Amerykańska administracja wytacza coraz cięższe działa przeciwko Kongresowi – gdy w poniedziałek i wtorek obiekcji parlamentarzystów nie przełamali Ben Bernanke oraz Henry Paulson – do gry wszedł sam prezydent, który przekonywał opinię publiczną, że 700 mld dolarów wsparcia dla sektora finansowego jest konieczne.
„Wierzę, że firmy popełniające błędne decyzje powinny wypadać rynku. W normalnych okolicznościach poparłbym tą opinię. Ale okoliczności nie są normalne” – powiedział w środę George W. Bush i dodał, że kolejne upadki banków pociągną za sobą efekt domina prowadzący do wzrostu bezrobocia i spadku wartości domów.
„I w końcu nasz kraj doświadczyłby długiej i bolesnej recesji. Drodzy obywatele, nie możemy do tego dopuścić” – zaapelował wczoraj prezydent Stanów Zjednoczonych.
Przed wygłoszeniem orędzia Bush skontaktowała się z Barakiem Obamą i Johnem McCainem – obaj kandydaci zgodzili się zawiesić swoją kampanię wyborczą. Obama zapowiedział powrót do Waszyngtonu i obiecał osobiste wsparcie dla planu sekretarza skarbu Henry’ego Paulsona.
Od początku tygodnia w Kongresie trwają spory co do szczegółów rządowego przedsięwzięcia. Kongresmani stawiają twarde warunki przed wydaniem 700 mld dolarów z kieszeni podatników na pomoc dla banków, które skupiły aktywa oparte na kredytach hipotecznych. Niektórzy Republikanie nie są w stanie zaakceptować tak dużej ingerencji państwa w wolny rynek, zaś Demokraci chcą ograniczyć pensje prezesów banków, wprowadzić parlamentarny nadzór nad działaniami rządowego funduszu oraz żądają dodatkowej pomocy dla zadłużonych właścicieli nieruchomości. Być może przełom nastąpi już dziś – na godzinę 16:00 zaplanowane jest spotkanie szefa Komisji Usług Finansowych Izby Reprezentantów Barneya Franka z senatorem Christopherem Doddem – przewodniczącym senackiej komisji bankowej. Według niepotwierdzonych informacji Departament Skarbu zgodził się na pewne ustępstwa względem demokratycznej większości w Kongresie.
Tymczasem na rynki finansowe znów wraca niepewność: giełdowe indeksy poszły w dół, wzrosły rynkowe stopy procentowe, dolar traci na wartości, a inwestorzy coraz chętniej kupują złoto.
K.K.






























































