

Premier Ewa Kopacz zapowiedziała we wtorek, że częścią programu PO będzie propozycja dopłat dla pracowników zatrudnionych na umowę o pracę na najniższych stawkach. Rolą państwa jest, by temu, kto mało zarabia, dopłacić tyle, by mógł godnie żyć - mówiła.

Kopacz na wtorkowej konferencji prasowej po posiedzeniu rządu w Łodzi była dopytywana o pomysł dopłat dla pracowników zatrudnionych na umowę o pracę i zarabiających minimum. Było to nawiązanie do poruszonej podczas poniedziałkowego spotkania z mieszkańcami Łodzi kwestii tzw. umów śmieciowych. Młody mężczyzna spytał wówczas premier, jak chce rozwiązać ten problem.
"Umowy śmieciowe to jest pięta achillesowa naszego zatrudnienia" - przyznała w poniedziałek Kopacz. "Proszę zobaczyć, że tylko my jako opcja polityczna wprowadziliśmy ozusowanie wszelkich umów cywilnoprawnych po to, by tych umów śmieciowych nie rozwijać i nie dawać zachęty dla tych, którzy te umowy śmieciowe będą młodym ludziom proponować" - mówiła.
Komentarz eksperta
Zabiegi wyborcze, a nie metoda na pomoc najuboższym
Dopłaty do wynagrodzenia minimalnego skuszą przedsiębiorców do zatrudniania pracowników na umowie o pracę, ale nadwyżki ponad kwotę minimalną pracownik nadal otrzymywać będzie „pod stołem". Zastanawia też powód tak okrężnego dotowania pracowników – skoro posiadamy w systemie prawnym instytucję minimalnego wynagrodzenia, to obecnie dopłaty do niego będą sztuczne i wydają się być zabiegiem wyborczym, a nie metodą na pomoc najuboższym. Wystarczające byłoby podwyższenie płacy minimalnej do „adekwatnej wartości" o której wspomniano w wypowiedziach.
W efekcie takich zmian w prawie pracodawcy nie będą skłonni dawać podwyżek. Zmiana umowy choćby o 1 zł zaowocuje bowiem utratą tej formy dotowania własnych pracowników.
Zastanawia wreszcie, jaka kwota obecnie to „godne życie", do którego odnosi się premier Kopacz w swych wypowiedziach. Skoro niedawno w aferze taśmowej ujawnione zostało, że tylko albo złodziej, albo idiota pracować może za mniej niż 6 tys. zł oczekiwać należy ze strony rządu na adekwatną propozycję wyrównania minimalnego wynagrodzenia.
"Ja na pewno nie przekonam, ale chcę panu powiedzieć, jak ja bym chciała zachęcać tych, którzy dzisiaj stosują umowy śmieciowe" - podkreśliła premier. Jak mówiła, nie chce pomagać przedsiębiorcom, lecz zatrudnionym. "W związku z tym stawiam na tych, którzy pójdą do pracy, będą szukać pracy" - tłumaczyła premier. Zadeklarowała: "Dołożę temu, który się zatrudni, a nie pracodawcy".
ReklamaZobacz także
Rozwiązanie problemu tzw. umów śmieciowych - mówiła Kopacz dopytywana na wtorkowej konferencji - będzie częścią programu PO. "Jeśli nawet pracodawca podpisze umowę o pracę - ale nie mówię o umowie zlecenie czy umowie o dzieło - na najniższych warunkach, będzie płacił minimum temu, którego zatrudnia, a ten, który szuka pracy, znajdzie tego pracodawcę, to pracodawca odprowadzając swoje składki, będzie i tak od tej najniższej kwoty płacił zdecydowanie mniej, natomiast rola państwa, by temu, który będzie tak mało zarabiał, dopłacić to, co pozwoli mu godnie żyć" - tłumaczyła.
"O szczegółach oczywiście będę mówić wtedy, kiedy będę ogłaszać program PO" - dodała premier.
Komentarz eksperta
Ekonomiczna ignorancja władzy jest porażająca
Z przykrością czyta się wypowiedzi, w których premier sporego europejskiego kraju wykazuje się kompletną niekompetencją w sprawach ekonomicznych i nie tylko. A zatem po kolei:
„Rolą państwa jest, by temu, kto mało zarabia, dopłacić tyle, by mógł godnie żyć.” To nie „państwo” dopłaci, tylko inni obywatele z płaconych podatków. I dlatego rola państwa powinna ograniczać się do zapewnienia elementarnego bezpieczeństwa i sprawnych sądów. I dopóki państwo nie upora się ze swoimi podstawowymi obowiązkami, niech nie bierze na siebie kolejnych.
Problemem rynku pracy nie są umowy cywilne, lecz horrendalnie wysokie opodatkowanie umów o pracę „składkami” na ZUS, które pożerają 32% wynagrodzenia. To wysoki ZUS sprawia, że zarówno część pracodawców jak i wielu pracowników zastępuje umowy o pracę umowami cywilnymi.
Dlatego jakiekolwiek propozycje „dopłacania” do minimalnych wynagrodzeń są równie bezsensowne jak płacenie za posiadanie dzieci. Jeśli rząd chce ulżyć obywatelom, niech obniży składki na ZUS. Efekt po stronie pracownika będzie ten sam, a cała operacja znacznie prostsza.
Czytaj dalejKopacz zadeklarowała znalezienie skutecznego sposobu na wyeliminowanie kwestii tzw. umów śmieciowych pod koniec czerwca w Katowicach. Poinformowała, że jej pomysł w sprawie umów śmieciowych, który "zawarty będzie w programie Platformy Obywatelskiej, będzie powiązany nie z pracodawcą, ale ze stażem pracy".
Na mocy uchwalonej w październiku ub.r. ustawy, od 1 stycznia 2016 r. obowiązkowe stanie się odprowadzanie składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Od 1 stycznia 2015 r. ozusowane są dochody członków rad nadzorczych.
Uchwalone jesienią ub.r. zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych uniemożliwiają też zawieranie podwójnych umów, w taki sposób, aby unikać ozusowania. Dotychczas unikanie płacenia składek było możliwe przy zawarciu dwóch umów - jednej na niską kwotę, od której odprowadzana była niska składka i drugiej, z wyższą kwotą, która nie była oskładkowana.
Program PO ma być gotowy na początku września, a przedtem skonsultowany z obywatelami. Szczegółowe propozycje programowe PO przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi opracować ma specjalny zespół powołany w czerwcu. Niektóre z elementów nowego programu PO przedstawione zostały na czerwcowej konwencji partii. Są to: wzrost płacy minimalnej, rozwiązanie problemu umów śmieciowych, budżety obywatelskie na każdym szczeblu samorządu. (PAP)
mce/ jaw/ as/ je/





























































