To nie ja nie słucham tylko nadajemy na innych falach. Nie wątpię, że masz warsztat i strategię, uważam jednak że dotyczą one spekulowania, a nie inwestowania. Możesz być w tym świetny, ale w dalszym ciągu nie jest to inwestowanie. Jeśli kupujesz spółkę i sprzedajesz ją za dwa miesiące tzn. że nie odrobiłeś pracy domowej - jak wiele może się zmienić w spółce przez dwa miesiące? Musiałeś przeoczyć jakąś istotną informację, może nie zbadałeś otoczenia, nie przeczytałeś raportów, nie zapoznałeś się z ich planami inwestycyjnymi (wykluczam zdarzenia losowe jak kryzys finansowy). Cena akcji sama w sobie, w krótkim okresie, nie jest żadnym wyznacznikiem tego jak spółce się powodzi. Wykresy, "wsparcia" i "konsolidacje" to też wszystko pochodna nastrojów/losowości, a nie tego jak silna dana spółka faktycznie jest. Śmiejesz się z Bogdanki, ale dla mnie pytanie brzmi czy ona kiedykolwiek była dobrą inwestycją? Czy spółka, której całe dochody są uzależnione od jednego surowca może być w ogóle dobrą inwestycją?
Oczywiście ludzie tutaj (w tym ja) mogli się pomylić co do Newagu, ale to się okaże dopiero za parę lat. Dzisiaj nabijasz się z PPP, a jutro możesz wstydzić się tu wrócić. I nie ma się co oburzać, są tacy którzy dorobili się na spekulacjach, dla mnie bliższa jest po prostu szkoła Fischera/Buffetta.
P.S. Biuro maklerskie to ostatnie miejsce w którym bym szukał autorytetów ;)