięcza takiemu rozumieniu kreatywności, które wymyka się utartym definicjom.
– Kojarzenie ze sobą różnych klientów, tak aby wynieśli korzyści z nowo nawiązanych kontaktów, jest także formą twórczego działania – tłumaczy.
A kreatywność polega również i na tym, aby samemu jak najlepiej odnaleźć się w organizacji.
Bloching, który jest kibicem sportowym, wzbogacił obszar działania firmy consultingowej o biznes sportowy, reprezentowany przez znane kluby, m.in. portugalski klub piłkarski Benfica Lizbona czy Hertha BSC Berlin. Dziś z przekonaniem mówi: – Jako czternasty ekspert w M&A raczej nie wyrobiłbym sobie nazwiska.
Kto pragnie pomóc karierze wykorzystując twórcze talenty, powinien w miarę szeroko interpretować pojęcie kreatywności, a nade wszystko nie powinien czekać, aż muza sama do niego przyjdzie i złoży mu na czole pocałunek. Wystarczy konwencjonalnymi środkami obudzić do życia potencjał drzemiący w każdym z nas.
Nawet prawdziwym laureatom Nagrody Nobla dobre pomysły przychodzą do głowy dopiero wtedy, gdy mozolnie przyswoją sobie wiedzę fachową. Kluczową sprawą jest zapłodnienie tej wiedzy przez świeże, niekiedy przypadkowe informacje, które dają mózgowi decydujący impuls.
Claus G. Schmalholz































































