2009-07-27 10:37 Źródło: Noble Bank
Grzeszne spółki, grzechu warte (w czasie hossy)
W teorii ekonomii inwestorzy podejmują racjonalne decyzje i w oparciu o wszelkie dostępne informacje do portfela wybierają takie aktywa, które dają maksymalną stopę zwrotu przy maksymalnym dopuszczalnym ryzyku. Problem z tą i wieloma innymi tezami naukowymi, jak słusznie zauważył Jan van de Schnesceut polega na tym, że "teoretycznie nie ma różnicy pomiędzy teorią a praktyką. W praktyce jest inaczej".
To, gdzie ulokujemy oszczędności z reguły nie jest poparte wnikliwą analizą rynku, ani chłodną kalkulacją uwzględniającą zależności pomiędzy zaletami i wadami określonych rynków. Większe znaczenie mają dla nas opinie i rekomendacje naszych najbliższych oraz autorytetów (które wcale nie muszą wynikać z dobrej znajomości faktów), czy zgoda z wyznawanym system wartości, a więc czysto emocjonalne argumenty. Przykładem mogą być inwestycje w szeroko rozumianą branżę ekologiczną (alternatywna, odnawialna energia) lub nurt odpowiedzialnego społecznie inwestowania, które z definicji pomija spółki mające negatywny wpływ na środowisko naturalne czy ludzkie zdrowie.
Ceną za poczucie uczestniczenia w moralnie słusznym przedsięwzięciu jest często zgoda na uzyskanie niższej stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Większość projektów związanych z tzw. "zieloną energią" jest w zbyt wczesnej fazie by uzyskać przewagę kosztową nad konwencjonalnymi rozwiązaniami i wedrzeć się na masowy rynek. Giełda nie jest najodpowiedniejszym miejscem do altruistycznego czynienia dobra również z innego powodu - rynek skonstruowany jest tak, że każda jednostka działa we własnym interesie, a "dobro ogółu" czy wartości etyczne często brutalnie spychane są na dalszy plan. Historia pokazuje nawet, że w przeszłości lepiej wynagradzane były inwestycje w branże znajdujące się na czarnej liście społecznie odpowiedzialnych funduszy.
Zarządzający funduszem "grzesznych" spółek Vice Fund wyjaśnia, że bez względu na to, jak aktualnie zachowują się rynki finansowe ludzie nie przestają imprezować, zaglądać do kieliszka, palić papierosów czy szukać emocji w grach hazardowych. Nie do końca zasadna jest jednak opinia głoszona przez zwolenników inwestowania pozbawionego skrupułów, że sektory te odporne są na wahania koniunktury gospodarczej. Indeks ISE SIN Index obejmujący 30 spółek działających w branżach tytoniowej, alkoholowej, hazardowej oraz zbrojeniowej, od czerwca 2005 r. do października 2007r. (koniec hossy na rynku akcji) dał zarobić 60 proc. W tym samym czasie stopa zwrotu z szerokiego rynku reprezentowanego przez S&P 500 nie przekroczyła 30 proc. Po załamaniu nastrojów na rynkach akcji żaden z indeksów nie oparł się dramatycznym spadkom. Kilka miesięcy nieprzerwanej wyprzedaży papierów wartościowych na całym świecie sprowadziło zarówno SIN Index, jak i S&P 500 na początku marca 2009r. o 40 proc. poniżej poziomów z lata 2005. Dwa miesiące później poprawa nastrojów udowodniła, że "grzeszne" spółki w większym stopniu niż szeroki rynek korzystają z rosnącej skłonności inwestorów do podejmowania ryzyka. W połowie maja 2009 r. SIN Index znalazł się aż 20 proc. powyżej wyjściowego poziomu, podczas gdy 500 największych spółek notowanych na giełdzie z Wall Street zdołało jedynie pomniejszyć straty z -40 proc. do - 20 proc.
Na tym przykładzie ( lecz dość krótkim przedziale czasowym) można podważyć mit, który został raczej stworzony w odpowiedzi na marketingowe potrzeby funduszy inwestujących w "nieetyczne" branże, jakoby były one bardziej odporne na wahania koniunktury. Teza ta może być prawdziwa w odniesieniu do ich przepływów pieniężnych, ale z pewnością nie do kursów akcji, które przecież decydują o zarobkach inwestorów. Okres ostatnich czterech lat, kiedy obserwowaliśmy ewolucję rynkowego sentymentu ze skrajnego optymizmu w równie ekstremalny pesymizm sugerowałby raczej, że "grzeszne" spółki to scenariusz inwestycyjny dla inwestorów szczególnie skłonnych do ryzyka. Mówiąc językiem finansistów wysoka beta sprawia, że stopy zwrotu podlegają znacznie większym turbulencjom - gdy na rynku wszystko gra, inwestorzy zarabiają więcej, jednak gdy dominują spadki, są one również silniejsze niż w pozostałych sektorach. Na koniec możemy dodać, że porównywanym okresie zgodnie z obiegowymi opiniami zachowywał się typowo defensywny sektor - usługi użyteczności publicznej (z ang. utilities). W dołku z marca 2009 r. straty inwestorów, którzy zainwestowali w tę branżę w połowie 2005 r. nie przekroczyły 20 proc., ale również na szczycie hossy zyski były skromniejsze niż w przypadku agresywnego SIN Index.

Łukasz Wróbel Analityk | Open Finance
To, gdzie ulokujemy oszczędności z reguły nie jest poparte wnikliwą analizą rynku, ani chłodną kalkulacją uwzględniającą zależności pomiędzy zaletami i wadami określonych rynków. Większe znaczenie mają dla nas opinie i rekomendacje naszych najbliższych oraz autorytetów (które wcale nie muszą wynikać z dobrej znajomości faktów), czy zgoda z wyznawanym system wartości, a więc czysto emocjonalne argumenty. Przykładem mogą być inwestycje w szeroko rozumianą branżę ekologiczną (alternatywna, odnawialna energia) lub nurt odpowiedzialnego społecznie inwestowania, które z definicji pomija spółki mające negatywny wpływ na środowisko naturalne czy ludzkie zdrowie.
Ceną za poczucie uczestniczenia w moralnie słusznym przedsięwzięciu jest często zgoda na uzyskanie niższej stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału. Większość projektów związanych z tzw. "zieloną energią" jest w zbyt wczesnej fazie by uzyskać przewagę kosztową nad konwencjonalnymi rozwiązaniami i wedrzeć się na masowy rynek. Giełda nie jest najodpowiedniejszym miejscem do altruistycznego czynienia dobra również z innego powodu - rynek skonstruowany jest tak, że każda jednostka działa we własnym interesie, a "dobro ogółu" czy wartości etyczne często brutalnie spychane są na dalszy plan. Historia pokazuje nawet, że w przeszłości lepiej wynagradzane były inwestycje w branże znajdujące się na czarnej liście społecznie odpowiedzialnych funduszy.
Zarządzający funduszem "grzesznych" spółek Vice Fund wyjaśnia, że bez względu na to, jak aktualnie zachowują się rynki finansowe ludzie nie przestają imprezować, zaglądać do kieliszka, palić papierosów czy szukać emocji w grach hazardowych. Nie do końca zasadna jest jednak opinia głoszona przez zwolenników inwestowania pozbawionego skrupułów, że sektory te odporne są na wahania koniunktury gospodarczej. Indeks ISE SIN Index obejmujący 30 spółek działających w branżach tytoniowej, alkoholowej, hazardowej oraz zbrojeniowej, od czerwca 2005 r. do października 2007r. (koniec hossy na rynku akcji) dał zarobić 60 proc. W tym samym czasie stopa zwrotu z szerokiego rynku reprezentowanego przez S&P 500 nie przekroczyła 30 proc. Po załamaniu nastrojów na rynkach akcji żaden z indeksów nie oparł się dramatycznym spadkom. Kilka miesięcy nieprzerwanej wyprzedaży papierów wartościowych na całym świecie sprowadziło zarówno SIN Index, jak i S&P 500 na początku marca 2009r. o 40 proc. poniżej poziomów z lata 2005. Dwa miesiące później poprawa nastrojów udowodniła, że "grzeszne" spółki w większym stopniu niż szeroki rynek korzystają z rosnącej skłonności inwestorów do podejmowania ryzyka. W połowie maja 2009 r. SIN Index znalazł się aż 20 proc. powyżej wyjściowego poziomu, podczas gdy 500 największych spółek notowanych na giełdzie z Wall Street zdołało jedynie pomniejszyć straty z -40 proc. do - 20 proc.
Na tym przykładzie ( lecz dość krótkim przedziale czasowym) można podważyć mit, który został raczej stworzony w odpowiedzi na marketingowe potrzeby funduszy inwestujących w "nieetyczne" branże, jakoby były one bardziej odporne na wahania koniunktury. Teza ta może być prawdziwa w odniesieniu do ich przepływów pieniężnych, ale z pewnością nie do kursów akcji, które przecież decydują o zarobkach inwestorów. Okres ostatnich czterech lat, kiedy obserwowaliśmy ewolucję rynkowego sentymentu ze skrajnego optymizmu w równie ekstremalny pesymizm sugerowałby raczej, że "grzeszne" spółki to scenariusz inwestycyjny dla inwestorów szczególnie skłonnych do ryzyka. Mówiąc językiem finansistów wysoka beta sprawia, że stopy zwrotu podlegają znacznie większym turbulencjom - gdy na rynku wszystko gra, inwestorzy zarabiają więcej, jednak gdy dominują spadki, są one również silniejsze niż w pozostałych sektorach. Na koniec możemy dodać, że porównywanym okresie zgodnie z obiegowymi opiniami zachowywał się typowo defensywny sektor - usługi użyteczności publicznej (z ang. utilities). W dołku z marca 2009 r. straty inwestorów, którzy zainwestowali w tę branżę w połowie 2005 r. nie przekroczyły 20 proc., ale również na szczycie hossy zyski były skromniejsze niż w przypadku agresywnego SIN Index.

Łukasz Wróbel Analityk | Open Finance

Dodaj komentarz