Najwyższą skalę 40 proc. podatku płaci u nas stosunkowo niewielka grupa podatników, ok. 5 proc. od podstawy opodatkowania w wysokości 85 tys. zł. W Irlandii stawkę 42 proc. płaci się od dochodów powyżej 130 tys. zł. Jeśli w roku 2009 rząd dotrzymałby słowa i wprowadziłby dwupoziomową skalę podatkową w wysokości 18 i 32 proc., zachowując część ulg i zwolnień, bylibyśmy prawie drugą Irlandią przynajmniej w sensie podatkowym.
Tymczasem ze strony wiceministra finansów Stanisława Gomułki płyną coraz mniej realistyczne zapowiedzi zmian podatkowych i to w perspektywie 3-4 lat. Chodzi o wprowadzenie podatku liniowego z jedną stawką na poziomie 18 proc. Wprowadzenie jej miało się odbyć przy zachowaniu kwoty wolnej od podatku lub nawet przy podwyższeniu wysokości kosztów uzyskania przychodów. W Polsce to jest obecnie ok. 1335 zł.
W rzeczywistości nie jest to podatek liniowy, a coś co przypomina podatek płaski podobny do tych obowiązujących w krajach takich jak: Czechy, Estonia, Słowacja, Łotwa. Przypomnijmy, że Estonia i Łotwa to kraje dziś najbardziej zagrożone, poważnym kryzysem finansów publicznych, z deficytem bilansu obrotów płatniczych na poziomie 15,5 proc. PKB, inflacją na poziomie 11-13 proc. i z podatkiem liniowym.
Jeszcze kilka tygodni temu minister Gomułka twierdził, że inflacja w II kw. 2008 r. w Polsce spadnie do 3,5 proc. Teraz uważa, że może unikniemy 5 proc. inflacji. Reforma PIT zaplanowana na 2009 r., czyli wprowadzenie dwóch stawek podatkowych może spowodować uszczuplenie dochodów budżetowych w skali rocznej od 40-50 mld zł, czyli między 3-4 proc. PKB. Czy budżet to wytrzyma? Budżet ma dwie strony – dochodową i wydatkową. Wprowadzenie podatku liniowego w czystej postaci nie poprawi stanu finansów publicznych.
W krajach, które go to wprowadziły, nie zaobserwowano jednoznacznego wzrostu zatrudnienia, produkcji czy zmniejszenia administracji podatkowej. Taki podatek poprawia jedynie sytuację osób najlepiej zarabiających. Zdecydowana większość Polaków zapłaci więcej fiskusowi. Tak np. stało się w Czechach, gdzie wprowadzono podatek liniowy. Brak możliwości odliczania składek i wspólnego rozliczania małżonków spowodowały, że Czesi płacą więcej, mimo stosunkowo niskiej stawki.
Czesi realnie płacą 20 proc. swoich dochodów, choć stawka wynosi formalnie 15 proc., dlatego, że podstawa składki powiększona jest o ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. W Polsce mamy ponad 100 różnych zwolnień podatkowych i z pewnością trudno namawiać inwalidów wojennych, stypendystów, samotne matki korzystające z zapomóg, żeby z nich zrezygnowali na rzecz podatku liniowego czy podatku płaskiego, przy niewielkiej obniżce podatku o 1 proc. z 19 proc. do 18 proc.
Janusz Szewczak
Autor jest niezależnym analitykiem gospodarczym






























































