W związku z dyskusją w komentarzach o wysokości rzeczywistych obciążeń podatkowych, spieszę wyjaśnić, że obliczamy ją stosując metodologię zaproponowaną przez Krzysztofa Dzierżawskiego: na podstawie udziału wydatków publicznych w Produkcie Krajowym Brutto. Relacja ta najlepiej pokazuje skalę rzeczywistego obciążenia statystycznego podatnika, gdyż państwo nie ma żadnych innych pieniędzy niż te, które nam odbierze. Może odbierać bezpośrednio dziś w postaci nałożonych na nas podatków i innych składek, opłat czy mandatów, które stanowią tak zwane daniny publiczne sensu largo.
Na sfinansowanie swych wydatków państwo może też zastosować podatek inflacyjny. Druk pieniądza obniżający jego siłę nabywczą jest bowiem formą opodatkowania. Skoro za 100 zł. mogłem nabyć 100 sztuk czegoś tam, a po zwiększeniu podaży pieniądza, na skutek inflacji tym spowodowanej już tylko 96 jednostek, to nałożono na mnie podatek 4%.
I wreszcie państwo może na sfinansowanie swoich wydatków pożyczać. Ale kiedyś będzie musiało oddać. I na ten cel będzie musiało ściągnąć od podatników podatki. Więc opodatkuje nas w przyszłości. Czas nie ma większego znaczenia. A jak pisał James Buchanan – tego rodzaju podatek przesunięty w czasie, tworzy tylko pewnego rodzaju iluzję fiskalną. Jest więc bardziej niebezpieczny od zwykłego podatku, bo go od razu „nie widać”.
I właśnie dlatego o prawdziwej wielkości opodatkowania przypadającego na statystycznego podatnika informuje nas najlepiej (choć nie idealnie) właśnie relacja wydatków publicznych do wypracowanego PKB (choć nawet sam sposób liczenia PKB może być wątpliwy).
Ciąg dalszy na blogu Roberta Gwiazdowskiego. Zapraszamy!





























































