2009-02-16 06:00 Źródło: Fakty - magazyn gospodarczy
Gra w ciemno
Budżet na obecny rok, przyjęty przez parlament, ma podstawową wadę. Nikt nie wie, czy założenia makroekonomiczne, na jakich został skonstruowany, potwierdzą się w praktyce. Przez kilka miesięcy rząd upierał się, że wzrost produktu krajowego brutto wyniesie w 2009 roku 4,8 proc. W końcu jednak zdecydował się zgłosić autopoprawkę i zmniejszył tę prognozę do 3,7 proc. W dalszym ciągu jednak zdecydowana większość analityków twierdzi, że są to założenia zbyt optymistyczne
Podobną opinię wygłosił na sejmowym forum poseł Sojuszy Lewicy Demokratycznej Stanisław Stec. Przypomniał, że dotąd spadek wzrostu produktu krajowego brutto o 1 proc. przynosił redukcję wpływów do kasy państwa o 4 mld zł. Tymczasem rząd szacuje, że tegoroczny spadek dochodów podatkowych z tytułu korekty wyniesie tylko 1,7 mld zł. Zapewnia jednocześnie, że ten ubytek został zrekompensowany poprzez redukcję wydatków w poszczególnych resortach.
Cięcia i priorytety
Większość sejmowa jest podobnego zdania. Posłowie przyjęli autopoprawkę przewidującą niższe wpływy podatkowe na poziomie określonym przez rząd oraz zmniejszającą o taką samą kwotę wydatki. Pozwoli to podobno na utrzymanie deficytu nie większego niż 18,2 mld zł. Zaakceptowano zmniejszenie o prawie 1 mld zł tegorocznych rezerw celowych i o ponad 700 mln zł wydatków, w tym na niektóre instytucje publiczne, na pryzkład: Sąd Najwyższy, Naczelny Sąd Administracyjny czy Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Najwięcej, bo o 324 mln zł, pomniejszona jest rezerwa związana z finansowaniem świadczeń opieki zdrowotnej. A 267 mln zł mniej znajdzie się w rezerwie na finansowanie projektów z udziałem środków z UE, związanych między innymi ze wspólną polityką rolną i rybacką oraz naprawą i budową dróg lokalnych. Posłowie zaakceptowali także utworzenie „Rezerwy solidarności społecznej” w kwocie 1,14 mld zł. Te pieniądze są przeznaczone na osłony dla grup społecznych, dotkniętych przez światowy kryzys finansowy. Mają one pochodzić z wyższej akcyzy na alkohol i samochody osobowe o pojemności silnika powyżej 2 litrów.
Minister finansów Jacek Rostowski przypomniał pięć priorytetów rządu w ustawie budżetowej na 2009 roku. Chodzi o wzrost wydatków na edukację, drogi i naukę, obniżenie podatków, zmniejszenie zaplanowanego deficytu o 10,3 mld zł w porównaniu z rokiem 2008. – Wszystkie te priorytety utrzymujemy i wszystkie osiągniemy – zapewnił.
Te zapowiedzi nie uspokoiły posłów SdPl. – Projekt budżetu i wcześniejsze decyzje, które go ukształtowały, świadczą o tym, że polski rząd jest już chyba ostatnią ostoją neoliberalnej polityki ekonomicznej, od której odeszła nie tylko Europa, ale w ostatnim okresie także Ameryka – powiedział poseł Marek Borowski, zapewniając jednocześnie, że Socjaldemokracja Polska nie akceptuje ani takiego budżetu ani – przede wszystkim – takiej polityki ekonomicznej. – Rząd, proponując kosmetyczne zmiany w projekcie budżetu na 2009 rok, zachowuje się tak, jakby chciał grać na giełdzie – powiedział Jerzy Polaczek z koła poselskiego Polska XXI. – Jak się uda, to się uda, a jak nie, to będzie winny kryzys – dodał.
Może być gorzej
Posłowie klubów opozycyjnych skrytykowali ustawę budżetową, twierdząc, że nie do końca odpowiada ona sytuacji kryzysowej, z jaką prędzej czy później Polska musi się zderzyć. Przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że bardzo chciałby, aby budżet był wykonany w przyjętym kształcie, ale, jego zdaniem, istnieje niebezpieczeństwo, że w ciągu roku potrzebne będą jego korekty. Krytyczny wobec tegorocznego budżetu jest także szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak. – To jest budżet dysproporcji. To zły budżet na te czasy – ocenił. Jego zdaniem, ustawa budżetowa przyczyni się do wzrostu rozwarstwienia społecznego w Polsce.
Krytyka ze strony opozycji jest czymś naturalnym i należałoby się spodziewać, że nawet gdyby budżet był bardziej skrojony na miarę, też budziłby wątpliwości. Gorzej, że obawy mają także ekonomiści. Ich zdaniem, założenia makroekonomiczne rządu są zbyt optymistyczne. Nierealne są też plany dotyczące spadku dochodów podatkowych oraz przychody z prywatyzacji.
Ryszard Petru sądzi, że w połowie roku konieczna będzie korekta. – Rząd powinien już teraz przygotować się na czarny scenariusz, w którym wzrost wyniesie jedynie 2 proc. – powiedział Polskiej Agencji Prasowej. Według niego dochody mogą spaść nawet o kilkanaście miliardów złotych. Jeszcze bardziej pesymistyczne wizje snuje analityk Xelion Doradcy Finansowi Piotr Kuczyński, który uważa, że spadek dochodów może wynieść nawet 25 mld zł. Także analitycy BNP Paribas nie podzielają prognoz ministra Rostowskiego na temat kondycji gospodarczej Unii Europejskiej i sądzą, iż dekoniunktura w eurostrefie będzie miała o wiele bardziej negatywny wpływ na dynamikę PKB w Polsce niż resort finansów przewiduje.
Minister Rostowski najpierw zapewnił, że rząd nie zawaha się przed nowelizacją ustawy, gdyby sytuacja w Polsce była gorsza od spodziewanej, ale później częściowo się z tego wycofał. – Nie przewidujemy nowelizacji – oświadczył. – Powiedziałem tylko, że gdyby była taka potrzeba, to będzie. Ale takiej potrzeby nie przewidujemy. Ten budżet świadczy o wiarygodności Polski. Powinien tworzyć także przestrzeń dla Narodowego Banku Polskiego, by w miarę bezpieczeństwa mógł obniżać stopy procentowe – stwierdził Rostowski.
Wiadomo, że w obecnej sytuacji to właśnie polityka monetarna może być najbardziej skuteczna w podtrzymywaniu wzrostu gospodarczego. – Dajmy panu premierowi Donaldowi Tuskowi i ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu czas na spełnienie trudnej misji w obecnej sytuacji – zaapelował w Sejmie wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak.
Nie mamy innego wyjścia. A że misja będzie trudna, to nie ulega wątpliwości.
Krzysztof Rawa
Podobną opinię wygłosił na sejmowym forum poseł Sojuszy Lewicy Demokratycznej Stanisław Stec. Przypomniał, że dotąd spadek wzrostu produktu krajowego brutto o 1 proc. przynosił redukcję wpływów do kasy państwa o 4 mld zł. Tymczasem rząd szacuje, że tegoroczny spadek dochodów podatkowych z tytułu korekty wyniesie tylko 1,7 mld zł. Zapewnia jednocześnie, że ten ubytek został zrekompensowany poprzez redukcję wydatków w poszczególnych resortach.
Cięcia i priorytety
Większość sejmowa jest podobnego zdania. Posłowie przyjęli autopoprawkę przewidującą niższe wpływy podatkowe na poziomie określonym przez rząd oraz zmniejszającą o taką samą kwotę wydatki. Pozwoli to podobno na utrzymanie deficytu nie większego niż 18,2 mld zł. Zaakceptowano zmniejszenie o prawie 1 mld zł tegorocznych rezerw celowych i o ponad 700 mln zł wydatków, w tym na niektóre instytucje publiczne, na pryzkład: Sąd Najwyższy, Naczelny Sąd Administracyjny czy Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Najwięcej, bo o 324 mln zł, pomniejszona jest rezerwa związana z finansowaniem świadczeń opieki zdrowotnej. A 267 mln zł mniej znajdzie się w rezerwie na finansowanie projektów z udziałem środków z UE, związanych między innymi ze wspólną polityką rolną i rybacką oraz naprawą i budową dróg lokalnych. Posłowie zaakceptowali także utworzenie „Rezerwy solidarności społecznej” w kwocie 1,14 mld zł. Te pieniądze są przeznaczone na osłony dla grup społecznych, dotkniętych przez światowy kryzys finansowy. Mają one pochodzić z wyższej akcyzy na alkohol i samochody osobowe o pojemności silnika powyżej 2 litrów.
Minister finansów Jacek Rostowski przypomniał pięć priorytetów rządu w ustawie budżetowej na 2009 roku. Chodzi o wzrost wydatków na edukację, drogi i naukę, obniżenie podatków, zmniejszenie zaplanowanego deficytu o 10,3 mld zł w porównaniu z rokiem 2008. – Wszystkie te priorytety utrzymujemy i wszystkie osiągniemy – zapewnił.
Te zapowiedzi nie uspokoiły posłów SdPl. – Projekt budżetu i wcześniejsze decyzje, które go ukształtowały, świadczą o tym, że polski rząd jest już chyba ostatnią ostoją neoliberalnej polityki ekonomicznej, od której odeszła nie tylko Europa, ale w ostatnim okresie także Ameryka – powiedział poseł Marek Borowski, zapewniając jednocześnie, że Socjaldemokracja Polska nie akceptuje ani takiego budżetu ani – przede wszystkim – takiej polityki ekonomicznej. – Rząd, proponując kosmetyczne zmiany w projekcie budżetu na 2009 rok, zachowuje się tak, jakby chciał grać na giełdzie – powiedział Jerzy Polaczek z koła poselskiego Polska XXI. – Jak się uda, to się uda, a jak nie, to będzie winny kryzys – dodał.
Może być gorzej
Posłowie klubów opozycyjnych skrytykowali ustawę budżetową, twierdząc, że nie do końca odpowiada ona sytuacji kryzysowej, z jaką prędzej czy później Polska musi się zderzyć. Przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński powiedział, że bardzo chciałby, aby budżet był wykonany w przyjętym kształcie, ale, jego zdaniem, istnieje niebezpieczeństwo, że w ciągu roku potrzebne będą jego korekty. Krytyczny wobec tegorocznego budżetu jest także szef klubu Lewicy Wojciech Olejniczak. – To jest budżet dysproporcji. To zły budżet na te czasy – ocenił. Jego zdaniem, ustawa budżetowa przyczyni się do wzrostu rozwarstwienia społecznego w Polsce.
Krytyka ze strony opozycji jest czymś naturalnym i należałoby się spodziewać, że nawet gdyby budżet był bardziej skrojony na miarę, też budziłby wątpliwości. Gorzej, że obawy mają także ekonomiści. Ich zdaniem, założenia makroekonomiczne rządu są zbyt optymistyczne. Nierealne są też plany dotyczące spadku dochodów podatkowych oraz przychody z prywatyzacji.
Ryszard Petru sądzi, że w połowie roku konieczna będzie korekta. – Rząd powinien już teraz przygotować się na czarny scenariusz, w którym wzrost wyniesie jedynie 2 proc. – powiedział Polskiej Agencji Prasowej. Według niego dochody mogą spaść nawet o kilkanaście miliardów złotych. Jeszcze bardziej pesymistyczne wizje snuje analityk Xelion Doradcy Finansowi Piotr Kuczyński, który uważa, że spadek dochodów może wynieść nawet 25 mld zł. Także analitycy BNP Paribas nie podzielają prognoz ministra Rostowskiego na temat kondycji gospodarczej Unii Europejskiej i sądzą, iż dekoniunktura w eurostrefie będzie miała o wiele bardziej negatywny wpływ na dynamikę PKB w Polsce niż resort finansów przewiduje.
Minister Rostowski najpierw zapewnił, że rząd nie zawaha się przed nowelizacją ustawy, gdyby sytuacja w Polsce była gorsza od spodziewanej, ale później częściowo się z tego wycofał. – Nie przewidujemy nowelizacji – oświadczył. – Powiedziałem tylko, że gdyby była taka potrzeba, to będzie. Ale takiej potrzeby nie przewidujemy. Ten budżet świadczy o wiarygodności Polski. Powinien tworzyć także przestrzeń dla Narodowego Banku Polskiego, by w miarę bezpieczeństwa mógł obniżać stopy procentowe – stwierdził Rostowski.
Wiadomo, że w obecnej sytuacji to właśnie polityka monetarna może być najbardziej skuteczna w podtrzymywaniu wzrostu gospodarczego. – Dajmy panu premierowi Donaldowi Tuskowi i ministrowi finansów Jackowi Rostowskiemu czas na spełnienie trudnej misji w obecnej sytuacji – zaapelował w Sejmie wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak.
Nie mamy innego wyjścia. A że misja będzie trudna, to nie ulega wątpliwości.
Krzysztof Rawa








Dodaj komentarz