Temat reformy emerytalnej powraca. W zeszłym roku rząd majstrował przy OFE – jednostronna debata publiczna zakończyła się zmniejszeniem składki przekazywanej do Otwartych Funduszu Emerytalnych z 7,3% do 2,3%. Już wtedy większość analityków była zgodna, że w polskim systemie emerytalnym problem leży po stronie wydatkowej – za dużo Polaków pobiera zbyt długo emeryturę. I nie chodziło tutaj o osoby w wieku powyżej 65 lat, ale o obywateli uprawnionych do przejścia na wcześniejszą emeryturę.
Dwa możliwe rozwiązania
W zasadzie nie ma kłopotu z określeniem na co choruje polski system emerytalny, ale za to nie wiemy jaką zastosować kurację. W teorii są dwie możliwości: polityka szybkiego cięcia lub kuracja „podatkowo-farmakologiczna”.
W pierwszym przypadku w dużym skrócie należałoby natychmiast, czyli np. w ciągu trzech lat znieść wszystkie przywileje emerytalne, dokonać dalszego audytu rencistów (jest ich w Polsce wciąż ponad milion) oraz zweryfikować wysokość świadczeń płaconych tzw. młodym emerytom – policjantom, wojskowym, górnikom i innym. Równocześnie należałoby włączyć rolników do powszechnego systemu emerytalnego – KRUS kosztuje polskiego podatnika ponad 14 mld zł.
Propozycja rządu jest taka, aby na wcześniejsza emeryturę przechodzili ci pracownicy służ mundurowych, którzy spełniają łącznie dwa warunki: ukończyli 55 rok życia i przepracowali w służbie minimum 25 lat. Patrząc na to z perspektywy portiera, który będzie musiał pracować do 67 roku życia, wymagania stawiane przez rząd są akceptowalne. Jednak w tym momencie z reguły pojawia się argument o ochronie praw nabytych.
Nie można zmieniać policjantom, górników czy wojskowym zasad przejścia na emeryturę w trakcie trwania ich służby. Na pierwszy rzut oka argument jest jak najbardziej trafny. Jednak po zestawieniu go z sytuacją młodych ludzi, którzy np. rok temu byli przekonani, że pracować będą o 2 lata krócej – powstaje pytanie, co z ich „prawem nabytym”?
Opcja, która zwycięży
Druga opcja, czyli kuracja „podatkowo-farmakologiczna” to tak naprawdę odwlekanie w czasie decyzji o szybkim cięciu. Rząd dalej będzie drenować kieszenie podatników, ostatecznie ustali termin przejścia na emeryturę dla normalnych etatowców i przedsiębiorców na 75 lat. Pomimo tego, za niecałą dekadę, gdy już naprawdę nie będzie z czego zwiększać dochodów do budżetu – ustawodawca podejmie decyzję o likwidacji przywilejów emerytalnych.Niestety wtedy polski dług publiczny będzie wyższy od greckiego i cięcia niestety będą dotyczyć nie tylko przywilejów emerytalnych, ale także innych sektorów finansowanych z budżetu państwa – służby zdrowia, oświaty, wojska, itp. Innymi słowy system emerytalny należałoby porównać do chorego z gangreną, który wymagając specjalnej opieki zarażałby wszystkich po kolei.
Młoda polska perspektywa
Tutaj pojawia się niestety kolejny problem – o reformie systemu emerytalnego mówi się tylko z punktu widzenia przyszłej emerytury i podnoszenia wieku emerytalnego. Człowiek, który ma dzisiaj 30 lat w zasadzie rzadko myśli o sobie w kategorii emeryta, stąd mówiąc o wieku emerytalnym, tak naprawdę nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że jego także dotyczy ten problem. Rząd twierdzi, że podniesienie wieku emerytalnego spowoduje podniesienie średniej emerytury dla mężczyzn o 600 zł do kwoty ok. 4 tys. zł. Nikt nie sprawdza, co za 30 lat będziemy mogli kupić za taką kwotę i ile to będzie w euro lub w dolarach.
Młodych pracujących obecnie interesują tylko koszty tego przedsięwzięcia, czyli ile jeszcze pieniędzy państwo zabierz im z pensji? Wszystko wskazuje na to, że jeżeli rząd tylko podniesie wiek emerytalny, ale za to nie zniesie wcześniejszych emerytur dla uprzywilejowanych grup zawodowych, to za rok dowiemy się o tym, że składka na ubezpieczenia społeczne wzrośnie np. o 50%. Warto dodać, że już pojawiła się propozycja podniesienie składki płaconej przez przedsiębiorców do nawet 2400 zł w zależności od dochodu. Dlaczego? Bo na razie rząd stosuje kurację „podatkowo-farmakologiczną” – „pacjent”, czyli system emerytalny w obecnym kształcie pożyje dłużej, ale za to zamęczy wszystkich na śmierć.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl






























































