Inbank wejdzie w kredyty ratalne

analityk Bankier.pl

Klienci nie zrazili się tym, że depozyty Inbanku gwarantuje estoński odpowiednik BFG. W pierwszych tygodniach udało nam się zebrać kilkanaście milionów złotych. Podtrzymujemy sprzedaż kredytów na poziomie 100 mln zł do końca roku. Jesienią zaproponujemy kredyty ratalne we współpracy z partnerami – mówi Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Wojciech Boczoń, Bankier.pl: Czy to dobry moment na debiut banku bez gwarancji rodzimego BFG? Po raz pierwszy od lat mieliśmy niedawno w Polsce do czynienia z upadłością banku spółdzielczego, upadło kilka SKOK-ów. Klimat dla tego typu projektów może wydawać się niekorzystny.

Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce: Trzeba pamiętać, że strategia Inbanku obejmuje przede wszystkim walkę w obszarze consumer finance. Jesteśmy bankiem specjalistycznym, który koncentruje się na pewnej niszy usług bankowych – kredytach konsumpcyjnych.

(Inbank)

Zastanawialiśmy się, jak na postrzeganie Inbanku wpłynie fakt, że nie podlegamy pod krajowy BFG, tylko jesteśmy objęci gwarancjami jego estońskiego odpowiednika. Przeważyła jednak opinia mówiąca o tym, iż gwarancje w ramach krajów Unii Europejskiej i rynku krajowego są na tym samym poziomie.  Nie ma znaczenia czy klient detaliczny lokuje środki na depozycie terminowym w jednym z dużych banków krajowych, czy też w banku specjalistycznym o pochodzeniu estońskim. Banki te oferują dokładnie taką sama gwarancję - na poziomie 100 tys. euro.

Pierwsze tygodnie prowadzenia działalności pokazują, że oferta depozytowa banku cieszy się sporym zainteresowaniem. Zebraliśmy kilkanaście milionów złotych i jesteśmy już po pierwszej redukcji oprocentowania depozytów. Okazało się, że klienci nie mają żadnego problemu z tym, by zaufać bankowi, którego depozyty są gwarantowane przez estoński odpowiednik BFG.

Ubiegł pan moje następne pytanie. Ile bank zebrał depozytów od momentu rozpoczęcia działalności? Może pan podać konkretne liczby?

Konkretnie nie mogę powiedzieć – to jest kilkanaście milionów złotych. Jesteśmy spółką, której papiery wartościowe są notowane na giełdzie w Estonii i jako spółka publiczna musimy bardzo ostrożnie komunikować te wyniki. 

Jak wygląda sprzedaż kredytów? Podtrzymujecie kwotę 100 mln zł do końca roku?

Tak. Przyglądamy się z dużą uwagą aktualnej sprzedaży i na podstawie zebranych do tej pory wolumenów i pozyskanej bazy klientowskiej podtrzymujemy założony cel. Po pierwszych 12 miesiącach chcemy mieć sto kilkadziesiąt milionów akcji kredytowej. To realistyczne założenie.

Jak proponowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmiana maksymalnych kosztów odsetkowych od kredytów wpłynie na działalność Inbanku? Czy zakładane cele uda się realizować nawet w takich warunkach?

Absolutnie tak. Warto przypomnieć filozofię, którą się kierujemy. Pozycjonujemy się jako bank consumer finance, który poprzez technologie i zaawansowane zarządzanie procesami biznesowymi jest w stanie zapewniać bardzo dużą efektywność kosztową, dzięki czemu może zaproponować klientom kredyty, które są atrakcyjne cenowo.

Nie ukrywam, że projekt Ministerstwa Sprawiedliwości wywołuje u nas pozytywne reakcje – ograniczy bowiem ciemną stronę usług finansowych w Polsce, która ociera się już o lichwiarstwo.

Obsługujemy dwa segmenty klientów. Jeden z nich to osoby, które potrzebują większego finansowania rozłożonego na 2-3 lata. Drugi z nich to klienci, którzy chcą pożyczyć niewielką kwotę na krótko. Ten drugi segment klienta był przez lata bardzo mocno zaniedbywany przez banki uniwersalne. Duże korporacje z dużą bazą kosztową muszą zwracać uwagę na wysokie poziomy dochodowości produktów. Klienci potrzebujący małych kredytów na krótkie okresy byli traktowani trochę po macoszemu i w naturalny sposób wypychani w objęcia firm parabankowych.

Naszą aspiracją jest to, by z powrotem pozyskać zaufanie Kowalskiego i nie skazywać go na firmy parabankowe. Badania pokazują jednoznacznie, że poziom zaufania do sektora bankowego w Polsce jest na poziomie 64 proc. natomiast w przypadku instytucji parabankowych jest to 17 proc. To pokazuje jak duży jest potencjał dla instytucji z licencją bankową, która pragnie zagospodarować ten zaniedbany do tej pory segment.

