Późnym wieczorem 19 kwietnia br. Heinrich von Pierer złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej koncernu Siemensa. Zastąpił go dotychczasowy przewodniczący komisji rewizyjnej, dr Gerhard Cromme. Warto zastanowić się co spowodowało, że człowiek zwany przez wielu Mister Siemens, który dwa miesiące temu na walnym zgromadzeniu koncernu zapewniał wszystkich o chęci służenia jeszcze przez wiele lat swojej firmie, tak nagle zrejterował? Żeby zrozumieć okoliczności tej rezygnacji należy przyjrzeć się bliżej głównym graczom na szachownicy Siemensa i zajrzeć nieco w tą najbliższą i tą nieco dalszą historię koncernu.
Trudno dzisiaj przewidzieć dalszy rozwój wypadków, ale na pewno nie można zakładać, że tak olbrzymi koncern jak Siemens zawali się pod ciężarem nadal jeszcze odkrywanych afer korupcyjnych.
Nie wiadomo natomiast, czy Kleinfeldowi uda się przeprowadzić zamiar dogłębnej rekonstrukcji firmy. Zastanawiający jest fakt, że jego kontrakt z koncernem kończy się 30 września br. i pomimo że sprawa jego dalszego zatrudnienia powinna była zostać zamknięta w ubiegłym roku, stale jest odwlekana.
Również nie można przewidzieć, jak mu się ułoży współpraca z nowym przewodniczącym rady nadzorczej. Gerhardem Cromme. Nie wykluczone, że może spotkać się z bardziej zdecydowanym sprzeciwem w odniesieniu do jego planów, aniżeli miało to miejsce z poprzednim prezesem Siemensa von Piererem.
Największą jednak niewiadomą pozostaje i największe obawy budzi dalszy rozwój afer korupcyjnych koncernu. Wprawdzie wyciszono w mediach informacje na ten temat, ale na pewno nie na tyle, by za jakiś czas znowu nie wybuchały.
Najbardziej groźne dla przyszłości Siemensa są dwa aspekty sprawy. Pierwszy to groźba podjęcia przez Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych i Security & Exchange Comission formalnego dochodzenia i w konsekwencji usunięcia lub nawet zawieszenia obrotu akcjami koncernu z NYSE.
Drugi, to zmiana w dotychczasowych dochodzeniach prokuratorskich w Niemczech, czego coraz bardziej domaga się związek zawodowy pracowników służb kryminalnych. Chodzi tu o odstąpienie od linii forsowanej przez Siemensa i jego popleczników polegającej na tym, by oskarżenia o korupcję wnosić przeciwko poszczególnym osobom w oparciu o przepisy mówiące o działaniu na szkodę pracodawcy. Związek domaga się, by zamiast rozczłonkowanych dochodzeń w poszczególnych landach, sprawę przeciwko firmie jako takiej wytoczyli prokuratorzy federalni.
Niezależnie jak się sprawy potoczą, jednego możemy być pewni. Na pewno co najmniej na długi czas wyschną strumienie pieniędzy, którymi koncern Siemensa zaopatrywał różnej maści doradców, rzeczoznawców i pośredników, by następnie wykorzystywać ich do uzyskania intratnych zamówień, przede wszystkim z sektora publicznego.
Wręcz przeciwnie, niezależnie gdzie są osoby, które w przeszłości brały udział w tym procederze, na pewno nie będą mogły jeszcze spokojnie spać, bo dochodzenia dalekie są od zakończenia i niemal każdy tydzień przynosi nowe rewelacje.
Heinrich von Pierer – kreator globalnego Siemensa i współtwórca „Deutschland AG”
Prof. dr Heinrich von Pierer, a dokładnie 66-letni Heinrich Pierer von Esch, pochodzi z rodziny austriackich arystokratów osiadłych w Bawarii. Przez katolicki establishment tego Bundeslandu jest uznawany za „swojego człowieka”, bliższego od ziomków z Północy czy ze Wschodu. Szlacheckie pochodzenie otworzyło mu drzwi do zamkniętego klanu arystokratyczno-przemysłowej i bankowej oligarchii Niemiec.
Po ukończeniu studiów w 1968 r. podjął pracę w Siemensie i szybko awansował. W 1992 roku powierzono mu funkcję prezesa koncernu, piastowaną przez następne 13 lat. W styczniu 2005 prezesem został dr Klaus Kleinfeld, natomiast von Pierer wbrew regułom kodeksu etycznego korporacji niemieckich przeniósł się na fotel przewodniczącego rady nadzorczej koncernu.
