Ile państwa w gospodarce?

W okresach kryzysu trudno podmiotom komercyjnym zastąpić państwo w niwelowaniu skutków kryzysu i pobudzaniu gospodarki. Nawet nie dlatego, że mają zbyt mało kapitału. Mają go odpowiednio dużo. Ale podmioty komercyjne nie mają mocy stanowienia prawa.

Wydarzenia ostatnich miesięcy na nowo podniosły kwestię udziału państwa w gospodarce. W 2008 r. wiele prywatnych firm (zwłaszcza z sektora finansowego) w krajach rozwiniętych zwróciły się o pomoc do państwa. Warto wyraźnie zaznaczyć, że dzieje się to w krajach cechujących się gospodarką wolnorynkową. Ta wolność rynku jest mniejsza lub większa, ale daleko tym krajom do modelu gospodarki centralnie sterowanej.

W ostatnich dwóch dziesięcioleciach triumf święciła doktryna liberalna, która ogranicza udział państwa do niezbędnego minimum. Wstrząsy rynkowe w ubiegłym roku spowodowały dosyć powszechne podważenie zasady, że czym mniej państwa w gospodarce, tym lepiej. Krytycy takiego podejścia ironicznie komentują zachowanie menedżerów największych amerykańskich firm, którzy pragnęli trzymać państwo od swego biznesu jak najdalej w czasach prosperity, ale ochoczo ustawiają się w kolejce po pakiety ratunkowe przyznawane przez to samo państwo.

Rola państwa w gospodarce znów stała się przedmiotem ożywionych sporów. I to nie tylko ekonomistów, ale również filozofów, socjologów, nie wspominając o politykach. Zawsze zresztą była przedmiotem namiętnych sporów o charakterze ideologicznym. Jednym z najważniejszych kryteriów oceny stopnia zaangażowania państwa w gospodarce jest jego udział w redystrybucji dochodu narodowego. W ten sposób określą się, jaką część pieniędzy państwo zabiera obywatelom i firmom za pośrednictwem podatków i jaką część w wydatkach społeczeństwa stanowią wydatki ze środków publicznych. Badania wskazują, że udział państwa w redystrybucji dochodu narodowego powinien oscylować wokół 30 proc. Tymczasem w większości krajów europejskich zdecydowanie przekracza on 40 proc.

Jeszcze w końcu XIX wieku państwa absorbowały tylko ok. 12 proc. PKB. Potem, także za przyczyną dwóch wojen światowych, ingerencja państw w gospodarkę rosła. Jednak skokowa zmiana wartości tego wskaźnika nastąpiła w Europie z początkiem lat sześćdziesiątych XX wieku. Wtedy to dominowała idea tworzenia "państwa dobrobytu", mającego ambicję wspomagać obywateli od kołyski aż po grób. Na początku XXI wieku w niektórych państwach europejskich wydatki publiczne wynoszą około 50 proc. PKB (Niemcy, Austria, Włochy, Belgia, Francja Szwecja). Są jednak kraje, w których wskaźnik ten jest zdecydowanie niższy, wynosi od 33 do 36 proc. (Australia, Irlandia, Szwajcaria, Stany Zjednoczone). Ostatnio ogłoszone lub opracowywane programy stymulacyjne (antykryzysowe) sięgające kilku procent PKB wyraźnie zwiększą stopień redystrybucji dochodu narodowego.

W dobie kryzysu na rynkach finansowych i recesji w głównych światowych gospodarkach ponownie poszukuje się nowatorskich rozwiązań. Model liberalny – z relatywnie małym udziałem państwa, charakteryzujący głównie gospodarki krajów anglosaskich (USA, W.Brytania, Irlandia, Australia) właśnie przeżywa swój kryzys. Model europejski (kontynentalny) – z dużym udziałem państwa - doprowadził w latach siedemdziesiątych XX wieku do stagflacji, czyli zahamowania rozwoju gospodarczego połączonego z wysoką inflacją.

Istnieje jeszcze trzeci model – dalekowschodni. W tym modelu gospodarczym duża rola państwa ograniczona jest do sfery gospodarczej, nie występuje natomiast w sferze socjalnej. Klasycznym przykładem kraju, który skorzystał z tego rozwiązania w latach siedemdziesiątych (wtedy, gdy właśnie w świecie zachodnim padał mit „państwa dobrobytu”) była Japonia. Interwencjonizm państwowy sprowadzał się w tym kraju właściwie do silnej ingerencji w zakresie alokacji czynników produkcji. Oznaczało to, że państwo wyznaczało cele gospodarcze. A takimi było szybkie dostosowanie struktury gospodarczej kraju, głównie eksportu do popytu w świecie. Chodziło o to, żeby przez rozwój proeksportowy, zdynamizować całą gospodarkę i w ten sposób podnieść siłę państwa.

