No widzisz, ja myślałem, że inwestowanie to analiza, ocena ryzyka i oczekiwanie efektów od zarządu, który bierze za coś pensję.
A Ty mi tu wjeżdżasz z duchowym rozwojem, mitem o złotym runie i „Pecunia Erectus” – czyli z narracją, jakbyś trzymał nie akcje Medinice, tylko bilet na Osho Festiwal.
Jeśli to dla Ciebie „boski nektar”, to polecam sprawdzić datę przydatności – coś czuję, że już lekko fermentuje.
A że piszesz, że padnę trupem tuż przed metą – spokojnie, Ty pewnie dobiegniesz, tylko nie zauważysz, że to nie meta, tylko świeżo pomalowana ściana z napisem „Zaraz zaczynamy komercjalizację”