Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

Słownik - Private Banking


Wpisz szukane słowo

Fine Wine 50 Index:


Indeks przedstawiający koniunkturę na rynku win. Dostępny głównie dla klientów private ...

zobacz pozostałe hasła...

2009-10-13 11:47 Źródło: Noble Bank

Idzie złota jesień. Czy ceny kruszcu spadną jak liście?


Przebicie przez cenę złota okrągłej granicy tys. dolarów za uncję sprawiło, że temat inwestycji w metale szlachetne zagościł w mediach. Pojawiło się pytanie kto za tym stoi? Dlaczego cena kruszcu rośnie, skoro branże, odpowiadające za 80 proc. Popytu na złoto kurczą się w dwucyfrowym tempie?

Synku, pieniądze w życiu to nie wszystko. Liczą się jeszcze… złoto i nieruchomości.” Tak w starym dowcipie milioner kształtował system wartości swojej pociechy. O ile obecnie inwestowanie kapitału w nieruchomości nie jest zbyt nośnym medialnie zagadnieniem, to z pewnością nie można tego samego powiedzieć o złocie. Inwestorzy obserwujący wykres jego ceny pokonujący tysiąc dol. za uncję (11 września br. płacono 1011 dol.) nerwowo przebierają nogami i słusznie zastanawiają się, czy notowania nie są aby zbyt wysokie? Na to pytanie nie odpowiemy. Nie zrobi tego nikt odpowiedzialny, świadomy jak wiele czynników wpływa na kurs kruszcu na giełdach. Ale być może otworzymy oczy czytelników na często pomijane kwestie, które są nie bez znaczenia dla największych funduszy lokujących kapitał na rynku metali szlachetnych.

Złoto nie jedno ma imię

Inwestować w złoto można na wiele sposobów, dlatego podjęcie decyzji o jego nabyciu jest dopiero pierwszym krokiem indywidualnego inwestora na drodze do faktycznej dywersyfikacji portfela. Oto w jaki sposób można korzystać ze wzrostów notowań złota (albo ponosić konsekwencje spadku kursu), jakie zalety i wady mają poszczególne formy inwestycji:

Złoto w formie fizycznej, np. sztabek – wymaga raczej dużych nakładów kapitału; kosztowne jest też jego przechowanie.

Monety z żółtego metalu – w tym przypadku cena złota jest tylko jednym z czynników decydujących o rentowności inwestycji, decydują o niej też m.in. podaż danej serii monet i ich wartość historyczna.

Biżuteria – o cenie decydują również walory estetyczne, marka producenta, zawartość złota. Jednostki funduszy inwestujących w złoto (w Polsce np. Investors Gold, za granicą np. SPDR Gold notowany w Nowym Jorku, Tokio i Hong-Kongu). Akcje spółek wydobywających złoto – inwestycja wymagająca skomplikowanej analizy; praktycznie niedostępne dla polskich inwestorów, gdyż notowane są głównie na giełdowych parkietach w Kanadzie i USA.

Kontrakty terminowe na złoto np. na platformie forex – to instrument dla zaawansowanych inwestorów, daje możliwość wykorzystania wysokiej dźwigni finansowej; bardzo duża zmienność kursów w krótkim czasie.

Produkty strukturyzowane oparte na cenach metali szlachetnych wiążą się z wysokimi kosztami pośrednimi, jakie musi ponieść inwestor, często są konstrukcjami mało przejrzystymi, ale najczęściej dają gwarancję odzyskania włożonego kapitału.

Certyfikaty surowcowe notowane na GPW, których wartość odzwierciedla zmiany cena złota na rynku terminowym nie niosą ryzyka walutowego, ale dają korzyści w przypadku umocnienia się dolara. Są jednak łatwo dostępne przez zwykły rachunek w domu maklerskim (do najbardziej płynnych instrumentów tego typu należą papiery Raiffeisen Gold).

Jak widać, na brak możliwości narzekać nie możemy. Ale niemal każde z dostępnych rozwiązań jest samo w sobie na tyle skomplikowane, że bez porady specjalisty znającego kruczki i haczyki poszczególnych instrumentów bardzo łatwo o nieudaną inwestycję. Na co zatem zwracać uwagę?

Zabezpieczenie przed inflacją

Głównym argumentem powtarzanym przez analityków zachęcających do kupowania złota jest zabezpieczenie majątku przed wystąpieniem wysokiej inflacji wywołanej m.in. przez amerykański bank centralny, który wyemitował w ciągu minionego roku niewyobrażalną ilość dolarów na wykup tzw. toksycznych aktywów i gwarancje dla instytucji finansowych. Złoto, jako klasa aktywów, w przeszłości radziło sobie najlepiej właśnie w okresie dynamicznego wzrostu cen towarów i usług, ponieważ inwestorzy szukając bezpieczeństwa uciekali od walut tracących realną siłę nabywczą do instrumentów przechowujących wartość. Wzrost podaży pieniądza, czyli ilości dolarów krążących w systemie finansowym bez jednoczesnego zwiększenia wartości dodanej przez gospodarkę musi rodzić niepokój o kondycję dolara.

Nie sposób bagatelizować tego zagrożenia, lecz jednocześnie trzeba zdawać sobie sprawę, że ani w interesie Chin, ani żadnego innego kraju posiadającego nadwyżki walutowe ulokowane w dolarach nie leży rzucanie kłód pod nogi największej gospodarki świata, np. poprzez gwałtowną wyprzedaż obligacji skarbowych USA. Po ponad półrocznej dominacji optymizmu na rynkach finansowych znacznie większe jest prawdopodobieństwo, że inwestorzy zechcą realizować zyski i zaczną pozbywać się walut rynków wschodzących na korzyść dolara.

Osobiście nie sądzę, by groźba powrotu inflacji wyższej przeciętnej była realna w ciągu najbliższych 12‑18 miesięcy, ale nie wdając się w wywody na ten temat przejdźmy do kwestii bardziej istotnych dla inwestorów rozważających dołączenie złota do posiadanych aktywów.

Jubilerzy zaciskają pasa

Z informacji World Gold Council wynika, że najważniejszym czynnikiem popytowym jest zapotrzebowanie ze strony branży jubilerskiej. W latach 2002‑2006 stanowiło ono 69 proc. całkowitego popytu na złoto. Tylko 19 proc. (703 tony) kupiono w celach czysto inwestycyjnych, a 11 proc. (441 ton) wykorzystano w produkcji przemysłowej.

Analitycy w ciągu ostatnich kilku dni podnieśli alarm, że w związku ze zbliżającym się okresem świątecznym w Indiach, które są największym rynkiem biżuterii, bardzo mocno rośnie zapotrzebowanie na złoto. To prawda. W połowie października Hindusi obchodzą Święto Świateł (Diwali), ale przecież co roku kalendarz wygląda podobnie i trudno uznać to za wystarczający argument uzasadniający wzrost cen.

Aby, obnażyć pustosłowie wystarczy sięgnąć nieco głębiej po faktyczne dane, do których wielu ekspertom albo nie chce się dotrzeć, albo je bagatelizują. Bombajskie Zrzeszenie Złota (wolne tłumaczenie Bombay Bullion Association) informuje, że import złota przez Indie rzeczywiście zwiększył się w sierpniu w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale jest w dalszym ciągu o ok. 90 proc. niższy niż przed rokiem. Globalny popyt zgłaszany przez branżę jubilerską był według World Gold Council w II kwartale br. o 22 proc. niższy niż rok wcześniej.

Tylko fundusze kupują

Ktoś musi jednak kupować złoto, skoro jego cena jest o krok od ustanowienia historycznych rekordów. Zestawienie popytu za ostatni kwartał wskazuje jednoznacznie na branżę finansową. Fundusze inwestycyjne lokujące kapitał w metale szlachetne w II kw. 2009 r. kupiły 222 tony złota, co oznacza wzrost o 46 proc. w stosunku do II kw. 2008. Jeszcze bardziej dobitnie apetyt inwestorów na złoto widać w narastających danych za 12 miesięcy: w ciągu roku od czerwca 2008 r. do czerwca 2009 r. inwestycyjny popyt na złoto było o 133 proc. wyższy niż rok wcześniej. Dla porównania popyt jubilerski spadł wówczas o 2 proc., a przemysłowy o 14 proc. Ale – co najważniejsze – podaż złota wzrosła o 12 proc.


Dla inwestorów indywidualnych w USA synonimem inwestycji w złoto od kilku lat jest fundusz SPDR Gold. Tylko w ciągu jednej sesji z 2 na 3 września br. zwiększył on zaangażowanie w złoto o 11 ton, czyli mniej więcej o tyle, ile wyniósł import złota przez Indie w sierpniu.Ten największy na świecie fundusz jest więc głównym czynnikiem generującym zwyżki cen, ale jego konstrukcja uniemożliwia manipulację zarzucaną często funduszom hedgingowym, gdyż zarządzający kupują i sprzedają sztabki niejako z automatu – tylko w stopniu bezpośrednio odzwierciedlającym zainteresowanie inwestorów indywidualnych jednostkami funduszu i zmiany cen kruszcu (jest to fundusz typu ETF).

W ciągu ostatniego roku SPDR Gold dał zarobić 27 proc., podczas, gdy inwestycja w indeks akcji S&P 500 przyniosła stratę rzędu 13 proc. Trzyletnia stopa zwrotu z funduszu wynosi 60 proc., a dla S&P 500 jest to -15 proc. Fundusz ten posiada obecnie około 1080 ton złota w fizycznej formie, co stawia go na siódmym miejscu wśród największych graczy na rynku, nawet przed chińskim bankiem centralnym.

Żółte światło

Wracając do samej atrakcyjności złota i groźby pojawienia się inflacji, warto zwrócić inwestorom uwagę na kwestie, które powinny spowodować przynajmniej zapalenie się żółtego, ostrzegawczego, jeśli nie wręcz czerwonego światła.

1. Złoto nie generuje żadnych dodatnich przepływów pieniężnych. Wręcz przeciwnie, za jego przechowanie trzeba przecież płacić, dlatego wartość godziwa jest niemożliwa do oszacowania. Cena wynosi więc dokładnie tyle, ile w danym momencie druga strona jest gotowa zapłacić. Ktoś może odbić piłeczkę i stwierdzić, że obecnie na giełdzie również roi się od spółek, które generują wyłącznie straty, a za ich akcje inwestorzy płacą określoną cenę.

Święta racja, dlatego w obu przypadkach wniosek jest jeden: Nie inwestuj w coś czego nie rozumiesz, tylko dlatego, że innym udaje się zarabiać. Dobieraj do portfela aktywa, które potrafisz przeanalizować. Osobiście złoto wydaje mi się zbyt specjalistycznym instrumentem dla inwestorów indywidualnych, którzy zdani są na kierowanie się zmieniającymi się i trudnymi do zweryfikowania opiniami ekspertów.

2. Gdy inwestorzy kupujący obecnie jednostki funduszu SPDR Gold i innych jemu podobnych przystąpią do odwrotu, czy po drugiej stronie znajdzie się wystarczający popyt, by zapobiec gwałtownemu spadkowi cen? Takie zachowanie drobnych inwestorów wynikać mogłoby z poprawy koniunktury w realnej gospodarce i realokacji kapitału w bardziej rentowne i mierzalne przedsięwzięcia, ale także z drugiej strony możliwe byłoby np. przy silnym tąpnięciu na rynkach finansowych i bankructwie dużych funduszy hedgingowych.

3. Rynki finansowe posiadają inne instrumenty zabezpieczające przed inflacją, osłabieniem dolara, czy ogólnie pojętą awersją do ryzyka, np. obligacje indeksowane zmianami cen dla inwestorów preferujących bezpieczeństwo kapitału. Z kolei dla graczy o bardziej spekulacyjnym podejściu do rynków znacznie bardziej elastycznym rozwiązaniem są surowcowe kontrakty terminowe, czy waluty obce (np. australijski dolar). Tym samym nawet jeśli teza o defensywnych charakterystykach złota jest prawdziwa, znaczenie tego metalu szlachetnego z punktu widzenia szerokiego rynku nie jest już tak istotne jak np. w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

4. Potencjalny wzrost cen może wynikać natomiast z przesłanek natury psychologicznej, np. analizy technicznej. Przebicie oporu z okolic tysiąca dol. za uncję, testowanego trzykrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy, wywołać może kontynuację zwyżek bez żadnego fundamentalnego uzasadnienia. Czy chcemy tego, czy nie rynki działają w ten sposób.

5. Scenariuszy skrajnie pesymistycznych nikt nie może obecnie wykluczyć. Wybuch poważnego konfliktu militarnego, zdecydowana zmiana strategii przez Chiny (wyprzedaż dolarów), czy powtórka wydarzeń sprzed roku (lawinowe bankructwa banków) to tylko niektóre potencjalne zjawiska o niewielkim prawdopodobieństwie wystąpienia, ale kolosalnej sile rażenia.

Na zakończenie rekomendacji nie będzie. Zamiast tego przytoczę wypowiedź najbardziej rozpoznawalnej ikony w świecie inwestycji, Warrena Buffeta, która dobrze oddaje mój osobisty stosunek do złota jako aktywa inwestycyjnego:

„Złoto jest wykopywane z ziemi w Afryce czy gdziekolwiek indziej. Później jest przetapiane, wykopujemy inny dołek, zasypujemy je ponownie i płacimy ludziom by go pilnowali. Nie ma w tym użyteczności. Ktoś obserwujący to z Marsa podrapałby się po głowie.” Warren Buffet.

Łukasz Wróbel
analityk Open Finance





Komentarze do artykułu