Japonia nie mogła, a nawet nie chciała korzystać z zewnętrznych zasobów kapitałowych. Z tego względu osiągano akumulację kapitału, czyli zwiększano możliwości inwestycyjne firm, poprzez zepchnięcie na drugi plan spraw socjalnych. Oznaczało to dynamiczne zwiększanie oszczędności kosztem ograniczania wewnętrznej konsumpcji. Model japoński wyciskał ze społeczeństwa wszystkie soki kapitałowe na przykład poprzez uzależnianie możliwości otrzymania mieszkania od uczestniczenia w systemie oszczędności, które ściągano comiesięcznie poprzez system banków pocztowych. Dopiero po oddaniu połowy swojej pensji, po dwudziestu latach można było otrzymać mieszkanie. Celowo nie rozwiązywano pewnych kwestii socjalnych, ponieważ akumulowano pieniądze na rozwój gospodarczy. Wszystko to służyło stworzeniu takiej struktury gospodarki, a zwłaszcza struktury eksportu, żeby gospodarka japońska dostosowała się do zmieniającej się struktury popytu światowego. Naczelną ideą gospodarczą był wzrost eksportu, który miał być lokomotywą całej gospodarki. Dopiero po jakimś czasie zamierzano podnieść również poziom życia obywateli. Lekceważono więc sprawy socjalne i była to świadoma polityka przerzucania ciężaru rozwoju gospodarczego na społeczeństwo.

Taka polityka gospodarcza (trudna do realizacji w USA, czy Europie) przyniosła efekty na pewien czas. Japonia stała się w latach siedemdziesiątych liderem gospodarczym (najszybszy rozwój spośród dużych gospodarek) i do dzisiaj jest drugą co do wielkości gospodarką świata. Ten model sprawdził się podobnie w Korei Południowej, w której pod koniec lat pięćdziesiątych poziom życia gospodarczego był taki jak w Sudanie, tzn. dochód narodowy był rzędu 300 dolarów na głowę rocznie. Teraz dochód na głowę wynosi w Korei ponad dwadzieścia tysięcy dolarów rocznie, podczas gdy w Sudanie w dalszym ciągu utrzymuje się na poziomie 300-400 dolarów.

Przykład wielu krajów azjatyckich, które ten model przyjęły, pokazuje, że wtedy był to skuteczny system gospodarczy. Nie uchronił on jednak tego regionu przed kryzysem w roku 1997, tak samo jak nie uchroni przed negatywnymi skutkami obecnych turbulencji gospodarczych. Warto zresztą zaznaczyć, iż Japonia po dynamicznych latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych doświadczyła (i w zasadzie nadal doświadcza) stagnacji gospodarczej na przemian z okresami recesji. Okazało się bowiem, że model oparty głównie na eksporcie sprawdzał się kilkadziesiąt lat temu, ale nie dzisiaj. W warunkach globalnej, zliberalizowanej gospodarki kraj tak rozwinięty, jak Japonia, musi bazować również na popycie wewnętrznym. Tymczasem stare nawyki oszczędnościowe nadal determinują zachowanie społeczeństwa i ciężko uzyskać odpowiednio duży wzrost konsumpcji. Poza tym w obliczu rosnącej potęgi gospodarczej sąsiada zza Morza Żółtego – Chin, japoński eksport musi walczyć z konkurentem już tylko jakością. Bo cenami nie jest w stanie.

Jak się okazuje, żaden z dotychczas stosowanych modeli nie był w stanie doprowadzić do długoterminowego wzrostu gospodarczego, który nie skończyłby się poważnym wstrząsem. Prawdopodobnie taki model po prostu nie istnieje. Świat zmienia się tak dynamicznie, że pewne rozwiązania są właściwe w określonym czasie i regionie, ale potem nadchodzi załamanie pozytywnych trendów i trzeba przyjąć nowy model. Moim zdaniem, w okresach kryzysu trudno podmiotom komercyjnym zastąpić państwo w niwelowaniu skutków kryzysu i pobudzaniu gospodarki. Nawet nie dlatego, że mają zbyt mało kapitału. Mają go odpowiednio dużo. Ale podmioty komercyjne nie mają mocy stanowienia prawa. I na tym polega przewaga państwa.

Jednak po opanowaniu kryzysu rola państwa w gospodarce powinna wyraźnie maleć. Licząc to według wskaźnika redystrybucji dochodu narodowego - właśnie do poziomu około 30 proc. Po to, aby zostawić pole aktywności dla obywateli. Ale również z tego względu, że w razie nadejścia kolejnego kryzysu, po wzroście tego wskaźnika do ponad 40 proc., nadal będzie można mówić o gospodarce kapitalistycznej. Jeśli w okresie prosperity państwo redystrybuuje dochód narodowy w ponad 50 proc., to w czasie kryzysu de facto przejmuje kontrolę nad gospodarką, zaś sama gospodarka staje się centralnie sterowaną. A że ten model się nie sprawdził doskonale wiemy. Z własnych doświadczeń.

Alfred Adamiec Noble Bank

Private Banking nr XXIII luty/marzec
Źródło: Noble Bank
Poszukujesz korzystnie oprocentowanej lokaty? Sprawdź Lokatę Happy 5%
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Znajdź nas na Facebooku