Warto nadmienić, że oprócz Siemensa von Pierer zasiada w radach nadzorczych wielu innych czołowych firm niemieckich, między innymi u Bayera, Volkswagena, Hochtief oraz Munchner Ruck AG. Był i jest nadal bliskim doradcą kanclerzy Niemiec, najpierw Gerharda Schroedera, a obecnie Angeli Merkel. Jest przewodniczącym rządowej komisji ds. postępu i rozwoju gospodarczego. Pomimo nacisków politycznych pani Merkel nie zamierza zrezygnować z jego porad.
Media niemieckie wspominają jego udział w przebudowie gospodarki niemieckiej, kiedy to stojąc na czele Siemensa wraz z kierownictwem takich firm jak Allianz, Daimler czy Volkswagen skupił poważną część sił gospodarczych kraju dookoła Deutsche Bank. Dzięki temu manewrowi chylący się ku upadkowi „niemiecki cud gospodarczy” lat powojennych nie tylko przetrwał, ale pomimo uszczypliwej nazwy “Deutscland Aktien Gesellschaft” ponownie ruszył na podbój rynków świata.
Trzeba przyznać, że von Pierer posiada nieprzeciętny talent organizacyjny oraz dar zjednywania sobie ludzi. Widać to nawet dzisiaj wśród załogi koncernu, gdzie ma wielu oddanych popleczników. Na przykład jeden z byłych kierowników branży generatorów prądotwórczych, oskarżony o korumpowanie pracowników włoskiego koncernu energetycznego ENEL, przed sądem w Darmstadt wziął całą winę na siebie, pomimo że z rozprawy niedwuznacznie wynikało, iż kierownictwo Siemensa w tym także von Pierer musiało wiedzieć o aferze.
Nie może być wątpliwości, że rozwój Siemensa w latach 90-tych i początkowych latach naszego stulecia to w dużej mierze zasługa jego byłego prezesa. W czasie gdy kierował koncernem obroty wzrosły z 35 miliardów euro do 75 miliardów, a sieć placówek tej firmy objęła niemal wszystkie kraje świata.
Niestety ostatnie miesiące odsłoniły drugie, mniej korzystne oblicze von Pierera. Okazało się bowiem, że za maską rzekomej uczciwości i moralności biznesowej ukrywa się drugi Machiavelli, dla którego wszystkie drogi były dobre, o ile prowadziły do uzyskiwania przez koncern intratnych zamówień i pomnażały jego zyski. To drugie oblicze odsłaniają od kilku miesięcy dochodzenia w sprawie szeregu afer korupcyjnych Siemensa, toczące się na skalę dotychczas nie spotykaną.
Von Pierer, który pół roku temu był jednym z luminarzy gospodarki niemieckiej, do niedawna potencjalny kandydat na stanowisko prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, dzisiaj odchodzi z koncernu w niełasce i nie wiadomo, czy tylko tak się zakończy jego kariera. Pod nadzorem prokuratorskim są jego bliscy współpracownicy: Thomas Gaswindt, Heinż Joachim Neuburger, Karl Herman Bauman, Karl Feldman oraz ostatnio również Johannes Feldmayer. Nie wykluczone, że zeznania tego ostatniego mogą przywieść samego von Pierera na ławę oskarżonych. Chodzi tu o organizację na terenie Siemensa rozłamowego związku zawodowego AUB oraz systematyczne przekupywanie jego przewodniczącego Wilhelma Schelskiego. Wymienia się tu kwoty sięgające 34 mld euro. W tym przypadku nie może się bronić prawem niemieckim dopuszczającym do końca 1999 roku korupcję zagranicznych kontrahentów i decydentów, gdyż dotyczy to przekupstawa wewnątrz Niemiec, czyli działania zabronionego.
Na wieść o rezygnacji von Pierera z funkcji przewodniczącego rady nadzorczej cena akcji Siemensa wzrosła o 4 proc.
Klaus Kleinfeld – zamerykanizowany pragmatyk z Północy
Pochodzący ze środowiska robotniczego Bremy 49 letni dr Klaus Kleinfeld jest przeciwieństwem von Pierera, którego w styczniu 2005 r. zastąpił na stanowisku prezesa koncernu.
Swą działalność zawodową Kleinfeld rozpoczął w 1982 r. w jednym z instytutów badawczo rozwojowych Niemiec. Cztery lata później objął stanowisko szefa produkcji branży farmakologicznej szwajcarskiego giganta chemicznego CIBA w Bazylei.
W Siemensie pracuje od 1987 roku,powoli pnąc się po drabinie urzędniczej hierarchii koncernu. W 2001 roku obejmuje funkcję prezesa Siemens USA z siedzibą w Nowym Jorku. Przebudowuje struktury organizacyjne podległej mu jednostki, dzięki czemu przyspiesza jej rozwój i mocno zakotwicza koncern na trudnym amerykańskim rynku, zdominowanym przez General Electric.
