2009-04-12 15:00 Źródło: Fakty - magazyn gospodarczy
Doganiamy Unię
O kondycji sektora wodno-kanalizacyjnego w Polsce, barierach, na jakie napotyka branża oraz możliwościach, jakie stwarzają środki unijne rozmawiamy ze Stanisławem Drzewieckim, prezesem Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”
Jak ocenia pan kondycję sektora wodno-kanalizacyjnego w Polsce, zwłaszcza na tle innych państw Europu? Jak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia i czy można mówić o pomyślnych perspektywach?
– Kondycja sektora jest niezła, bo znajduje się on wciąż jeszcze w fazie rozwoju. Po wejściu do Unii Europejskiej – rozpoczęliśmy realizację szerokiego programu inwestycyjnego i ten proces trwa. A potrzeby w tym zakresie mieliśmy ogromne, jako że przez blisko 60 lat mocno zaniedbaliśmy tego typu inwestycje. Można nawet powiedzieć, że mieliśmy w tym czasie długi przestój.
W sukurs nowym uwarunkowaniom, wymuszonym często przez Unię Europejską, przyszła także ustawa regulująca działalność firm wodociągowych i kanalizacyjnych z roku 2001. To ona wprowadziła ekonomiczne reguły finansowania tej działalności. Samorządy zaczęły coraz więcej pieniędzy przeznaczać na inwestycje ekologiczne, których efektem był między innymi sprawny system wodociągowo-kanalizacyjny w gminach, dużo lepsza jakość dostarczanej wody i coraz mniej zanieczyszczeń z tytułu nie zawsze legalnie odprowadzanych ścieków.
Wodę i wszystkie działania z nią związane zaczęliśmy traktować zgodnie z wytycznymi deklaracji dublińskiej jako dobro ekonomiczne, a w ślad za tym przychodziła świadomość, że to dobro musi kosztować. I niestety, kosztuje. W dużej mierze dlatego, że sektor potrzebuje nadal ogromnych pieniędzy na te niezbędne inwestycje. Znaczną część kosztów tych inwestycji sfinansować muszą z własnej kieszeni użytkownicy. Także dlatego, że środków unijnych z Brukseli wystarczy jedynie na pokrycie części wydatków. A potrzeby, przypomnę, są ogromne.
Do końca 2015 roku w każdej miejscowości powyżej 2 tys. mieszkańców musi powstać oczyszczalnia i kanalizacja. Żeby temu sprostać – musimy zmodernizować w kraju ponad 1000 oczyszczalni ścieków i tysiące kilometrów sieci kanalizacyjnej. Zdaniem specjalistów na inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne do roku 2015 będziemy musieli wydać co najmniej 75 mld zł. Kolejnych 10–15 mld trzeba będzie przeznaczyć na inwestycje związane z wodociągami i gospodarką osadami ściekowymi. Mamy więc – jak widać – jeszcze sporo do nadrobienia. Chociaż przyznać też trzeba, że zaległości co najmniej dwóch powojennych pokoleń nadrabiamy teraz w gigantycznym tempie. Ale to tempo wymuszają na nas zobowiązania unijne. A jeśli się z nich w terminie nie wywiążemy, to grożą nam za opóźnienia surowe kary. Te z kolei mogłyby oznaczać kolejny, dla niektórych już bardzo drastyczny, wzrost opłat za wodę i ścieki. Jeśli więc chcemy przed tym uciec, musimy zdążyć.
W jaki sposób można poprawić sytuację w branży w kontekście prowadzonego benchmarkingu?
– Benchmarking, to najogólniej mówiąc metoda stosowana w zarządzaniu, polegająca na porównywaniu efektywności procesów i praktyk stosowanych w danej firmie, ze stosowanymi w przedsiębiorstwach uważanych za najlepsze w analizowanej dziedzinie. Wyniki takiego porównania mogą posłużyć jako podstawa doskonalenia.
