REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Janusz Jankowiak: dramatyczne załamanie nam nie grozi

2008-04-24 15:07
publikacja
2008-04-24 15:07
Dodaj Bankier.pl w Google
Gość Radia PiN

24.04.2008 r.

Janusz Jankowiak

Cezary Szymanek : Gościem Radia PiN jest dziś Janusz Jankowiak - główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Dzień dobry.

Janusz Jankowiak: Witam. Moje uszanowanie.

CS: Wczoraj Międzynarodowy Fundusz Walutowy przedstawił swój raport za pierwsze trzy miesiące tego roku i chciałbym najpierw komentując ten raport wyjść od stwierdzenia dotyczącego naszych sąsiadów - gospodarka w ostatnich latach: Litwa, Łotwa, Estonia - te gospodarki rozwijały się w ostatnich latach w zawrotnym tempie ponad 10%, ale w tym roku łotewski wzrost spowolnił według MFW do 3,6%, a w przyszłym zaledwie do 0,5 punktu procentowego. Czy taki scenariusz grozi Polsce?

JJ: Nie grozi, aż taki dramatyczny nie, ale na przykładzie tych krajów widać bardzo dobrze jak istotne znaczenie dla wzrostu w średnim okresie czasu ma polityka makroekonomiczna. Dlatego, że można sobie wyobrazić taki scenariusz jak właśnie w przypadku krajów nadbałtyckich, że przyjęcie takiego rozwiązania dotyczącego kursu walutowego, który eliminował ryzyko związane ze zmianami, z szybką aprecjacją, bardzo istotnie wpłynęło zarówno na wzrost eksportu, jak i stabilizację popytu i wzrost popytu krajowego, no ale w długim okresie czasu właśnie tak zadziałało, jak zadziałało. 25 % deficyt na rachunku obrotów bieżących, 20% inflacja spowodowana bardzo szybkim wzrostem płac i utratą konkurencyjności powoduje, że patrząc na to z perspektywy kilku lat, widzimy jakie znaczenie ma mądra polityka makroekonomiczna.

CS: A my prowadzimy mądrą politykę makroekonomiczną?

JJ: Nie bardzo, tzn. to dramatyczne załamanie nam nie grozi, taki spadek tempa wzrostu do zera przy bardzo wysokiej inflacji.

CS: MFW również dla nas obniża prognozy, na ten rok 4,9%, na przyszły rok 4,5%.

JJ: To bardzo rozsądne, tzn. nie mam tutaj większych uwag, oprócz tego, że może znowu kłóciłbym się trochę o liczby i sprzeczał się. Te prognozy wydają mi się w dalszym ciągu nadmiernie optymistyczne.

CS: Te są optymistyczne nadmiernie?

JJ: Tak, dlatego że lepiej jest operować jeżeli chodzi o 2008 rok jednak scenariuszem 4,5% jako bazowym, a rok 2009 nawet obniżyć do 4,1%, ale to jest jeszcze dużo.

CS: I wracając do polityki makroekonomicznej.

JJ: No właśnie, przespane i zdecydowanie niewykorzystane lata najwyższego wzrostu…

CS: O tym mówi właśnie Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

JJ: I słusznie. Wiele lat i wiele razy podkreślali to ekonomiści, przespany dlatego, że zmarnowano szanse na przeprowadzenie takich reform głównie w finansach publicznych, które by nas uniezależniały nieco przynajmniej od cyklu koniunkturalnego a tak to my jesteśmy w sytuacji, w której przy - jedna liczba tylko, bardzo przepraszam, ale przy przewidywanym 7% wzroście wynagrodzeń realnych i przy 4% średniorocznej inflacji, koszty samej indeksacji przy takim systemie jaki jest w tej chwili stosowany w roku 2009, indeksacje świadczeń będą sięgały od siedmiu do ośmiu miliardów złotych. To pokazuje, że wtedy kiedy można było zmieniać system, nie zrobiono tego i trzeba będzie te odłożone koszty w postaci bardzo trudnego budżetu w roku 2009 i w roku 2010 płacić.