Cztery lata później przejmuje prezesurę całego koncernu Siemensa. Jako prezes koncernu od samego początku natrafia na trudne do pokonania przeszkody i tylko dzięki swej inteligencji, zdecydowaniu i uporowi, brnie do przodu. Zamierza dogłębnie przeorganizować koncern, skupić jego działalność na dziedzinach przyszłościowych, które określa mianem „Megatrendów”, przy równoczesnym pozbyciu się branż i działów nie leżących w tym profilu.
Z wielu przyczyn nie zawsze udawało mu się przeprowadzić swe zamiary. Większość wpływowych pracowników w centrali Siemensa pochodzi z południa Niemiec, przeważnie z Bawarii. Raczej niechętnie widzą oni w swym gronie przybyszów z nie lubianej północy lub wschodu kraju, tym bardziej, gdy taka osoba zamierza wprowadzić w firmie nowe porządki oparte na nie lubianych, amerykańskich wzorcach.
Przejmując funkcję prezesa, Kleinfeld w spadku otrzymał „śmierdzące kukułcze jajko” w postaci przynoszącej straty Handysparte, działu zajmującego się telefonami komórkowymi. Wprawdzie udało mu się odsprzedać ten dział tajwańskiemu koncernowi BenQ, ale gdy azjatycki nabywca w rok później ogłosił bankructwo niemieckich operacji, w wyniku czego 3 000 byłych pracowników Siemensa znalazło się na bruku, opinia publiczna obwiniała za to Kleinfelda.
Von Pierer, zmieniając funkcję prezesa koncernu na fotel przewodniczącego rady nadzorczej, nadal próbował mieszać się w sprawy operacyjne i tym samym utrudniał Kleinfeldowi rekonstrukcję koncernu. Przysłowiową kością niezgody stała się sprawa zamierzonej sprzedaży Automobilezuliefersparte (VDO), firmy zakupionej kilka lat wcześniej przez von Pierera i włączonej przez niego w struktury koncernu. Zamiar nowego prezesa był i jest niepopularny wśród załogi Siemensa, gdyż w ten sposób koncern pozbywa się 53 000 pracowników, w tym 20 000 w samych tylko Niemczech.
Swoją przebojowość i talent strategiczny wykazał w najcięższych dniach kryzysu Siemensa, kiedy pod koniec ubiegłego roku podjął kilka istotnych decyzji mających uchronić jego firmę przed dalszymi stratami moralnymi i rzeczowymi.
Sprawy ochrony amerykańskich interesów koncernu oraz zabezpieczenia bezkolizyjnego obrotu jego akcjami na New York Security Exchange (NYSE) powierzył znanej nowojorskiej firmie prawniczej Debovoise & Plimpton oraz dodatkowo zatrudnił jako specjalnego doradcę Michaela Hershmanna, współtwórcę Transparency International. Komórkę antykorupcyjną w centrali koncernu powierzył kierownictwu Daniela Noa, byłemu nadprokuratorowi Bundeslandu Baden-Wuerttemberg.
Kleinfeld, pomimo że jest stałym członkiem Rady Biznesowej Światowego Forum Ekonomicznego oraz zasiada także w radach nadzorczych takich koncernów jak Bayer, Alcoa czy Citigroup, na pewno nie posiada takich formalnych i nieformalnych koneksji, jakie ma von Pierer. Dlatego musi się liczyć z ewentualnością napotkania na rynku niemieckim i europejskim znacznego oporu zewnętrznego przeciwko zamierzonej reorganizacji i planowanemu rozwojowi firmy. W związku z tym nie kryje się z ewentualnością przeniesienia centrali koncernu na inny kontynent.
Oczywiście taki zamiar napotyka na poważne opory wewnątrz firmy, przede wszystkim ze strony kierowników pionów branżowych, którzy czują się zagrożeni planami Kleinfelda. Pomimo że odejście von Pierera na pewno wzmocni jego pozycję wewnątrz firmy, to nie może się czuć zupełnie bezpiecznie. Tak naprawdę może liczyć na poparcie swych planów zaledwie u garstki osób, z jego byłym współpracownikiem ze Stanów, a obecnym szefem finansowym koncernu, Joem Kaeserem na czele.
Jak dotychczas nikt nie zarzuca Kleinfeldowi, że współdziałał lub nawet tylko wiedział o korupcyjnych machinacjach koncernu. Natomiast wciąż niejasna jest jego pozycja w odniesieniu do zmowy cenowej, z tytułu której dwa miesiące temu Komisja Europejska nałożyła na Siemensa olbrzymią karę w wysokości 419 mld euro.