W roku ubiegłym, wśród blisko 2000 porównywanych przez Bank Światowy firm, po raz pierwszy znalazło się 15 firm z branży, z Polski. I między innymi dzięki temu mieliśmy okazję zaobserwować, jaką trudność często stanowi ujednolicenie danych do takiego stopnia, by pewne wyniki można było porównywać. Trudno nam było znaleźć wspólny mianownik, a jeszcze trudniej potem było dopasować te nasze jednostki do jednostek Banku Światowego.
Mając to na względzie, Izba poczyniła kroki w tym kierunku, by opracować standardy benchmarkingu, czyli formaty danych i wskaźników oraz wielkości wzorcowe. To pozwoli określić także obszary, w których jesteśmy lepsi lub gorsi od innych. Tak rozumiany benchmarking stanowi profesjonalne narzędzie zarządzania. Ma podnosić efektywność techniczno-ekonomiczną. Może być na przykład źródłem obiektywnych argumentów wyjaśniających powstawanie kosztów, co sprawi, że znajdziemy uzasadnienie dla podnoszenia taryf za wodę i ścieki. Dzięki niemu możemy też optymalizować inwestycje, tak by na przykład uzyskać dobrą jakość wody w relacji do optymalnej ceny. A warto w tym miejscu przytoczyć wyniki badań, które wykonali naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego. Do jakości wody przywiązujemy coraz większą wagę i za dobrą jakość gotowi jesteśmy coraz częściej więcej zapłacić.
Gdy jednak mówimy o banchmarkingu, to ja pojmuję go jeszcze jako przeciwwagę dla naszej pozycji jako naturalnego monopolisty. W gospodarce wolnorynkowej to rynek reguluje poprzez mechanizmy ekonomiczne i to dzięki nim wygrywają najlepsi. W naszym przypadku jest to sposób na inspirowanie lub wymuszenie procesu przemian, których efektem jest niższa cena usług i lepsza ich jakość. Dotyczy to rzecz jasna także jakości produktu, jakim jest woda.
W ubiegłym roku odbył się IV Kongres Wodociągowców Polskich. To nie tylko okazja do integracji branży lecz również do dyskusji i omówienia ważnych problemów. Jakie wnioski należałoby po tym spotkaniu zaakcentować?
– Kongres jasno określił najpilniejsze potrzeby sektora. Jedna z nich to wydłużenie czasu wykorzystania środków z Unii Europejskiej – w szczególności z Funduszu Spójności – przyznanych dla projektów zagrożonych w realizacji do roku 2010. Mamy w niektórych sytuacjach do zrobienia zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. Mieliśmy problemy z wykonawcami, którzy nie byli w stanie „przerobić” przyznanych pieniędzy. Teraz, dla odmiany, mamy wykonawców więcej, ich prace staniały, ale z kolei wzrosła wartość kursu euro. Wartość pomocy się nie zwiększyła, ale koszty wcześniej zakwalifikowanych projektów urosły. Trudniej też beneficjentom zgromadzić wkład własny, niezbędny dla realizacji inwestycji finansowanych z UE.
Równie ważna potrzeba sektora to wzrost udziału grantów na inwestycje w sektorze i zmiana proporcji środków przeznaczonych na inwestycje drogowe i kolejowe oraz inwestycje infrastrukturalne – wodno-kanalizacyjne. Podział na zasadzie 70 do 30 na korzyść dróg nie wytrzymuje próby czasu. Jeśli nie przywrócimy proporcji 50 na 50 trzeba się liczyć z dwu-, a w niektórych przypadkach trzykrotnym wzrostem cen wody i ścieków. To doprowadzić może do rażącego przekroczenia granicy 4 proc. dochodu rozporządzalnego w grupach odbiorców w skali kraju. Z badań przeprowadzonych na nasze zlecenie przez UW wynika, że oznaczać to może, iż 40 proc Polaków nie będzie w stanie opłacać rachunków za wodę.
Kongres wskazał też na konieczność wprowadzenia selekcji inwestycji w ochronie środowiska pod kątem realizacji zobowiązań akcesyjnych. Niezbędna jest weryfikacja strategii dla gospodarki ściekowej w ramach Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych oraz nowa strategia dla zagospodarowania osadów ściekowych, jak i dla rozwoju systemów wodociągowych.