CS: Ekonomiści MFW nie są jedyni, którzy mówią tym, że przespaliśmy ostanie lata, nie przeprowadziliśmy koniecznych reform. Nie płaczmy już nad rozlanym mlekiem, wybiegnijmy w przyszłość. Czy jest szansa, by nadgonić, bo z drugiej strony mamy takie sygnały jak chociażby odejście wiceministra finansów profesora Stanisława Gomułki, które mogą budzić pewne obawy. Czy uda nam się chociaż w pewnym stopniu nadgonić i dostosować również do tego zalecenia ekonomistów MFW, że reformujcie.

JJ: Ja się w ogóle generalnie zgadzam z tym i wielokrotnie zresztą tutaj też u pana na antenie mówiłem o tym, że jeżeli w latach 2008 -2009 się nie wykorzysta tej szansy, ostatniej jaką jest przeprowadzenie reform, to wtedy utraci się bezpowrotnie możliwość zwiększenia tempa wzrostu po roku 2009 o 1 do 1,5 punktu procentowego. To oznacza, że ten scenariusz bazowy, o którym mówimy czyli spadku do 4,1 staje się coraz bardziej prawdopodobny.

CS: Mamy za nami cztery miesiące roku 2008, czy widzi pan, że wykorzystujemy tę szansę czy jednak mimo wszystko tracimy?

CS: W sensie rozwiązań już wprowadzonych i zaimplementowanych - nie, natomiast w sensie rozwiązań jako konstrukcji pewnych dotyczących kierunku tego, co trzeba robić to na pewno to nie są zmarnowane miesiące, dlatego że jednak już w tej chwili w świadomości powszechnej jak sądzę, nie tylko klasy politycznej, ale też większości ludzi jest to co trzeba zrobić, jaka powinna być sekwencja wydarzeń. Problemem jest oczywiście zarządzanie tymi zmianami. Wprowadzenie tego w taki sposób, żeby to przeszło przez pełen cykl legislacyjny. W tym sensie odejście Gomułki ma może znaczenie, że on zwrócił uwagę dokładnie na to, że jest scenariusz zagrożeń, który wymaga bardzo intensywnej pracy głównie od polityków i jeśli…

CS: Dymisja była swego rodzajów zimnym prysznicem dla polityków i zwróceniem im uwagi na to, że ja sobie nie daję rady, nie mogę reformować w taki sposób jaki chcę, więc uważajcie tu jest problem?

JJ: To ma wymiar polityczny o czym mówimy w tej chwili, natomiast mi chodzi o ten wymiar merytoryczny. Ten wymiar merytoryczny jest taki , że ja się z nim absolutnie zgadzam, to absolutnie odpowiada mojemu poglądowi. Brak reform oznacza zwiększone prawdopodobieństwo znacznego spadku tempa wzrostu gospodarczego i tyle. Jeżeli ten sygnał miałby spełnić pozytywną rolę, jeżeli on się przebije do świadomości polityków, to dobrze. Jeżeli nie, to wtedy oni poniosą koszty w postaci znacznego obniżenia skali poparcia dokładnie w roku, w którym będą wybory parlamentarne. Więc to jest bardzo mocne ostrzeżenie i to ostrzeżenie płynie ze strony ekonomistów od dłuższego czasu. Jeżeli ma wymiar polityczny to bardzo dobrze.

CS: Za tydzień o tej porze będziemy znać już decyzję Rady Polityki Pieniężnej dotyczącą co dalej ze stopami procentowym, za nami z kolei dane GUS dotyczące gospodarki w marcu. Dwie zaskoczyły ekonomistów, dotyczące poziomu produkcji, dotyczące sprzedaży. Czy to może wzbudzić większe obawy i niechęć członków Rady Polityki Pieniężnej przed podnoszeniem stóp?

