Król Albert II wyznaczył już negocjatora, który ma prowadzić rozmowy z partiami z obu stron granicy językowej - czyli Walonii, zamieszkanej przez frankofonów, oraz Flandrii, gdzie mówi się po niderlandzku. Za konsultacje odpowiedzialny jest były premier i wciąż wpływowy polityk Wilfried Martens.
Niektórzy komentatorzy obawiają się jednak, że Belgia znowu stanie w obliczu kryzysu, bo pogodzić interesy Flamandów i Walonów jest niezwykle trudno. Ostatnio było to możliwe dzięki negocjatorskim zdolnościom Hermana Van Rompuya. To on przywrócił spokój na scenie politycznej po ponad rocznych wstrząsach. Teraz odchodzi, a Belgia znowu ma problem.
Pesymistyczne tony w niektórych mediach wywołała informacja, że na czele rządu ma znowu stanąć flamandzki chadek - Yves Leterme, nielubiany przez frankofonów i skłócony z nimi. Kiedyś miał bowiem powiedzieć, że "są za głupi by nauczyć się języka niderlandzkiego", a gdy był premierem, dążył do większej autonomii Flandrii.
Źródło:IAR
































































