2010-03-11 15:25 Źródło: FranczyzawPolsce.pl
Cartridge World daje satysfakcję i pieniądze
Gdy zaczynał, w 2004 roku, sam stał za ladą i regenerował kartridże, nawiązując w międzyczasie kontakty biznesowe. Dziś Arkadiusz Szabelski jest już właścicielem trzech bardzo dobrze prosperujących punktów Cartridge World w Poznaniu. Biznes ten przyniósł mu nie tylko wymierne korzyści finansowe, ale i mnóstwo znajomych w mieście oraz pracę, którą naprawdę lubi.
Proszę opowiedzieć o początkach swojej współpracy z Cartridge World. Kiedy przystąpił Pan do sieci? Dlaczego zainteresowała Pana ta oferta?Ofertą Cartridge World zainteresowałem się pod koniec 2003 roku. Prowadziłem wtedy inny biznes, którego nie chciałem kontynuować, czułem, że się już tam wypaliłem. Szukałem innego pomysłu na własną działalność. Natknąłem się wtedy na ofertę CW i, mimo że nie miałem zupełnie żadnych doświadczeń w tej branży, pomysł wydał mi się ciekawy, więc postanowiłem rozpocząć rozmowy z siecią w sprawie współpracy. Wszystko przebiegało bardzo sprawnie. Pierwszy raz skontaktowałem się z centralą firmy w grudniu 2003 roku, pod koniec stycznia 2004 r. podpisaliśy umowę, a pierwszy mój punkt Cartridge World rozpoczął działalność w marcu 2004 r. Zapewniłem sobie wówczas wyłączność na Poznań i wkrótce uruchomiłem dwa kolejne punkty – jeden jeszcze we wrześniu 2004 r., a drugi już w 2005 roku.
Czy wszystkie otwarcia przebiegały tak samo, czy też w zależności od momentu i miejsca otwarcia zaobserwował Pan jakieś różnice?
Różnice były, ale zależało to nie tyle od momentu i miejsca, co od mojego doświadczenia. W przypadku pierwszego punktu całkowicie zdałem się na centralę, która dostarczyła mi wyposażenie do sklepu. Później już wiedziałem, co mi jest potrzebne, jakie są wymagane standardy i sam szukałem odpowiednich mebli czy urządzeń. W Poznaniu można było dostać te same rzeczy co w Warszawie albo zamówić u lokalnych producentów po cenie o 20-30 proc. niższej. Do tego odchodziły koszty transportu. Oczywiście centrala musiała zaakceptować wszystko, co zamawiałem, bo to ona narzuca pewne standardy, kolorystykę etc.
A jak wybrał Pan odpowiednie lokalizacje?
Do tego ważna jest znajomość miasta, w którym chce się prowadzić działalność. Każde miasto ma swoją specyfikę i miejsca, w których koncentruje się działalność usługowa. Ja pod każdy punkt proponowałem sieci kilka lokalizacji, za każdym razem miałem oczywiście jakąś preferowaną. A Cartridge World za każdym razem akceptował moją główną propozycję.
Co Panu dała współpraca z Cartridge World? Dlaczego nie otworzył Pan niezależnego punktu?
Nie znałem się na tym biznesie. Uznałem, że lepiej zrobić to przy wsparciu dużej firmy, która ma już doświadczenie, przekaże mi know-how, podpowie, jak uniknąć niektórych błędów. Przyznam, że duże wrażenie zrobiła na mnie też skala działania sieci, to, że ma ona już 1600 sklepów na całym świecie. Dla klientów ta marka i wizerunek także mają duże znaczenie.
Jaki był koszt uruchomienia jednej placówki i po jakim czasie zaczynała ona osiągać zadowalające wyniki? Czy zauważył Pan różnice w dochodowości między placówkami? Od czego to zależy?
Koszt uruchomienia takiego punktu to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Początki zwykle są cieżkie, bo każdy nowy punkt usługowy musi się przyjąć na rynku. Czas gra w tym biznesie bardzo dużą rolę na korzyść przedsiębiorcy. Z czasem zdobywa się lojalność klientów, doświadczenie pozwalające na jeszcze wyższą jakość usług, a także wiedzę o tym, jak do minimum ściąć koszty. Trudno mi jest natomiast porównywać wyniki moich trzech punktów, bowiem jeden traktowany jest jako centralny, z którego realizujemy wszystkie wyjazdy do klientów, tak więc siłą rzeczy jego przychody są wyższe niż dwóch pozostałych.
Co było dla Pana największym problemem przy uruchomieniu bądź prowadzeniu punktów Cartridge World i jak sobie Pan z nim poradził?
Najtrudniejsze jest samo podjęcie decyzji. Później należy reagować na bieżąco na wszystkie okoliczności, a wówczas poważniejszych problemów nie ma. Trzeba jednak powiedzieć jasno: dziś samokręcących się biznesów już praktycznie nie ma. Ja włożyłem dużo serca, czasu i pracy w to, żeby odnieść sukces. Trzeba bowiem w tym bizniesie nieustannie wprowadzać jakieś nowinki, ciekawe rozwiązania, promować je, docierać do klientów, odpowiednio dobrać pracowników, rozszerzać zakres usług. Oferujemy już nie tylko regenerację kartridży w naszych punktach, ale także dojeżdżamy do klientów, gdyż zauważyliśmy, że pojawiają się ich strony takie potrzeby.
Czyli punkt sam w sobie nie jest wystarczającym magnesem i trzeba wlożyć dużo inicjatywy w to, żeby pozyskać klientów?
Oczywiście klienci z własnej inicjatywy też przychodzą. Natomiast należy też zrobić wszystko, żeby pozyskiwać kolejnych, żeby ich utrzymać, żeby wracali. Ważne tutaj są rozmowy, sondowanie potrzeb, doradzanie, nawiązywanie relacji, często takich czysto ludzkich. Dzięki takim relacjom w ciągu 6 lat pozyskałem wielu nowych klientów tylko dzięki temu, że ludzie zmieniali pracę i w nowej firmie też zaczynali korzystać z usług Cartridge World, gdyż mieli już do nas zaufanie.
Jak wyglada Pana standardowy dzień pracy?
Na początku sam pracowałem w punkcie, zajmowałem się regenracją kartridży. Do tego zatrudniałem jeszcze jedną osobę. Często wiele dodatkowych, okołobiznesowych spraw musiałem załatwiać wieczorami. Tak więc mój dzień pracy zaczynał się o 8 rano, a kończył często późnym wieczorem. Dziś już we wszystkich punktach mam pracowników, którzy zajmują się obsługą. Moja rola polega na organizowaniu im pracy, zabezpieczeniu towaru, rozmowach z klientami.
Co by Pan doradził potencjalnym franczyzobiorcom Cartridge World? Nad czym powinni się zastanowić, na co zwrócić uwagę, po czym poznać, że to biznes właśnie dla nich?
Nie jest to raczej biznes dla inwestora, który założy punkt, zatrudni ludzi i będzie czekał na zyski. Tutaj potrzebne jest osobiste zaangażowanie. Ale jeśli ktoś lubi kontakty z ludźmi, jest gotów poświęcić swój czas, jest cierpliwy, to niewątpliwie biznes ten może dostarczyć mu dużo satysfakcji, a także oczywiście wymierne korzyści finansowe.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Joanna Cabaj - Bonicka








Dodaj komentarz