REKLAMA

Zyskownie czy etycznie?

2008-09-05 06:00
publikacja
2008-09-05 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Czy banki rzeczywiście są w stanie zawsze działać etycznie i postępować „fair”? Czy istnieje naturalna sprzeczność pomiędzy etycznym działaniem wyrażonym w otwartej postawie wobec klientów a tym, co jest priorytetem każdej instytucji finansowej – dążeniem do maksymalizacji zysków.

Klienci i działające w ich imieniu i z państwową legitymacją organizacje prokonsumenckie coraz bardziej dociskają instytucje finansowe, aby zaniechały działań uznawanych przez legislatorów, ale także samo środowisko finansowo-bankowe, za tzw. złe praktyki rynkowe. Z Raportu Komisji Etyki ZBP (2007 r.) wynika, że klientom nie podoba się w szczególności nierzetelna i natarczywa reklama, przewlekłość załatwiania spraw i reklamacji, nadmierny formalizm niektórych banków oraz nieuczciwe praktyki pośredników. Pomimo wyraźnej poprawy, która nastąpiła szczególnie w ciągu ostatnich dwóch lat, klienci skarżą się, że informacje o produktach często są niedostateczne, a oczekiwania wobec nich nieraz przez bank niejasno formułowane – to wszystko dzieje się szczególnie przy pierwszym kontakcie z bankiem. I sprawia wyraźny zawód ufającym na ogół bankom klientom. Z drugiej jednak strony w raporcie podkreślono, że klienci, mając zastrzeżenia do określonych zachowań banków, jednocześnie zauważają dobre zjawiska w ich działalności – rosnący profesjonalizm pracowników, indywidualne podejście do klienta oraz to, że banki „podejmują wszelkie możliwe działania dla wyjaśnienia spraw będących przedmiotem skarg, a w razie potwierdzenia zarzutów, są skłonne przyznać rację klientowi”.


Piotr Utrata z ING Banku Śląskiego, wybrany przez dziennikarzy ekonomicznych najbardziej profesjonalnym rzecznikiem prasowym instytucji finansowej opowiada o wzorach prowadzenia biura prasowego.

______________________________


Obejrzyj wywiad Bankier.TV


To, że pomimo różnych trudności klienci nadal pokładają duże zaufanie w bankach, potwierdzają także badania IBOiR Pentor („Audyty bankowości detalicznej, mikrofirm, MSP 2007”) – klienci zostali poproszeni o ustosunkowanie się do stwierdzenia „jestem w pełni usatysfakcjonowany z ogólnej jakości usług świadczonych przez mój bank”. Zaaprobowało je aż 65 proc. klientów indywidualnych, 76 proc. reprezentantów mikrofirm i 80 proc. przedstawicieli firm małych i średnich.

Lepiej czy gorzej?


Klient banku stoi na ogół na słabszej pozycji wobec uzbrojonych w procedury, regulaminy oraz opinie będących na każde wezwanie sztabów bankowych prawników. Chodzi tu oczywiście o klienta indywidualnego. Gdyż to ci głównie bywają krzywdzeni, gubią się w gąszczu przepisów bankowych, brakuje im wiedzy na temat produktów finansowych. Często – do końca niemal ufając, że „ich bank” pozytywnie rozstrzygnie sprawę, nie potrafią się nawet obronić. Nie orientując się przy tym, czego mogą oczekiwać i wymagać od swojej instytucji finansowej, jak walczyć o swoje, do kogo się odwołać itd. Tymczasem bardzo istotna dla instytucji finansowych dyrektywa MiFID kładzie szczególny nacisk na jakość obsługi klienta, niejako nakładając na banki odpowiedzialność także za samego klienta – za stan jego wiedzy i znajomości rynku.

– Liczba różnych wniosków, skarg i sugestii napływających do Komisji Etyki Bankowej ZBP na banki systematycznie spada; w 2007 roku było ich tylko dziesięć. Zadowolonych klientów ciągle przybywa – twierdzi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Oznaczać to może i pewnie po części tak jest, że banki samodzielnie i coraz lepiej radzą sobie z układaniem swoich relacji z klientami. Oraz z pewnością to, że więcej spraw trafia do arbitrażu – zarówno tego przy ZBP, jak i zapewne Sądu Polubownego przy KNF. Bo w arbitrażu z reguły kończą się konkretnymi rozstrzygnięciami – czy to na korzyść banku, czy klienta, ale zawsze konkretnymi. Nie oznacza to natomiast bynajmniej, że klienci przestają się skarżyć. Rzeczywiście „dobry” dla banków i ich klientów był 2007 rok, kiedy to do Bankowego Arbitrażu Konsumenckiego wpłynęło 758 wniosków o rozstrzygnięcie sporu z bankiem – wyraźnie mniej niż rok wcześniej, gdy było ich 807. W ubiegłym roku wydano 707 orzeczeń, z czego na korzyść klienta i zakończonych ugodą było 120, na korzyść banku – 185, a zakończonych zwrotem lub odrzuceniem wniosku – 402. Według Katarzyny Marczyńskiej, arbitra bankowego, niezadowolonych może jednak przybywać w miarę, jak będzie rosła wiedza oraz świadomość klientów. Już po połowie tego roku wyraźnie widać , że skarg może być więcej niż w 2007 roku – u Arbitra znalazło się już 450 spraw.

Niepożądane działania banków mniej dotykają przedsiębiorców – szczególnie tych dużych. Na przedsiębiorcy przynoszącemu nieraz wyższą marżę bankowi po prostu często zależy bardziej niż na drobnym ciułaczu. Za przedsiębiorcą stoją też wpływowe organizacje lobbistyczne, takie jak np. PKPP „Lewiatan”, Polska Rada Biznesu czy Business Centre Club. – Banki mają teraz bardzo dobre chwile, osiągają znakomite wyniki. To doskonały czas ku temu, żeby przemyślały, jak powinny wyglądać ich relacje z klientami – obecnymi oraz tymi nowymi, bardziej jeszcze wymagającymi i wyedukowanymi – mówi Jacek Socha, partner i wiceprezes PricewaterhouseCoopers.

Federacja Konsumentów, GIODO, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, arbiter bankowy coraz bardziej zdecydowanie napominają banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, a czasem i inne instytucje finansowe (np. biura maklerskie), żeby – mówiąc eufemistycznie – zachowywały się przyzwoicie wobec klientów. Niemal jednym chórem proszą i przestrzegają, wydając nawet rożne zalecenia i instrukcje. Grożą, a nieraz obkładają je karami i opłatami za złe, a co gorsza uporczywie kontynuowane praktyki rynkowe. Recydywa złych zachowań dotyczy na szczęście naprawdę nielicznych przypadków. Do tego chóru dołączyła po powstaniu także Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), która zajęła się – mówiąc obcesowo, wprost i w skrócie – tępieniem nierzetelnej reklamy banków, towarzystw ubezpieczeniowych, funduszy inwestycyjnych i PTE. Całkiem niedawno Komisja Nadzoru Finansowego skonstatowała, że reklamy banków i towarzystw ubezpieczeniowych coraz częściej, a co gorsza świadomie, wprowadzają klientów w błąd. Dotyczy to także kampanii największych instytucji, takich jak PKO BP, Getin Bank czy Nordea. Dotąd banki i instytucje finansowe były głównie upominane odpowiednimi „listami pasterskimi”, a działania komisji polegały na stosowaniu wobec instytucji finansowych tzw. miękkiego nadzoru.

Kolejka chętnych do karania

Teraz KNF zamierza ten proceder ukrócić. W Ministerstwie Finansów podobno złożona została propozycja zmian w przepisach, która wprowadzałaby ostre kary dla nierzetelnych reklamodawców. Nadzór zyskałby prawo nie tylko do wydania zakazu emisji nierzetelnej reklamy, nakazania zamieszczenia w mediach ogłoszenia z objaśnieniem szczegółów oferty, a jeżeli nie przyniesie to zakładanych skutków, to nałożenia nawet do miliona złotych kary na krnąbrną instytucję finansową. Komisja oczywiście nie jest pozbawiona racji o tyle, że nierzetelna reklama bez wątpienia zdarzała się i zdarzać się jeszcze może i zdarzać się pewnie będzie. W dużym stopniu bowiem bierze się to z natury samej reklamy, która przekaz musi z założenia przejaskrawić, czasem ubarwić i uatrakcyjnić nawet do tego stopnia, że oddala się on od prawdy. Na przykład z czerwcowego raportu firmy Open Finance wynika, że wakacyjne kredyty nie zawsze są takie tanie, jak w reklamach obiecują banki. Analitycy tej firmy obliczyli bowiem, że po doliczeniu różnego rodzaju opłat i prowizji z pozoru niskie oprocentowanie często realnie okazuje się nawet ponad dwa razy wyższe. Katarzyna Marczyńska, arbiter bankowy ZBP potwierdza, że ludzie chętnie biorą kredyty na święta czy na wakacje, skuszeni brakiem formalności i atrakcyjnymi ratami, które im wyliczył bank. A dopiero później dociera do nich, że dodatkowo muszą jeszcze dopłacić prowizję, opłatę za rozpatrzenie wniosku czy ubezpieczenie. Czy jednak Komisja Nadzoru Finansowego aż tak bardzo powinna zajmować się kwestiami obrony klientów instytucji finansowych, skoro jest to tylko jedno – i chyba jednak nie najgłówniejsze – zadanie tego organu? W środowisku bankowym słychać coraz częstszą opinię, że KNF zamiast skoncentrować się na rzetelnym nadzorze, stara się wyręczać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wspierając „sprawę konsumencką” wydawaniem zaleceń bankom, jak mają postępować w swojej codziennej praktyce bankowej. Wydaje się, że taka postawa urzędu – sprawowanie „miękkiego nadzoru” o charakterze prokonsumenckim – nie budzi także zachwytu samych ośrodków zbliżonych do rządu:

– Komisja Nadzoru Finansowego nie powinna w sposób niefrasobliwy uelastyczniać regulacji, nie luzować wymagań wobec sektora finansowego. Stosując tak zwany miękki nadzór finansowy komisja przeradza się w coś w rodzaju Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – powiedziała nam Hanna Gronkiewicz-Waltz, lider PO i prezydent Warszawy.

I być może decydenci KNF zdali sobie z tego sprawę, że jednak coś jest na rzeczy. Zaczynają więc przybierać twardszy kurs wobec banków.

Z kolei sam UOKiK, zarówno za poprzedniego prezesa (Marka Niechciała), jak i w szczególności podczas końcówki kadencji jeszcze wcześniejszego (Cezarego Banasińskiego) działał bardzo aktywnie – przede wszystkim na rzecz konsumentów, a nie konkurencji, nie stroniąc jednak od karania banków. Już w styczniu 2007 roku UOKiK ukarał banki za zbyt wysokie opłaty za płatności dokonywane kartami Visa i MasterCard (sprawa „interchange feet”), uzasadniając, że zawarły one niedozwolone porozumienie. Urząd nałożył wtedy na instytucje finansowe kary o łącznej wysokości ponad 164 mln zł. Nie miał wówczas racji, ponieważ – jak się okazało – nie było żadnej zmowy monopolistycznej w tej sprawie, ale w ten sposób niejako „przetarł” drogę prokonsumenckiemu nurtowi: banki poczuły karzącą rękę „sprawiedliwości” i oddech nadzorcy nad sobą. Z kolei w kwietniu tego roku UOKiK badał sprawę słynnego łączenia Banku BPH z Bankiem Pekao SA – czy nie doszło do naruszenia praw konsumentów w procesie fuzji obu banków (chodziło o powody pozostające przede wszystkim po stronie technologii bankowych). Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK, podkreśla, że w przypadku naruszenia zbiorowych interesów konsumentów przedsiębiorcy grozi kara nawet w wysokości do 10 proc. przychodów za rok poprzedzający wydanie decyzji.

Robert Azembski

Więcej w Miesięczniku Finansowym BANK
Zaprenumeruj BANK
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Byli menedżerowie Ergo Hestii i duży broker tworzą spółkę
Tematy

Komentarze (15)

dodaj komentarz
~Luke
BRE Bank i jego mBąki mając do dyspozycji dyrektywy UE, prawo bankowe, kodeks cywilny, wyroki Sądu Najwyższego (wszystko łatwo dostępne) nadal zwleka z dostosowaniem umów kredytowych do wymogów prawa. Teraz czeka na wyrok SOKiK, a i tak zamierza go olać (wypowiedzi pracowników) - dostosuje tylko i wyłącznie tam gdzie będzie napisane BRE Bank i jego mBąki mając do dyspozycji dyrektywy UE, prawo bankowe, kodeks cywilny, wyroki Sądu Najwyższego (wszystko łatwo dostępne) nadal zwleka z dostosowaniem umów kredytowych do wymogów prawa. Teraz czeka na wyrok SOKiK, a i tak zamierza go olać (wypowiedzi pracowników) - dostosuje tylko i wyłącznie tam gdzie będzie napisane wprost (czyli kredyty złotówkowe i tylko w Multibąku). I pytanie czy i tak bez sądu się nie obędzie, nawet w Multibąku.

