Finansowa kondycja polskiej piłki może nie jest najlepsza, ale za to niektórzy piłkarze zarabiają kilkaset tysięcy, a nawet powyżej miliona złotych rocznie. Ten sielankowy nastrój burzy jednak obowiązek dzielenia się tymi pieniędzmi z fiskusem. Skala podatkowa w Polsce, ze swoją najwyższą 40-proc. stawką, nie jest rekordowa na tle innych krajów Europy. Natomiast nisko ustawione progi, po przekroczeniu których stosuje się ową stawkę, a także brak ulg powodują, że pod względem kosztów poniesionych na rzecz urzędu skarbowego (tak zwanej efektywnej stawki) wiele świetnie zarabiających osób w naszym kraju znajduje się w czołówce europejskiej.
Piłkarze raczej do tej grupy się nie zaliczają – w ich wypadku najwyższa efektywna stawka rzadko przekracza 32 procent. Dochód sportowców jest bowiem uznawany najczęściej za uzyskany z działalności wykonywanej osobiście. A prawo podatkowe daje tu możliwość zastosowania 20-proc. zryczałtowanych kosztów uzysku. Czyli: podatek płaci się według skali, ale od 80 proc. dochodu.
Nie wszystkich to satysfakcjonuje. Dlatego popularne wśród piłkarzy jest zakładanie działalności gospodarczej, co pozwala na płacenie 19 proc. podatkiem ryczałtowym. Jednak fiskus ma prawo (choć często tego nie robi) powątpiewać w słuszność deklarowania tego rodzaju działalności. Jej istotą jest bowiem ponoszenie ryzyka ekonomicznego oraz swoboda w określaniu miejsca i czasu jej wykonywania. Zawodowi piłkarze zaś mają z reguły sztywno określone miejsce i czas treningu oraz rozgrywek.
Najpopularniejsi sportowcy sprzedają swój wizerunek np. w kampaniach reklamowych. Tego typu dochody osób zamieszkałych w Polsce opodatkowane są progresywnie (do 40 procent). Ale prawo do korzystania ze swojego wizerunku można przenieść na inny podmiot. Jeśli jest nim własna spółka sportowca, położona w jurysdykcji gwarantującej niskie opodatkowanie (tzw. raju podatkowym), to takie rozwiązanie może przynieść oszczędności podatkowe. Wynagrodzenie sportowca za reklamę trafia do spółki, która płaci bardzo niski podatek albo nie płaci go wcale. Sam sportowiec rozlicza się z fiskusem dopiero ze środków otrzymanych ze spółki. Jeśli będzie to dywidenda – uiszcza tylko 19 procent. Suma opodatkowania spółki oraz sportowca i tak jest niższa niż 40 procent.
Jednak zmiana rezydencji podatkowej wiąże się z przeniesieniem interesów życiowych za granicę i ograniczeniem przebywania w Polsce do 183 dni w roku kalendarzowym. Dlatego decydują się na to nieliczni, z reguły ci, którzy i tak większość czasu spędzają poza krajem ojczystym. Takie rozwiązanie dość powszechnie funkcjonuje w światowym sporcie. Do rajów podatkowych przeprowadzili się m.in. Michael Schumacher, Fernando Alonso czy Boris Becker. Ten ostatni przekonał się, że zmiana nie może być fikcyjna – niemiecki urząd podatkowy oskarżył go o pozorną przeprowadzkę (Becker oficjalnie mieszkał w Monaco, a w rzeczywistości większość czasu spędzał w Niemczech). Ostatecznie tenisista uniknął więzienia, ale jego przykład powinien dać do myślenia osobom chcącym pójść w jego ślady.
W lepszej podatkowo niż sportowcy sytuacji są aktorzy i piosenkarze. Prawo umożliwia artyście zastosowanie 50-proc. zryczałtowanych kosztów uzysku do przychodów z tytułu korzystania przez niego zarówno z prawa autorskiego, jak i praw pokrewnych. Zatem mimo że dochody opodatkowane są według skali podatkowej, efektywna stawka nie przekracza 20 procent. Gwiazdy często prowadzą działalność gospodarczą. W przypadku osób, które nie mają stałego kontraktu, tylko angażowane są przez różne podmioty, z udowodnieniem ryzyka gospodarczego i niezależności nie powinno być problemu. Natomiast 19-proc. stawka podatkowa i możliwość rozliczenia wydatków związanych z działalnością jako kosztu uzyskania przychodu, to duży plus.
Także w wypadku gwiazd show-biznesu można rozważać transfer praw do wizerunku na rzecz spółki zarejestrowanej za granicą. Przeprowadzka do raju podatkowego wydaje się korzystną opcją, choć w Polsce raczej niespotykaną wśród gwiazd – nie opłaca się, bo i zarobki, mimo że wysokie, to nie są ogromne. Światowe celebrities jednak korzystają z niej chętnie. Na przykład Phil Collins czy Sophia Loren rozliczają się w Szwajcarii, a światowej sławy sopranistka Monserrat Caballe przeniosła się do Księstwa Andory. Zmiana rezydencji niekoniecznie musi oznaczać, że gwiazda nie będzie w ogóle płacić podatku w Polsce. Jeśli w naszym kraju znajduje się źródło dochodu, polski fiskus upomni się o podatek. Ku przestrodze warto może wspomnieć jednego z członków zespołu Abba, którego ścigał szwedzki urząd podatkowy, oskarżając go o niezapłacone podatki z tytułu tantiem od utworów nagranych w Szwecji.
I to mimo tego, że ów artysta od wielu już lat wcale nie mieszka w tym kraju. Na koniec jeszcze jedna rada. Zarówno sportowcy, jak i gwiazdy, które mają w Polsce rezydencję podatkową, muszą pamiętać, że polskie przepisy nakładają na nich obowiązek rozliczenia się ze wszystkich światowych zarobków. Dlatego też, jeśli w ciągu roku osoby te osiągną jakiekolwiek dochody za granicą, powinny je odpowiednio zadeklarować w rocznym zeznaniu podatkowym. Jeżeli za granicą wynagrodzenie zostanie obciążone podatkiem, właściwa umowa zawarta między Polską a krajem uzyskania dochodu wskaże, w jaki sposób uniknąć płacenia go po raz kolejny – tym razem w naszym kraju.
Marek Gadacz, doradca podatkowy PricewaterhouseCoopers





























