Czemu w ofercie nie ma kart i kont?

Chcemy pozostać bankiem specjalistycznym. Kompetencje, które bank zbudował w Estonii opierają się na kilku bardzo prostych liniach produktowych. Warto zaznaczyć, że dziś Inbank ma tam udział w nowej sprzedaży kredytów na poziomie 25 proc. Z jednej strony mógłby rozbudowywać ofertę i maksymalizować przychody poprzez cross sell produktów, ale wówczas Inbank stałby się bankiem uniwersalnym. Zdecydowanie lepszą opcją jest koncentracja na tych dziedzinach, w których zbudowało się już przewagi kompetencyjne.  

Jakie są podobieństwa między rynkiem estońskim i polskim?

Przede wszystkim poziom digitalizacji społeczeństwa. Przez kilka ostatnich lat wiele krajów Unii Europejskiej patrzyło na rynek estoński z zazdrością z punktu widzenia poziomu informatyzacji społeczeństwa. Mówimy o społeczeństwie, w ramach którego ponad 90 proc. obywateli posługuje się elektronicznymi dowodami osobistymi, kraju w którym w każdym miejscu można skorzystać z bezprzewodowego Internetu, gdzie rząd i instytucje nadzorcze dbają o to, żeby ten rynek usług informatycznych się bardzo mocno rozwijał. 

Porównując to do rynku krajowego uważam, że poziom dostępności do usług online jest już na tyle duży, iż jest miejsce na nowego gracza, który swoje specjalistyczne produkty i usługi oferuje tylko online. Coraz więcej klientów ma dostęp do Internetu, komputerów, urządzeń mobilnych. Można skutecznie budować biznes bankowy bez ponoszenia nakładów na sieć dystrybucji. Ma to niebagatelne znaczenie z punktu widzenia kosztów, które trzeba ponieść, a to z kolei przekłada się na warunki finansowe dla klientów.

Czy zaoferujecie kredyty przez aplikację mobilną?

Nie wykluczamy udostępniania takiej możliwości klientom.  Pracujemy jednak nad innym projektem. W pierwszym etapie skoncentrowaliśmy się na biznesie B2C, czyli bezpośrednim dostarczeniu klientom naszych usług. Wczesną jesienią chcemy natomiast dostawić „drugą nogę” – kredyty w modelu B2B2C. Czyli kredyty ratalne we współpracy z partnerami. Prowadzimy zaawansowane rozmowy zarówno z partnerami, którzy oferują swoje produkty i usługi w świecie rzeczywistym, jak i w wirtualnym. Ta druga noga biznesowa, na której się teraz koncentrujemy jest DNA estońskiego Inbanku. W krajach bałtyckich sprzedaż w głównej mierze opiera się na udzielaniu kredytów ratalnych we współpracy z partnerami. To ponad 300 umów z sieciami handlowymi i firmami usługowymi.

W Polsce sieci handlowe oferują klientom nie tylko kredyty ratalne, ale także karty kredytowe.

Inbank myśli o karcie kredytowej, ale nie to jest teraz priorytetem. Koncentrujemy się na produktach łatwo i szybko dostępnych. Nie wykluczam jednak, że rok 2018 przyniesie informację, że karta kredytowa pojawiła się w ofercie inbanku.

Dziękuję za rozmowę.

Wojciech Boczoń

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~bamber

Nie spodziewałem się, że im tak dobrze będzie szło, ale z drugiej strony, skoro dają najlepsze depozyty, najtańsze kredyty, to czemu klienci mieliby współpracować z kimś innym? Jeszcze przy lokatach można się zastanawiać, ale przy kredytach? Skoro dają najniższe RRSO, to wiadomo, że klienci będą u nich wnioskowali.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 0 ~mot

Powodzenia Panie i Panowie z Inbank - szacunek za stworzenie biznesu niemal od zera i za jego dzisiejszy kształt. Przy dzisiejszym otoczeniu konkurencyjnym i regulacyjnym trzeba mieć cohones żeby to zrobić:)

! Odpowiedz
1 2 ~Jdhhsb

Jak padnie to cos z bylego zzsrr to bedziecie znow marudzic jak za amber gold albo kredytow frankowych od petru zeby was ratowac.

! Odpowiedz
1 1 ~Politykier

InBank... co to za dno... Weźcie się ludzie ogarnijce.

! Odpowiedz
1 1 ~a1

Jest w Polsce miejsce dla kolejnego finansisty?
Pożyczą zadłużonym z komornikiem na karku? Nie?
Normalny kredytobiorca ma zwykly tani drobny kredyt w ROR czy KK

! Odpowiedz
0 0 ~Taaaaaaaakie_wzrosty

Myślę że kredyty realne były by lepsze

! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz

Księgarnia Bankier.pl

Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego ilustracje: Andrzej Mleczko, Robert B. Cialdini Cena: 34,90 zł  Zamów książkę

Porównaj i kup ubezpieczenia turystyczne

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl