REKLAMA

Uwaga na internetowych doradców

2008-04-12 07:36
publikacja
2008-04-12 07:36
Dodaj Bankier.pl w Google
W 10 numerze GU ukazał się artykuł pod tytułem „Nie daj się zastraszyć”, w którym Pani Zofia Dmochowska dała upust emocjom i wiedzy na temat prawa do odszkodowania i zagrożeniom ze strony pośredników w dochodzeniu odszkodowań. Ponieważ w ostatnim czasie narasta na ten temat liczba artykułów, w których zaczynają pojawiać się nie jako przy okazji nieprawdziwe informacje merytoryczne, w interesie poszkodowanych „zmuszony” zostałem do niniejszej polemiki.

Zgadzam się z autorką tekstu co do ostrożności przy wyborze doradców i pseudo-specjalistów od wszystkiego. Potwierdzam, że są firmy, których honoraria przekroczyły zdrowy rozsądek. Ja także podkreślam, że są firmy, które w swojej działalności stosują wzorce umowne naszpikowane klauzulami abuzywnymi. Jednak treść, a właściwie poziom merytoryczny artykułu zmusił mnie do wyrażenia krytycznych uwag.

Po pierwsze artykuł sugeruje, że większość firm jest nieuczciwych, a konsumenci korzystają z ich usług, gdyż ulegają złudzeniu, jakoby nie mieli innego wyjścia. Podkreślam zatem, że takie firmy są w mniejszości. Ale jeśli zaczyna się krytykować, rzucając poważne oskarżenia, to albo powinno się wymienić „złe” firmy z nazwy, albo „dobre”. Po drugie jeśli autorka ma wiedzę, co do firm, które posługują się zastraszaniem klientów, to gorąco namawiam do zrealizowania społecznego obowiązku powiadomienia o przestępstwie organy ścigania. Nawet jeśli tak jest w praktyce, z czym ja osobiście się nie spotkałem, to należy ważyć słowa, bo można narazić się na krytykę, którą niniejszym czynię.

Po trzecie i wymagające podwójnego podkreślenia jest wprowadzanie w błąd czytelników GU. Błędy merytoryczne, jakie dodatkowo szpecą ten artykuł są nie do wybaczenia w kontekście rozlewu bezdowodowej krytyki, tym bardziej że autorka reprezentuje podmiot gospodarczy, który sam trudni się doradztwem i pomocą w dochodzeniu odszkodowań! Oczywiście nawet profesjonalistom zdarzają się błędy, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi. Jednak waga błędów, o których poniżej piszę oraz oszałamiająca wręcz lekkość pióra nie stanowi usprawiedliwienia przed krytyką artykułu.

W trosce o poszkodowanych prostuję, że zakres odpowiedzialności sprawcy szkody na osobie regulowany jest przepisami Kodeksu cywilnego w części dotyczącej odpowiedzialności z tytułu czynów niedozwolonych, zawartymi w art. od 415 do 449. Normy szczegółowe mieszczące się w zakresie od art. 805 do 834 kc. regulują stosunek umowny ubezpieczenia.

Normy umowne oraz w tym wypadku także pozakodeksowe, jak ustawa z 22 maja 2003 roku o ubezpieczeniach obowiązkowych (Dz.U. nr 124, poz. 1152 z późn. zm.) mają w stosunku do przepisów Kodeksu cywilnego charakter akcesoryjny, z czego wynika, że nie mogą wpływać na zakres obowiązku odszkodowawczego sprawcy szkody. Z powyższego wynika jednoznacznie, że zakres odpowiedzialności cywilnej w tym przedawnienie roszczeń z czynu niedozwolonego regulowany jest przepisami Kodeksu cywilnego w części dotyczącej odpowiedzialności za czyn niedozwolony.

Przepisem wprowadzającym okres przedawnienia dla roszczeń poszkodowanych, o których napisano w krytykowanym artykule jest art. 4421 kc (warto także zwrócić uwagę na jego niedawną nowelizację). Przepis regulujący interesujące nas sprawy, tzn. wówczas gdy poszkodowany w skutek wypadku doznał naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia (a zazwyczaj takie skutki wymagają pobytu w szpitalu) zawarty jest w § 2 cyt. art. 4421 kc. Z jego treści wynika, że roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym, powstałej wskutek zbrodni lub występku ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa.

Autorka wskazując na art. 819 kc. pomyliła przedawnienie z umowy ubezpieczenia z przedawnieniem z czynu niedozwolonego. Jeśli zatem podejmuje się krytykę i udziela „dobrych rad” warto byłoby najpierw reprezentować wiedzę na wymagającym tego poziomie. Nadto forma artykułu miała przedstawić autorkę jako specjalistę od ubezpieczeń, która poprzez ocenę innych daje dobre, więc na pewno słuszne rady. Puentą polemiki powinno być zatem ostrzeżenie zawarte w tytule – uwaga na doradców internetowych.

Ci bowiem za błędne informacje odpowiedzialności finansowej nie ponoszą. Zdziwienie jednak budzi to, że specjalista ds. ubezpieczeń, pisząc raczej o odszkodowaniach, reprezentuje firmę, która sama trudni się doradztwem w zakresie dochodzenia odszkodowań. O kim jest w takim razie ten artykuł, te zarzuty braku profesjonalizmu?

Na marginesie chciałbym dodać, że lekkość pióra niektórych autorów może zaniżać, wysoki poziom merytoryczny tygodnika, na którego budowę wpływa wysiłek Redaktor Naczelnej, wszystkich autorów i Rady Programowej Gazety Ubezpieczeniowej. Jestem zdania, że jego specjalizacyjny charakter tym bardziej wymaga od nas – piszących artykuły, staranności i wysokiego poziomu merytorycznego. Co więcej zacność składu Rady Programowej tego bezwzględnie wymaga.

Autorkę komentowanego artykułu zapraszam do współpracy w ulepszaniu środowiska i prawa ubezpieczeń gospodarczych. Jestem pewien, że wspólnie uda nam się wyeliminować patologię. Z drugiej strony sądzę, że czas jest na przedstawianie naszego zawodu w dobrym świetle, gdyż naprawdę na to zasługuje. Nie zgadzamy się i tym bardziej nie utożsamiamy (a jest nas wielu) z działalnością firm, stanowiących tło artykułów opisujących rzekomo całą branżę. Firm, które stanowią zaledwie i dosłownie margines ludzi, którzy z pasją, zaangażowaniem i na wystarczającym poziomie profesjonalizmu pomagają innym walczyć o swoje własne pieniądze.

Wojciech Fallach
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki