2008-08-26 06:03 Źródło: manager magazin
Jest jeszcze wiele do zrobienia
Marek Kurto,
dyrektor działu nobility Secus Asset Management
Ocenę polskiego private bankingu należałoby zacząć od definicji tych usług, gdyż instytucje finansowe robią w jego ramach bardzo różne rzeczy. Niektóre z banków, w pogoni za klientem, ustaliły niskie progi wejścia: 200 – 300 tys. złotych. Dolną granicą powinien być jednak 1 mln złotych. Biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną Polaków, byłby to 1 mln euro na Zachodzie. „Winę” za to ponoszą nie tylko banki. Również niezorientowani co do oferty klienci, którzy zbyt często zwracają uwagę na otoczkę usług, a nie ich jakość.
Nierzadko private banking to te same produkty, co u zwykłego doradcy finansowego, a różni je tylko urządzony za grube pieniądze pokój dla VIP-ów. Dobry private banking powinien mieć dostępne wszystkie produkty i usługi istniejące na rynkach. W Polsce brakuje głównie propozycji związanych z alternatywnym inwestowaniem – w fundusze private equity czy hedge. To pokazuje niedojrzałość naszego rynku. Usługi concierge są miłym gestem, ale nie można się na nich skupiać. Powinny być dopełnieniem relacji z bankiem, którego podstawowe zadanie to zarządzanie majątkiem.
Problemem rodzimego private bankingu jest też obsługa posprzedażowa. Doradcy mają 100 – 200 klientów i nie są w stanie ogarnąć potrzeb ich wszystkich; 40 – 50 osób to maksymalna liczba. W Polsce brakuje również kompleksowego podejścia do całego majątku. Tylko kilka banków jest gotowych do wsparcia klientów w optymalizacji podatkowej czy sukcesji w biznesie.
dyrektor działu nobility Secus Asset Management
Ocenę polskiego private bankingu należałoby zacząć od definicji tych usług, gdyż instytucje finansowe robią w jego ramach bardzo różne rzeczy. Niektóre z banków, w pogoni za klientem, ustaliły niskie progi wejścia: 200 – 300 tys. złotych. Dolną granicą powinien być jednak 1 mln złotych. Biorąc pod uwagę sytuację ekonomiczną Polaków, byłby to 1 mln euro na Zachodzie. „Winę” za to ponoszą nie tylko banki. Również niezorientowani co do oferty klienci, którzy zbyt często zwracają uwagę na otoczkę usług, a nie ich jakość.
Nierzadko private banking to te same produkty, co u zwykłego doradcy finansowego, a różni je tylko urządzony za grube pieniądze pokój dla VIP-ów. Dobry private banking powinien mieć dostępne wszystkie produkty i usługi istniejące na rynkach. W Polsce brakuje głównie propozycji związanych z alternatywnym inwestowaniem – w fundusze private equity czy hedge. To pokazuje niedojrzałość naszego rynku. Usługi concierge są miłym gestem, ale nie można się na nich skupiać. Powinny być dopełnieniem relacji z bankiem, którego podstawowe zadanie to zarządzanie majątkiem.
Problemem rodzimego private bankingu jest też obsługa posprzedażowa. Doradcy mają 100 – 200 klientów i nie są w stanie ogarnąć potrzeb ich wszystkich; 40 – 50 osób to maksymalna liczba. W Polsce brakuje również kompleksowego podejścia do całego majątku. Tylko kilka banków jest gotowych do wsparcia klientów w optymalizacji podatkowej czy sukcesji w biznesie.
- Jest jeszcze wiele do zrobienia Autor: ~Kilent 2010-03-08 13:25
- Byłem klientem tego pana i rzeczywiście byłem przyjmowany w ekskluzywnych gabinetach, aż do chwili, gdy nie miałem już ani złotówki z powierzonego kapitału. Tak wyszło - rozłożył zadbane rączki pan Ku (..)





Dodaj komentarz