Widocznie cieszy się zaufaniem akcjonariuszy, jeżeli po rezygnacji von Pierera cena akcji Siemensa skoczyła do góry.
Dr Gerhard Cromme – niemiecka uczciwość w biznesie przykładem dla reszty świata
Nowy przewodniczący rady nadzorczej, a poprzednio przewodniczący komisji rewizyjnej Siemensa, 68-letni dr Gerhard Cromme jest znaną postacią w niemieckim i europejskim biznesie. Zanim zajął się sprawami Siemensa, był wieloletnim prezesem najpierw koncernu Kruppa, a po jego połączeniu z koncernem Thyssena, prezesem stalowego giganta ThyssenKrupp AG.
Cromme, pochodzący z rodziny nauczycielskiej osiadłej w Środkowych Niemczech, już od najwcześniejszych lat dał się poznać jako nieprzejednany orędownik tradycyjnej niemieckiej uczciwości w biznesie. Można powiedzieć, iż jest on moralnym autorytetem gospodarki niemieckiej.
Po studiach rozpoczął działalność zawodową w kilku francuskich firmach, by następnie przenieść się do koncernu Kruppa. Wyciągnięcie tego koncernu z marazmu gospodarczego jest jego niewątpliwą zasługą. Pod koniec lat 80-tych nie ugiął się przed olbrzymimi naciskami politycznymi i gospodarczymi w całym kraju, gdy podjął decyzję zamknięcia przestarzałych i nierentownych zakładów hutniczo-metalurgicznych w Duisburgu, przez wiele lat wizytówki potęgi gospodarczej Niemiec.
Po precyzyjnie wyreżyserowanym przejęciu grupy Hoesch przez Kruppa nadeszła pora na podbój dużo potężniejszego Thyssena. Do dzisiaj eksperci gospodarczy zastanawiają się, jakich użył argumentów, by przekonać byłego przeciwnika do fuzji ze słabszym Kruppem. Dopiął jednak swojego i tym samym stworzył jeden z największych potentatów metalurgicznych na świecie.
Przez szereg następnych lat był początkowo współprezesem, a potem już samodzielnie zarządzającym całym koncernem. Obecnie jest przewodniczącym rady nadzorczej koncernu. Prócz tego zasiada w radach nadzorczych Allianz SE, Axel Springer AG, Deutsche Lufthansa AG, EON AG, BNB Paribas, Compagnie de Saint-Gabin oraz SUEZ SA. Od 2002 r jest przewodniczącym rządowej komisji ustalającej reguły działania dla kierownictwa korporacji gospodarczych.
Nie wahał się odrzucać intratnych pozycji w firmach i przedsięwzięciach, co do których nie miał pełnego zaufania. Tak było z Volkswagenem oraz propozycją premiera landu Nordrhein-Westfalen, by objął kierownictwo potężnego konglomeratu górniczego.
Nie ma żadnych wątpliwości, że będzie bezwzględnie zwalczał wszelkie przejawy korupcji w koncernie Siemensa, nawet chociażby to było związane z przejściowymi stratami dla firmy. Innym aspektem jego działalności może być zbliżenie Siemensa i ThyssenKruppa i w efekcie nie wyklucza się nawet konglomeratu obydwu gigantów. Koncerny te już obecnie ściśle ze sobą współdziałają w zakresie budowy i rozwoju systemu Transrapid – szybkiej kolei poruszającej się na poduszce magnetycznej.
Po dyskusjach, jakie rozgorzały nad dalszą zawodową przyszłością szefa Siemensa – Klausa Kleinfelda, ten poinformował, że sam rezygnuje ze starań o przedłużenie jego kontraktu na tym stanowisku. W środę 25 kwietnia bowiem rada nadzorcza miała zdecydować ostatecznie, czy zaproponuje mu czy też nie taką możliwość. Jeszcze nie wiadomo, kto mógłby być jego następcą. Trudno powiedzieć, kto zdecyduje się przejąć kierownictwo nad koncernem uwikłanym w liczne afery o międzynarodowym zasięgu. Siemens jest przekonany, że taka osoba znajdzie się szybko. Jako możliwych następców Kleinfelda niemiecka prasa wymieniała m.in. Harrego Roelsa, obecnego prezesa RWE, Wolfganga Bernharda, byłego prezesa Volkswagena czy Helmuta Panke, byłego prezesa BMW.
es
































































