Czarne chmury gęstnieją nad Grecją. Ateny wciąż nie zamknęły negocjacji z prywatnymi inwestorami w sprawie umorzenia długów. Jednocześnie rośnie zagrożenie, że Grecja ostatecznie nie osiągnie porozumienia i zostanie zmuszona ogłosić niewypłacalność.
Rząd Lukasa Papademosa ustosunkuje się dzisiaj wobec oczekiwań ekspertów Trojki w sprawie reform. Greckie władze mają silne opory wobec kolejnych cięć wydatków, gdyż przed nadchodzącymi wyborami nie mają ochoty serwować społeczeństwu dodatkowych programów oszczędnościowych.
Upadku Grecji obawia się nawet szef Eurogrupy Jean-Claude Juncker. Polityk ocenił, że jeśli Ateny nie wdrożą kolejnych reform, wypłata drugiej transzy pomocowej zostanie zablokowana. Tym samym Ateny nie będą dysponować środkami, aby wykupić obligacje zapadające w marcu. Taka sytuacja będzie oznaczała niewypłacalność.
Kryzys wciąż żywy
Zagrożenie bankructwem Grecji wpływa negatywnie na atmosferę na rynkach. Wspólna waluta wyraźnie traci w poniedziałkowy poranek, podobnie jak kontrakty terminowe na europejskie i amerykańskie indeksy. Tanieją także surowce przemysłowe i energetyczne.
Europejski kryzys niweluje wpływ solidnych danych zza oceanu. Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał spadek stopy bezrobocia do najniższego poziomu od początku 2009 roku. Publikacja pokazała ponadto, że przedsiębiorstwa chętnie zatrudniają pracowników.
Największy wpływ na przebieg poniedziałkowej sesji będą miały doniesienia dotyczące Grecji. Inwestorzy będą przyglądać się ponadto wynikom aukcji francuskich bonów skarbowych o wartości 8,5 mld euro. Mniejsze znaczenie będą miały raporty, czyli indeks Sentix i zamówienia w niemieckim przemyśle.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl





























