Te wszystkie działania wymagają naszym zdaniem także ponownego prawidłowego zbilansowania środków, które trzeba będzie przeznaczyć na inwestycje. Myślę, że dużo się nie pomylę, jeśli po przeszacowaniu kosztów okaże się, że nasz zakres potrzeb inwestycyjnych zbilansuje się na poziomie zbliżonym do 100 mld zł – w okresie od roku 2000 do 2015.
W jakim zakresie polska branża wodno-kanalizacyjna korzysta z pomocy Unii Europejskiej w obszarze finansowania projektów inwestycyjnych? Czy wsparcie unijne jest zadowalające? Czy są jeszcze jakieś inne szanse na pozyskanie środków do zrealizowania niezbędnych inwestycji?
– Branża wykorzystuje środki bardzo dobrze. Dostaliśmy do tej pory około 1,3 mld euro z ISPA, i około 1,6 mld euro z Funduszu Spójności. Do tego doszło jeszcze 4,8 mld euro z Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. Niestety, zawirowania finansowe na rynku sprawiły, że wartość grantów spadła dużo poniżej 50 proc. kosztów inwestycji. Dziś jest to poziom około 35 proc. Poza tym tych pieniędzy zaczyna brakować. I niestety kryzys na rynku finansowym sprawia, że pojawiają się problemy z pozyskaniem pieniędzy z innych źródeł.
Tu przypomnę, że kongres poparł zdecydowanie propozycję NFOŚiGW dofinansowania inwestycji – wkładu własnego – ze środków własnych Funduszu i przyjął z zadowoleniem deklarację pożyczek preferencyjnych na pokrycie przekroczeń finansowych. Optujemy też za jeszcze większym wykorzystaniem obligacji dochodowych, jako sposobu finansowania inwestycji, bo to jest bardzo dobre rozwiązanie.
W październiku 2008 roku spółka Saur Neptun Gdańsk, jako pierwsza w Polsce uzyskała certyfikat zgodności z normami ISO 24500. Czy inne przedsiębiorstwa sektora pójdą jej śladem?
– Myślę, że jest to jeden z dobrych sposobów na podnoszenie jakości usług oferowanych przez firmy z branży. Wcześniej wspomniałem, że ta jakość już jest w cenie, a na pewno – jako producenci wody – będziemy zabiegać jeszcze bardziej o to, by woda była wszędzie jak najzdrowsza. Coraz częściej zakres nowych inwestycji ma bezpośredni wpływ na jakość wody, w tym jej zapach i smak. Coraz częściej więc też przekonujemy, że wodę z kranu można pić bez obaw, bo jest co najmniej 250 razy częściej badana niż woda w butelkach.
Istotnym ogniwem postępu w krajowej gospodarce wodnej są samorządy terytorialne. Jak postrzega pan zaangażowanie lokalnych władz w inwestycje w tym sektorze?
– Myślę, że jeszcze wciąż częściej to wiedza, doświadczenie i ambicje wodociągowców są głównym motorem zmian, tworzenia programów restrukturyzacji firm, których efektem ma być myślenie typu: podnosimy jakość usług, mając na uwadze optymalne i racjonalne koszty. Samorząd często jest jeszcze takim hamulcowym w tym procesie, gdyż chętnie patrzy na wodociągi przez pryzmat gry wyborczej. Zgoda na podniesienie cen wody lub ścieków może oznaczać dla gminnej władzy porażkę w wyborach. A zatem może lepiej tych cen nie ruszać? I tu często występuje problem ze zrozumieniem funkcji dobrego gospodarza. Także właściciela. Świadomego wymagań, zobowiązań i korzyści. Bo takie instrumentalne traktowanie wodociągów nie sprzyja długoletnim programom inwestycyjnym, ani też racjonalnym decyzjom kosztowym. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich samorządów. Coraz częściej zdarzają się przykłady pozytywnych działań zmierzających do współpracy, inspirujących do poszukiwania najmniej dotkliwego dla mieszkańców rozwiązania polegającego na wyważeniu finansowania inwestycji poprzez wodociągi z uwzględnieniem ceny i budżetu gminy. Ale chciałoby się żeby tego typu działań było jeszcze więcej.
