2009-10-13 12:39 Źródło: Noble Bank
Banki mogą odblokować kredyty
Po pierwszym półroczu w bankach wyraźnie wzrosły współczynniki wypłacalności względem pierwszego kwartału. Teoretycznie odblokowuje to możliwości rozwoju akcji kredytowej. Przeszkodą jest jednak wzrost rezerw na kredyty już udzielone, lecz niespłacane.
Współczynnik wypłacalności giełdowych banków, liczony jako średnia arytmetyczna, zwiększył się na koniec pierwszego półrocza do 11,2 proc. z 10,5 proc. na koniec pierwszego kwartału. Ten wzrost można uznać za skokowy, a jego powodem było zatrzymanie ubiegłorocznych zysków w bankach. Zostały one przeniesione na kapitał zapasowy, i tym samym zaliczone do kapitałów własnych. Dla całego sektora bankowego, według danych Komisji Nadzoru Finansowego, współczynnik wzrósł z 11,2 proc. do 12,5 proc. Dlaczego to takie istotne?
Wskaźniki wypłacalności banków są ważnym kryterium informującym między innymi o możliwości kontynuowania akcji kredytowej w bankach. Na koniec pierwszego kwartału pięć z dwunastu notowanych na giełdzie banków miało współczynniki wypłacalności poniżej 10 proc., co mocno ograniczało ich zdolność do udzielania pożyczek, ze względu na nieformalne wymagania Komisji Nadzoru Finansowego. Przypomnijmy, że ustawowo wskaźniki wypłacalności w bankach nie mogą spadać poniżej 8 proc., jednak na czas kryzysu finansowego KNF naciskała na banki, aby ten wskaźnik oscylował wokół 10 proc. Współczynnik poniżej tego poziomu mają już obecnie tylko dwa giełdowe banki: Fortis i ING BSK.

Wskaźnik wypłacalności to relacja kapitałów własnych banku do jego aktywów (na które składają się w lwiej części właśnie udzielone kredyty). Dlatego przy niskich współczynnikach wypłacalności udzielanie nowych kredytów było mocno utrudnione. Teraz ta sytuacja się poprawiła. Banki, które mają wysokie współczynniki mogą kredytów udzielać chętniej, niż te, w których poziom ten nadal pozostaje niski.
Kolejną dobrą informacją dla nowych kredytobiorców jest ostatnie umocnienie złotego. Za jego sprawą poprawiła się płynność sektora finansowego, ponieważ banki mogły zmniejszyć poziom zabezpieczeń dla swoich własnych linii kredytowych w walutach obcych. Szacujemy, że z tego tytułu zdolność banków do udzielania kredytów wzrosła od marca do końca lipca o ok. 20-30 mld zł.
Na tym jednak dobre informacje się kończą. Choć wedle wyników ostatniej ankiety Pentora indeks Pengab, mierzący nastroje wśród bankowców rośnie, a banki spodziewają się większego popytu na kredyty, nie można być pewnym, że rozwój akcji kredytowej faktycznie nastąpi. Wskazują na to dwa niekorzystne czynniki.
Pierwszym jest wyraźny spadek zysków w pierwszym półroczu - w porównaniu do roku ubiegłego w bankach giełdowych odnotowano spadek aż o 40 proc. To oznacza, że kapitały własne będą rosły wolniej, nawet jeśli ponownie sektor nie zdecyduje się na wypłatę dywidend.
Problemem może być także wzrost rezerw na utratę wartości aktywów (a więc kredytów) – w całym pierwszym półroczu banki dokonały odpisów na kwotę 3,15 mld zł. Przeciętnie bank poniósł stratę związaną z niespłacanymi kredytami czterokrotnie wyższą niż przed rokiem. Dlatego teraz banki będą uważniej niż do tej pory prześwietlać swoich kredytobiorców zanim udzielą im kolejnego kredytu.
Wiele będzie zależeć także od zdolności banków do windykowania niespłacanych pożyczek. Odzyskując je, banki będą mogły w przyszłości rozwiązać część utworzonych właśnie rezerw, co mogłoby rozluźnić nieco restrykcyjne obecnie podejście do kredytobiorców.
Emil Szweda
analityk Open Finance
Współczynnik wypłacalności giełdowych banków, liczony jako średnia arytmetyczna, zwiększył się na koniec pierwszego półrocza do 11,2 proc. z 10,5 proc. na koniec pierwszego kwartału. Ten wzrost można uznać za skokowy, a jego powodem było zatrzymanie ubiegłorocznych zysków w bankach. Zostały one przeniesione na kapitał zapasowy, i tym samym zaliczone do kapitałów własnych. Dla całego sektora bankowego, według danych Komisji Nadzoru Finansowego, współczynnik wzrósł z 11,2 proc. do 12,5 proc. Dlaczego to takie istotne?
Wskaźniki wypłacalności banków są ważnym kryterium informującym między innymi o możliwości kontynuowania akcji kredytowej w bankach. Na koniec pierwszego kwartału pięć z dwunastu notowanych na giełdzie banków miało współczynniki wypłacalności poniżej 10 proc., co mocno ograniczało ich zdolność do udzielania pożyczek, ze względu na nieformalne wymagania Komisji Nadzoru Finansowego. Przypomnijmy, że ustawowo wskaźniki wypłacalności w bankach nie mogą spadać poniżej 8 proc., jednak na czas kryzysu finansowego KNF naciskała na banki, aby ten wskaźnik oscylował wokół 10 proc. Współczynnik poniżej tego poziomu mają już obecnie tylko dwa giełdowe banki: Fortis i ING BSK.