Przestrzegam przed tymi bankami. DO BRE NIE PODCHODŹ BEZ PRAWNIKA I DYKTAFONU.
~Agata
Nadzór bankowy - w dosłownym słowa tego znaczeniu nie istnieje. Banki, to państwo w państwie. Bardzo często zmieniana ustawa o bankowości (proszę sprawdzić w jakim kierunku poszły zmiany) spowodowała rozluźnienie zasad. W Polsce stosuje się lichwiarskie odsetki od kredytów i pożyczek (25 % koszt kredytu czy pożyczki to standard),Nadzór bankowy - w dosłownym słowa tego znaczeniu nie istnieje. Banki, to państwo w państwie. Bardzo często zmieniana ustawa o bankowości (proszę sprawdzić w jakim kierunku poszły zmiany) spowodowała rozluźnienie zasad. W Polsce stosuje się lichwiarskie odsetki od kredytów i pożyczek (25 % koszt kredytu czy pożyczki to standard), oprocentowanie 1,5 % w stosunku rocznym też standard. Jak runęła giełda, ludzie potracili pieniądze, dopiero wtedy podnieśli oprocentowanie. A kto dmuchał bańkę na giełdzie, jak nie pracownicy banków ? Kto natarczywie nakłaniał swoich klientów do inwestowania w fundusze ? Kto obiecywał zyski 30%? To są nieetyczne praktyki, gdzie zatem nadzór bankowy?
moravsky
Polska jest ciekawym krajem. Na telefon załatwisz kredyt na 10 tysięcy podając numer PESEL , ale nie wyjaśnisz kwestii, czemu przez 7 lat widniejesz w BIK-u za 21 złotych. Gdy ktoś ukradnie w markecie batonik zostaje złodziejem, ale kiedy rozwala się spółkę defraudując miliardy - to już nie złodziejstwo tylko niegospodarność. Prawo Polska jest ciekawym krajem. Na telefon załatwisz kredyt na 10 tysięcy podając numer PESEL , ale nie wyjaśnisz kwestii, czemu przez 7 lat widniejesz w BIK-u za 21 złotych. Gdy ktoś ukradnie w markecie batonik zostaje złodziejem, ale kiedy rozwala się spółkę defraudując miliardy - to już nie złodziejstwo tylko niegospodarność. Prawo w tym kraju jest stanowione przez złodziei i pod złodziei. Ponieważ normalnemu obywatelowi państwo nie pozwala normalnie żyć i pracować za normalne pieniądze, normalny obywatel chce wziąć kredyt na pralkę i spłacić. A że spłaca dwie? no cóż... To taki system, że jak nie ma 500% zysku to nic się nie opłaca i jakiś rozczochrany chłoptaś, o pardon - analityk, rozpacza w TV jak to banki przeżywają kryzys.
A te wszystkie UOKik-i, KNF, PCV, RTV oraz inne HGW, to takie pitolenie jak to nam dobrze i jak jeszcze lepiej będzie pojutrze bo wskaźniki odnotowują tendencje wzrostowe.. Gdyby było inaczej - dowalimy karę - 100000 milionów a co! . Nieważne, że odwoływanie trwało będzie 5 lat przy dalszym stosowaniu tych samych praktyk (vide TPSA). A jak nie to rynek sam zweryfikuje. Dobre, tyle, że nieprawdziwe
Polskie państwo nie szanuje swych obywateli gnojąc polskich przedsiębiorców, małe rodzinne firmy a wpuszczając obcy kapitał na "specjalne strefy ekonomiczne", gdzie tworzy się "miejsca pracy". Tymczasem polski podatnik i przedsiębiorca dla urzędnika jest intruzem, dla lekarza symulantem a dla ZUS-u oszustem. A jest najbardziej dojony i ma najmniej praw.
Zwykły "szarak" z dochodem 1000 netto, jak to ktoś z panów bankowców obraźliwie wyraził się w innym wątku, zapominając, że dzięki tym szarakom ma na chlebek - nie ma szans z tą machiną. Po pierwsze - nie ma odpowiedniej wiedzy, po drugie - nawet jeśli ma to i tak woli odpuścić ponieważ wie, że walcząc o szpilkę poświęci tonę stali (czytaj: nie stać go na adwokata). Jedyne co pozostaje, to podzielić się doświadczeniami z innymi. Marna satysfakcja, lecz lepsze to niż nic.
Etyka w banku? Może zacznijmy od tego: dzwonisz do banku. Na wstępie zapowiedź, że wszystko nagrywają. Jak się nie podoba to się rozłącz. A w ogóle to masz się bać, że jak komuś nawrzucasz, to mogą podać do sądu. Wysłuchasz pół godziny reklam. Zapominasz o czym chcesz rozmawiać oraz jaki klawisz wcisnąć, więc jeszcze raz od nowa. Kiedy po pół godzinie słuchania debilnej za głośnej muzyczki połączysz się z konsultantem / ką, zostajesz wypytany o numery, nazwiska rodowe oraz czy nie masz lokaty dewizowej. Wówczas możesz przejść do rzeczy, po czym okazuje się, że i tak trzeba udać się do oddziału banku oddalonego o 30 km od miejsca zamieszkania, ponieważ trzeba coś podpisać (Millennium). Brawo. Jak chcieli Ci wcisnąć kartę kredytową, to nawet w poniedziałek wielkanocny pojawił się przedstawiciel. Jak ty coś chcesz - hmmm... nie da rady, ponieważ przepisy, procedury, a w międzyczasie się coś zmieniło, itd.
Teraz z innej strony. To na szczęście nie moje doświadczenia lecz kogoś zaprzyjaźnionego. Piątek, 21:12. Dzwoni telefon. Brak ID rozmówcy - NORMA !!!. Odbierasz. Po drugiej stronie dział windykacji banku H... Sprawa dotyczy 13 złotych. A wiecie, że każdy telefon z tego banku to 15 złotych w plecy?
Wspominał ktoś coś o etyce???? Inne doświadczenia mile widziane :-D
~biedny66
Dnia 2008-09-05 o godz. 23:31 moravsky napisał(a):
> Polska jest ciekawym krajem. Na telefon załatwisz kredyt na
> 10 tysięcy podając numer PESEL , ale nie wyjaśnisz kwestii,
> czemu przez 7 lat widniejesz w BIK-u za 21 złotych. Gdy
> ktoś ukradnie w markecie batonik zostaje złodziejem, ale
> kiedy rozwala
Dnia 2008-09-05 o godz. 23:31 moravsky napisał(a):
> Polska jest ciekawym krajem. Na telefon załatwisz kredyt na
> 10 tysięcy podając numer PESEL , ale nie wyjaśnisz kwestii,
> czemu przez 7 lat widniejesz w BIK-u za 21 złotych. Gdy
> ktoś ukradnie w markecie batonik zostaje złodziejem, ale
> kiedy rozwala się spółkę defraudując miliardy - to już nie
> złodziejstwo tylko niegospodarność. Prawo w tym kraju jest
> stanowione przez złodziei i pod złodziei. Ponieważ
> normalnemu obywatelowi państwo nie pozwala normalnie żyć i
> pracować za normalne pieniądze, normalny obywatel chce
> wziąć kredyt na pralkę i spłacić. A że spłaca dwie? no
> cóż... To taki system, że jak nie ma 500% zysku to nic się
> nie opłaca i jakiś rozczochrany chłoptaś, o pardon -
> analityk, rozpacza w TV jak to banki przeżywają kryzys.
A
> te wszystkie UOKik-i, KNF, PCV, RTV oraz inne HGW, to
> takie pitolenie jak to nam dobrze i jak jeszcze lepiej
> będzie pojutrze bo wskaźniki odnotowują tendencje
> wzrostowe.. Gdyby było inaczej - dowalimy karę - 100000
> milionów a co! . Nieważne, że odwoływanie trwało będzie 5
> lat przy dalszym stosowaniu tych samych praktyk (vide
> TPSA). A jak nie to rynek sam zweryfikuje. Dobre, tyle, że
> nieprawdziwe
Polskie państwo nie szanuje swych obywateli
> gnojąc polskich przedsiębiorców, małe rodzinne firmy a
> wpuszczając obcy kapitał na "specjalne strefy
> ekonomiczne", gdzie tworzy się "miejsca
> pracy". Tymczasem polski podatnik i przedsiębiorca
> dla urzędnika jest intruzem, dla lekarza symulantem a dla
> ZUS-u oszustem. A jest najbardziej dojony i ma najmniej
> praw.
Zwykły "szarak" z dochodem 1000
> netto, jak to ktoś z panów bankowców obraźliwie wyraził się
> w innym wątku, zapominając, że dzięki tym szarakom ma na
> chlebek - nie ma szans z tą machiną. Po pierwsze - nie ma
> odpowiedniej wiedzy, po drugie - nawet jeśli ma to i tak
> woli odpuścić ponieważ wie, że walcząc o szpilkę poświęci
> tonę stali (czytaj: nie stać go na adwokata). Jedyne co
> pozostaje, to podzielić się doświadczeniami z innymi. Marna
> satysfakcja, lecz lepsze to niż nic.
Etyka w banku? Może
> zacznijmy od tego: dzwonisz do banku. Na wstępie zapowiedź,
> że wszystko nagrywają. Jak się nie podoba to się rozłącz. A
> w ogóle to masz się bać, że jak komuś nawrzucasz, to mogą
> podać do sądu. Wysłuchasz pół godziny reklam. Zapominasz o
> czym chcesz rozmawiać oraz jaki klawisz wcisnąć, więc
> jeszcze raz od nowa. Kiedy po pół godzinie słuchania
> debilnej za głośnej muzyczki połączysz się z konsultantem /
> ką, zostajesz wypytany o numery, nazwiska rodowe oraz czy
> nie masz lokaty dewizowej. Wówczas możesz przejść do
> rzeczy, po czym okazuje się, że i tak trzeba udać się do
> oddziału banku oddalonego o 30 km od miejsca zamieszkania,
> ponieważ trzeba coś podpisać (Millennium). Brawo. Jak
> chcieli Ci wcisnąć kartę kredytową, to nawet w poniedziałek
> wielkanocny pojawił się przedstawiciel. Jak ty coś chcesz -
> hmmm... nie da rady, ponieważ przepisy, procedury, a w
> międzyczasie się coś zmieniło, itd.
Teraz z innej strony.
> To na szczęście nie moje doświadczenia lecz kogoś
> zaprzyjaźnionego. Piątek, 21:12. Dzwoni telefon. Brak ID
> rozmówcy - NORMA !!!. Odbierasz. Po drugiej stronie dział
> windykacji banku H... Sprawa dotyczy 13 złotych. A wiecie,
> że każdy telefon z tego banku to 15 złotych w plecy?
> Wspominał ktoś coś o etyce???? Inne doświadczenia mile
> widziane :-D

ciesze się że nie mogę pochwalic się takim doświadczeniem. Ale tobie wspólczuję.
moravsky odpowiada ~biedny66
czemu mi współczujesz? Ja mam się nieźle.
~ss
SOCJALIZM

kredyt to umowa miedzy bankiem a klientem, nie chce zeby mieszalo mi sie do tego panstwo!
~Inteligo
Czytałem go na papierze. Autor uważa, że rynek ma siłę, żeby uczciwie się samoregulować. Ja w to osobiście nie bardzo wierzę....
~123
Inteligo- to w co nie za bardzo wierzysz budowalo najwieksze gospodarki swiata do lat 20 xx wieku.
~salaganart
Artykuł ukazuje świat, którego nie ma. Jest zbyt optymistyczny. U podstawy wnioskowań Autora prawdopodobnie leży teza, że tzw. "od-górny" nadzór nad polskimi bankami np. Państwa, poprawi ich stosunek i jakość usług wobec klienta detalicznego. A zestawienie, swoisty antagonizm, które są tytułem artykułu... No to trzeba postępować Artykuł ukazuje świat, którego nie ma. Jest zbyt optymistyczny. U podstawy wnioskowań Autora prawdopodobnie leży teza, że tzw. "od-górny" nadzór nad polskimi bankami np. Państwa, poprawi ich stosunek i jakość usług wobec klienta detalicznego. A zestawienie, swoisty antagonizm, które są tytułem artykułu... No to trzeba postępować i etycznie i zyskownie zarazem. Świat jest dla myślących ludzi, świat bankowy również. Nie trzeba koniecznie osiągać doskonałość etyczną i doskonałość zysku. Oprócz tego nie przeprowadzono, i nie przeprowadza się, racjonalnych i reprezentatywnych badań w środowiskach klientów polskich banków. Sądzę, iż czas "zmyśleń i fantazji" osiąga niechybnie kres.
~Ewa:)
To chyba nie jest cały artykuł, ale coś w tym jest:). A badań trochę widziałam, np. SGH ma, różne dotyczące lojalności klienta, badania Pentora itd.Nigdy jednak dość!

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki