Uśpione obawy przed spowolnieniem gospodarczym powróciły do świadomości inwestorów za sprawą publikacji Beżowej Księgi. W 10. rocznicę końca Wielkiej Bessy S&P500 spadł o 0,65%, potwierdzając znaczenie oporu w postaci 2800 punktów.


6 marca 2009 roku S&P500 wyznaczył dno bessy na "szatańskim" poziomie 666 punktów. Dekadę później mogła to być sesja, która ustali kierunek na najbliższe tygodnie. Bowiem przez ostatnie kilkanaście dni nowojorskie parkiety zasadniczo "mieliły wodę", zatrzymując się na poziomach wyznaczanych przez lokalne maksima z października, listopada i grudnia. W przypadku S&P500 była to strefa tuż powyżej 2800 punktów.
W środę rynek wreszcie się na coś zdecydował, choć skala spadków nie robiła większego wrażenia. Zwłaszcza po niemal 20-procentowym rajdzie, jaki miał miejsce po Bożym Narodzeniu. I tak S&P500 podczas środowej sesji oddał 0,65%, schodząc do 2 771,45 pkt. Nasdaq poszedł w dół o 0,93%, zatrzymując się tuż powyżej 7 500 punktów. Dow Jones po utracie 0,52% zakończył dzień na poziomie 25 673,46 pkt.
Z braku ciekawszych raportów uwaga rynku skupiła się na tzw. Beżowej Księdze. To taka cykliczna publikacja, w której regionalne oddziały Rezerwy Federalnej zbierają anegdotyczne opisy koniunktury gospodarczej w poszczególnych dystryktach. Esencją marcowego wydania było słowo "wolno". Wolniejszy wzrost gospodarczy i osłabienie aktywności ekonomicznej miały być pochodną "zamknięcia rządu" federalnego, ciężkiej zimy i konfliktu handlowego z Chinami. Ale także wyższych kosztów kredytu, które Fed zaordynował w 2018 roku.
Z pozostałych opublikowanych w środę danych makro nieco rozczarował raport ADP, który pokazał wzrost liczby etatów w sektorze prywatnym rzędu 183 tys. wobec oczekiwanych 190 tys. Coś dziwnego stało się jednak z wynikami za styczeń, które zrewidowano w górę z 213 tys. do (!) 300 tys.

Niepokojąco zaprezentował się grudniowy bilans handlowy. Spadek amerykańskiego eksportu przy rosnącym imporcie sprawił, że ujemne saldo handlowe USA poszerzyło się z -50,3 mld USD w listopadzie do -59,8 mld USD w grudniu przy rynkowym konsensusie wynoszącym -57,3 mld USD. W całym 2018 roku deficyt Stanów Zjednoczonych w handlu towarami sięgnął rekordowych 891,3 mld dolarów. Wliczając do tego usługi deficyt zamknął się w kwocie 621 mld USD i był najwyższy od dekady.
Oznacza to, że pomimo protekcjonistycznej agendy Donalda Trumpa, który za pomocą ceł i sankcji chce uczynić Amerykę "ponownie wielką", największa gospodarka świata wciąż żyje ponad stan, finansując rozdęty import rosnącym zadłużeniem zagranicznym.
Krzysztof Kolany






















