Wskaźnik wypłacalności to relacja kapitałów własnych banku do jego aktywów (na które składają się w lwiej części właśnie udzielone kredyty). Dlatego przy niskich współczynnikach wypłacalności udzielanie nowych kredytów było mocno utrudnione. Teraz ta sytuacja się poprawiła. Banki, które mają wysokie współczynniki mogą kredytów udzielać chętniej, niż te, w których poziom ten nadal pozostaje niski.
Kolejną dobrą informacją dla nowych kredytobiorców jest ostatnie umocnienie złotego. Za jego sprawą poprawiła się płynność sektora finansowego, ponieważ banki mogły zmniejszyć poziom zabezpieczeń dla swoich własnych linii kredytowych w walutach obcych. Szacujemy, że z tego tytułu zdolność banków do udzielania kredytów wzrosła od marca do końca lipca o ok. 20-30 mld zł.
Na tym jednak dobre informacje się kończą. Choć wedle wyników ostatniej ankiety Pentora indeks Pengab, mierzący nastroje wśród bankowców rośnie, a banki spodziewają się większego popytu na kredyty, nie można być pewnym, że rozwój akcji kredytowej faktycznie nastąpi. Wskazują na to dwa niekorzystne czynniki.
Pierwszym jest wyraźny spadek zysków w pierwszym półroczu - w porównaniu do roku ubiegłego w bankach giełdowych odnotowano spadek aż o 40 proc. To oznacza, że kapitały własne będą rosły wolniej, nawet jeśli ponownie sektor nie zdecyduje się na wypłatę dywidend.
Problemem może być także wzrost rezerw na utratę wartości aktywów (a więc kredytów) – w całym pierwszym półroczu banki dokonały odpisów na kwotę 3,15 mld zł. Przeciętnie bank poniósł stratę związaną z niespłacanymi kredytami czterokrotnie wyższą niż przed rokiem. Dlatego teraz banki będą uważniej niż do tej pory prześwietlać swoich kredytobiorców zanim udzielą im kolejnego kredytu.
Wiele będzie zależeć także od zdolności banków do windykowania niespłacanych pożyczek. Odzyskując je, banki będą mogły w przyszłości rozwiązać część utworzonych właśnie rezerw, co mogłoby rozluźnić nieco restrykcyjne obecnie podejście do kredytobiorców.
Emil Szweda
analityk Open Finance


Dodaj komentarz