Rozmawiała Magdalena Szczygielska
Jak ocenia pan kondycję sektora wodno-kanalizacyjnego w Polsce, zwłaszcza na tle innych państw Europu? Jak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia i czy można mówić o pomyślnych perspektywach?
– Kondycja sektora jest niezła, bo znajduje się on wciąż jeszcze w fazie rozwoju. Po wejściu do Unii Europejskiej – rozpoczęliśmy realizację szerokiego programu inwestycyjnego i ten proces trwa. A potrzeby w tym zakresie mieliśmy ogromne, jako że przez blisko 60 lat mocno zaniedbaliśmy tego typu inwestycje. Można nawet powiedzieć, że mieliśmy w tym czasie długi przestój.
W sukurs nowym uwarunkowaniom, wymuszonym często przez Unię Europejską, przyszła także ustawa regulująca działalność firm wodociągowych i kanalizacyjnych z roku 2001. To ona wprowadziła ekonomiczne reguły finansowania tej działalności. Samorządy zaczęły coraz więcej pieniędzy przeznaczać na inwestycje ekologiczne, których efektem był między innymi sprawny system wodociągowo-kanalizacyjny w gminach, dużo lepsza jakość dostarczanej wody i coraz mniej zanieczyszczeń z tytułu nie zawsze legalnie odprowadzanych ścieków.
Wodę i wszystkie działania z nią związane zaczęliśmy traktować zgodnie z wytycznymi deklaracji dublińskiej jako dobro ekonomiczne, a w ślad za tym przychodziła świadomość, że to dobro musi kosztować. I niestety, kosztuje. W dużej mierze dlatego, że sektor potrzebuje nadal ogromnych pieniędzy na te niezbędne inwestycje. Znaczną część kosztów tych inwestycji sfinansować muszą z własnej kieszeni użytkownicy. Także dlatego, że środków unijnych z Brukseli wystarczy jedynie na pokrycie części wydatków. A potrzeby, przypomnę, są ogromne.
Do końca 2015 roku w każdej miejscowości powyżej 2 tys. mieszkańców musi powstać oczyszczalnia i kanalizacja. Żeby temu sprostać – musimy zmodernizować w kraju ponad 1000 oczyszczalni ścieków i tysiące kilometrów sieci kanalizacyjnej. Zdaniem specjalistów na inwestycje wodociągowo-kanalizacyjne do roku 2015 będziemy musieli wydać co najmniej 75 mld zł. Kolejnych 10–15 mld trzeba będzie przeznaczyć na inwestycje związane z wodociągami i gospodarką osadami ściekowymi. Mamy więc – jak widać – jeszcze sporo do nadrobienia. Chociaż przyznać też trzeba, że zaległości co najmniej dwóch powojennych pokoleń nadrabiamy teraz w gigantycznym tempie. Ale to tempo wymuszają na nas zobowiązania unijne. A jeśli się z nich w terminie nie wywiążemy, to grożą nam za opóźnienia surowe kary. Te z kolei mogłyby oznaczać kolejny, dla niektórych już bardzo drastyczny, wzrost opłat za wodę i ścieki. Jeśli więc chcemy przed tym uciec, musimy zdążyć.
W jaki sposób można poprawić sytuację w branży w kontekście prowadzonego benchmarkingu?
– Benchmarking, to najogólniej mówiąc metoda stosowana w zarządzaniu, polegająca na porównywaniu efektywności procesów i praktyk stosowanych w danej firmie, ze stosowanymi w przedsiębiorstwach uważanych za najlepsze w analizowanej dziedzinie. Wyniki takiego porównania mogą posłużyć jako podstawa doskonalenia.
W roku ubiegłym, wśród blisko 2000 porównywanych przez Bank Światowy firm, po raz pierwszy znalazło się 15 firm z branży, z Polski. I między innymi dzięki temu mieliśmy okazję zaobserwować, jaką trudność często stanowi ujednolicenie danych do takiego stopnia, by pewne wyniki można było porównywać. Trudno nam było znaleźć wspólny mianownik, a jeszcze trudniej potem było dopasować te nasze jednostki do jednostek Banku Światowego.
Mając to na względzie, Izba poczyniła kroki w tym kierunku, by opracować standardy benchmarkingu, czyli formaty danych i wskaźników oraz wielkości wzorcowe. To pozwoli określić także obszary, w których jesteśmy lepsi lub gorsi od innych. Tak rozumiany benchmarking stanowi profesjonalne narzędzie zarządzania. Ma podnosić efektywność techniczno-ekonomiczną. Może być na przykład źródłem obiektywnych argumentów wyjaśniających powstawanie kosztów, co sprawi, że znajdziemy uzasadnienie dla podnoszenia taryf za wodę i ścieki. Dzięki niemu możemy też optymalizować inwestycje, tak by na przykład uzyskać dobrą jakość wody w relacji do optymalnej ceny. A warto w tym miejscu przytoczyć wyniki badań, które wykonali naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego. Do jakości wody przywiązujemy coraz większą wagę i za dobrą jakość gotowi jesteśmy coraz częściej więcej zapłacić.
Gdy jednak mówimy o banchmarkingu, to ja pojmuję go jeszcze jako przeciwwagę dla naszej pozycji jako naturalnego monopolisty. W gospodarce wolnorynkowej to rynek reguluje poprzez mechanizmy ekonomiczne i to dzięki nim wygrywają najlepsi. W naszym przypadku jest to sposób na inspirowanie lub wymuszenie procesu przemian, których efektem jest niższa cena usług i lepsza ich jakość. Dotyczy to rzecz jasna także jakości produktu, jakim jest woda.
W ubiegłym roku odbył się IV Kongres Wodociągowców Polskich. To nie tylko okazja do integracji branży lecz również do dyskusji i omówienia ważnych problemów. Jakie wnioski należałoby po tym spotkaniu zaakcentować?
– Kongres jasno określił najpilniejsze potrzeby sektora. Jedna z nich to wydłużenie czasu wykorzystania środków z Unii Europejskiej – w szczególności z Funduszu Spójności – przyznanych dla projektów zagrożonych w realizacji do roku 2010. Mamy w niektórych sytuacjach do zrobienia zbyt wiele w zbyt krótkim czasie. Mieliśmy problemy z wykonawcami, którzy nie byli w stanie „przerobić” przyznanych pieniędzy. Teraz, dla odmiany, mamy wykonawców więcej, ich prace staniały, ale z kolei wzrosła wartość kursu euro. Wartość pomocy się nie zwiększyła, ale koszty wcześniej zakwalifikowanych projektów urosły. Trudniej też beneficjentom zgromadzić wkład własny, niezbędny dla realizacji inwestycji finansowanych z UE.
Równie ważna potrzeba sektora to wzrost udziału grantów na inwestycje w sektorze i zmiana proporcji środków przeznaczonych na inwestycje drogowe i kolejowe oraz inwestycje infrastrukturalne – wodno-kanalizacyjne. Podział na zasadzie 70 do 30 na korzyść dróg nie wytrzymuje próby czasu. Jeśli nie przywrócimy proporcji 50 na 50 trzeba się liczyć z dwu-, a w niektórych przypadkach trzykrotnym wzrostem cen wody i ścieków. To doprowadzić może do rażącego przekroczenia granicy 4 proc. dochodu rozporządzalnego w grupach odbiorców w skali kraju. Z badań przeprowadzonych na nasze zlecenie przez UW wynika, że oznaczać to może, iż 40 proc Polaków nie będzie w stanie opłacać rachunków za wodę.
Kongres wskazał też na konieczność wprowadzenia selekcji inwestycji w ochronie środowiska pod kątem realizacji zobowiązań akcesyjnych. Niezbędna jest weryfikacja strategii dla gospodarki ściekowej w ramach Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych oraz nowa strategia dla zagospodarowania osadów ściekowych, jak i dla rozwoju systemów wodociągowych.
Te wszystkie działania wymagają naszym zdaniem także ponownego prawidłowego zbilansowania środków, które trzeba będzie przeznaczyć na inwestycje. Myślę, że dużo się nie pomylę, jeśli po przeszacowaniu kosztów okaże się, że nasz zakres potrzeb inwestycyjnych zbilansuje się na poziomie zbliżonym do 100 mld zł – w okresie od roku 2000 do 2015.
W jakim zakresie polska branża wodno-kanalizacyjna korzysta z pomocy Unii Europejskiej w obszarze finansowania projektów inwestycyjnych? Czy wsparcie unijne jest zadowalające? Czy są jeszcze jakieś inne szanse na pozyskanie środków do zrealizowania niezbędnych inwestycji?
– Branża wykorzystuje środki bardzo dobrze. Dostaliśmy do tej pory około 1,3 mld euro z ISPA, i około 1,6 mld euro z Funduszu Spójności. Do tego doszło jeszcze 4,8 mld euro z Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”. Niestety, zawirowania finansowe na rynku sprawiły, że wartość grantów spadła dużo poniżej 50 proc. kosztów inwestycji. Dziś jest to poziom około 35 proc. Poza tym tych pieniędzy zaczyna brakować. I niestety kryzys na rynku finansowym sprawia, że pojawiają się problemy z pozyskaniem pieniędzy z innych źródeł.
Tu przypomnę, że kongres poparł zdecydowanie propozycję NFOŚiGW dofinansowania inwestycji – wkładu własnego – ze środków własnych Funduszu i przyjął z zadowoleniem deklarację pożyczek preferencyjnych na pokrycie przekroczeń finansowych. Optujemy też za jeszcze większym wykorzystaniem obligacji dochodowych, jako sposobu finansowania inwestycji, bo to jest bardzo dobre rozwiązanie.
W październiku 2008 roku spółka Saur Neptun Gdańsk, jako pierwsza w Polsce uzyskała certyfikat zgodności z normami ISO 24500. Czy inne przedsiębiorstwa sektora pójdą jej śladem?
– Myślę, że jest to jeden z dobrych sposobów na podnoszenie jakości usług oferowanych przez firmy z branży. Wcześniej wspomniałem, że ta jakość już jest w cenie, a na pewno – jako producenci wody – będziemy zabiegać jeszcze bardziej o to, by woda była wszędzie jak najzdrowsza. Coraz częściej zakres nowych inwestycji ma bezpośredni wpływ na jakość wody, w tym jej zapach i smak. Coraz częściej więc też przekonujemy, że wodę z kranu można pić bez obaw, bo jest co najmniej 250 razy częściej badana niż woda w butelkach.
Istotnym ogniwem postępu w krajowej gospodarce wodnej są samorządy terytorialne. Jak postrzega pan zaangażowanie lokalnych władz w inwestycje w tym sektorze?
– Myślę, że jeszcze wciąż częściej to wiedza, doświadczenie i ambicje wodociągowców są głównym motorem zmian, tworzenia programów restrukturyzacji firm, których efektem ma być myślenie typu: podnosimy jakość usług, mając na uwadze optymalne i racjonalne koszty. Samorząd często jest jeszcze takim hamulcowym w tym procesie, gdyż chętnie patrzy na wodociągi przez pryzmat gry wyborczej. Zgoda na podniesienie cen wody lub ścieków może oznaczać dla gminnej władzy porażkę w wyborach. A zatem może lepiej tych cen nie ruszać? I tu często występuje problem ze zrozumieniem funkcji dobrego gospodarza. Także właściciela. Świadomego wymagań, zobowiązań i korzyści. Bo takie instrumentalne traktowanie wodociągów nie sprzyja długoletnim programom inwestycyjnym, ani też racjonalnym decyzjom kosztowym. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich samorządów. Coraz częściej zdarzają się przykłady pozytywnych działań zmierzających do współpracy, inspirujących do poszukiwania najmniej dotkliwego dla mieszkańców rozwiązania polegającego na wyważeniu finansowania inwestycji poprzez wodociągi z uwzględnieniem ceny i budżetu gminy. Ale chciałoby się żeby tego typu działań było jeszcze więcej.
Rozmawiała Magdalena Szczygielska









Dodaj komentarz