JJ: Nie sądzę, to są jednak miesięczne dane , które dosyć łatwo zresztą objaśnić. One były objaśniane w całej serii komentarzy zaraz po ich publikacji, natomiast nie zmienia to generalnie poglądu ,że ścieżka wzrostu, w ujęciu szczególnie kwartał do kwartału jest wyraźnie malejąca. Nie jest to dramat. Ja nie zgadzam się, że tempo wzrostu będzie w pierwszym kwartale 7%. Ja myślę, że to będzie około 5,5%, w dalszym ciągu wysokie. Ale generalnie kierunek jest zarysowany jasno, spadające tempo wzrostu i rosnąca inflacja przy bardzo dużej utrzymującej się dynamice wynagrodzeń. Taki scenariusz makroekonomiczny powinien skłaniać członków Rady do tego, żeby podnosili w dalszym ciągu stopy procentowe.

CS: W dalszym ciągu podnosić czy podnieść w kwietniu i poczekać?

JJ: Powinni może podnieść w kwietniu tyle tylko, że po prostu prosty rachunek wskazuje, że nie ma większości na takich decyzji, więc ja nie ma jakichś specjalnych złudzeń. Natomiast generalnie to ważne jest to, żeby przedstawiciele Banku Centralnego też akcentowali to, jak ważne jest zapanowanie nad inflacją i oczekiwaniami inflacyjnymi również z punktu widzenia spełnienia tych oczekiwań pod adresem rządu, które się zgłasza również ze strony banku dlatego, że realizacja scenariusza reform na rynku pracy jest bardzo ściśle sprzężona z opanowaniem, oczekiwaniem inflacyjnym.

CS: Patrząc na rozkład sił w Radzie Polityki Pieniężnej, jak pan prognozuje, będzie podwyżka czy nie?

JJ: Chodzi o kwiecień?. Nie, nie ma większości po prostu. Tutaj nie ma co do tego złudzeń. Wypowiedzi członków Rady stają się coraz bardziej otwarte i pozwalają z dosyć dużym prawdopodobieństwem zliczyć te głosy, które mogą dawać większość.

CS: To jeżeli nie będzie podwyżki, to będzie przespanie momentu?

JJ: Moim zdaniem tak. Ona powinna nastąpić jak najwcześniej, dlatego że to pozwala skutecznie oddziaływać na oczekiwania inflacyjne i przede wszystkim na oczekiwania płacowe.

CS: Dziękuję bardzo, Janusz Jankowiak - główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Dziękuję.

JJ: Dziękuję.
Źródło:
Tematy

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~poPO
Pamietam jak Jankowiak jako ekonomista jakiegos banku oczerniał poczynania PiSu i chwalił Platformę za uchwalenie dodatku rodzinnego atera wielki mi ekonomista Biznesu. Kazda ciepła posadka dobra, Jaką on ma pensję czy tez 1200zl jezeli tak to niech nie prosi o podwyżkę zobaczymy jak będzie śpiewał. Ekonomistom tak jak on dać Pamietam jak Jankowiak jako ekonomista jakiegos banku oczerniał poczynania PiSu i chwalił Platformę za uchwalenie dodatku rodzinnego atera wielki mi ekonomista Biznesu. Kazda ciepła posadka dobra, Jaką on ma pensję czy tez 1200zl jezeli tak to niech nie prosi o podwyżkę zobaczymy jak będzie śpiewał. Ekonomistom tak jak on dać 1200 zł i niech analizuje.
~tery
Kiedys mialem sen ze wysadzalem banki w powietrze uwalniając pieniadz od lichwiarzy
~ende odpowiada ~tery
motyl to dobry antywskaźnik,
kupowałem stf po 11zł, jak był po 50 zł, motyl zaczął pierdzielić, że wg jego wyliczeń kurs poleci na 300zł, ja sprzedałem po 48 zł, a stf wkrótce wyląduje niżej, niz kupowałem
~Karol z Lodzi
Gospodarka hamuje a on chce dalej podwyzek stop. Mysli ze dostanie dwucyrowy procent od biednych mlodych Polakow ktorzy zostali w Polsce ufajac Tuskowi ze na mieszkanie da sie zarobic. Moze do USA wyslac profesorka by tam leczyl banki?

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki