2009-11-19 05:28 Źródło: Sława Cwalińska-Weychert, Link4
Nie płaćmy za cwaniaków
Kto z nas nie czytał tekstu z cyklu „Jak nie dać się wyrolować ubezpieczycielowi?” ręka do góry. Lasu rąk pewnie nie zobaczę, bo tego typu tekstów jest naprawdę sporo. I na pewno znajdzie się też sporo głosów oburzenia na „niecne” praktyki „niecnych” ubezpieczycieli.
Faktem jest, że ubezpieczyciele w swoim postępowaniu nie są bez winy, popełniają błędy i czasem zasługują na krytykę czy złośliwości pod swoim adresem…. Warto się nad tymi błędami i ich analizą pochylić i na pewno wrócić do tego przy innej okazji.
Druga strona medalu – rolowanie ubezpieczyciela
Dzisiaj jednak chciałabym przyjrzeć się drugiej stronie medalu i sytuacjom, kiedy ktoś „roluje” ubezpieczyciela. O tym, jak daje się „zarobić” na odszkodowaniu, jak przekłamuje okoliczności szkody albo jak zawyża jej rozmiary, prawie każdy z nas gdzieś, kiedyś słyszał. Co ciekawe, „świetne historie” na ten temat, opowiadane często przy okazji spotkań towarzyskich, raczej bawią słuchaczy niż ich oburzają. Czasem znajdują też takich, którzy pochwalą przedsiębiorczość „zaradnego” Polaka i jego zdolność do „zarobienia na frajerskich ubezpieczycielach”.
Analizując jednak takie sytuacje z pewnym dystansem, nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego raczej nie potępia się takiego opowiadacza „świetnych historii” i nie nazywa po prostu oszustem, a jego cudownego sposobu „zarabiania” całkiem zwyczajnym wyłudzeniem? Mocne słowa? Wiem. Ale postaram się możliwie dokładnie uzasadnić tak ostrą ocenę. Posłużę się przykładem ubezpieczenia samochodu, chociaż opisywany mechanizm ma zastosowanie do dowolnego ubezpieczenia.
Co to znaczy „ubezpieczyć się”
Wielu z nas w momencie zawierania ubezpieczenia nie zastanawia się, co faktycznie oznacza dokonywana czynność. Najczęściej po prostu wykupuje się polisę, bo „tak każe prawo”, bo „nie chce się mieć kłopotów z policją”, bo „tego chce bank, który udzielił kredytu na samochód”. I pewnie stąd bierze się przekonanie, że ubezpieczenie jest jakimś szczególnym rodzajem podatku. Nie będę dalej wgłębiać się w analizę przyczyn takich przekonań albo określanie skali tego zjawiska. Fakt jednak pozostaje faktem, nasi ubezpieczeni rzadko myślą o sobie jako o świadomych swoich praw klientach, dokonujących celowego wyboru potrzebnego im produktu. Niezbyt to krzepiące – to prawda! A skutkuje tym, że proces ubezpieczania się, jest postrzegany przez klientów jako bezsensowny przymus corocznego płacenia haraczu, z którego „i tak nic się nie ma”. W takiej sytuacji kompletnie niezrozumiała i abstrakcyjna pozostaje istota samego ubezpieczania się, które w najprostszym ujęciu, powinno oznaczać świadome zawarcie umowy, która w zamian za zapłaconą składkę, gwarantuje finansową ochronę, czyli prawo do odszkodowania w przypadku poniesienia straty.
Płacone przez poszczególnych klientów składki to kwoty, które tworzą pulę pieniędzy (coś w rodzaju „zrzutki”), z której będą wypłacane przyszłe odszkodowania. Za zebranie odpowiedniej puli pieniędzy ze składek oraz za wypłatę odpowiednich kwot odszkodowań, odpowiedzialna jest firma ubezpieczeniowa, która pełni tutaj rolę „strażnika” czy „powiernika” pieniędzy zebranych od klientów i wypłacanych klientom.
Pamiętajmy jednak, że warunkiem sprawnego działania całego systemu ubezpieczeń jest to, że składkę – relatywnie niewielką – płacą wszyscy, a odszkodowania – relatywnie wysokie - dostają tylko ci, którzy będą mieli szkody.
Jeśli to już wiemy, to prosta staje się odpowiedź na pytanie, co decyduje o wysokości płaconej przez nas składki (rozumianej jako „zrzutka” do puli na wypłaty odszkodowań).
W dużym uproszczeniu wysokość składki zależy od liczby i wysokości wypłaconych odszkodowań. Im więcej trzeba wypłacić tym, którzy mieli szkody, tym więcej trzeba wcześniej zgromadzić od tych, którzy płacą składki. Firma ubezpieczeniowa nie jest więc abstrakcyjnym „poborcą moich pieniędzy”, ale konkretną firmą finansową odpowiedzialną za gromadzenie i zarządzanie pieniędzmi ze składek klientów, przeznaczonych na wypłaty odszkodowań dla tych klientów, którzy stali się poszkodowanymi.
Proste? Bardzo proste!
Kto roluje, kto jest rolowany
Jeśli wiemy, że odszkodowania są płacone ze wcześniej zebranych składek to łatwo możemy policzyć, że na hipotetyczne 1000 złotych odszkodowania w jednej tylko szkodzie, musi „zrzucić się” 10 ubezpieczonych po 100 złoty składki każdy. Jedno skromne, tysiączłotowe odszkodowanie, wymaga po sto złotych składki aż od 10 ubezpieczonych. Takich samych jak Pan, Pani czy ja. Oczywiście w odszkodowaniach wynoszących kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, „zrzucających się” powinno być odpowiednio więcej, albo kwoty „zrzutek ” zdecydowanie wyższe.
A co jeśli ktoś wyłudza odszkodowanie, które mu się nie należy ? No cóż , po prostu zwyczajnie nas okrada……. Pana, Panią czy mnie. Kradnie wyłącznie nasze składki, te które my sami zapłaciliśmy, żeby się chronić przed skutkami rzeczywistych szkód. Tego, by z naszej składki dać komuś zarobić „na lewej szkodzie”, raczej – jak się domyślam - nie zaakceptujemy i na pewno nie chcielibyśmy naszą składką finansować takiej „lewizny” – ani ja, ani Pan, ani Pani.
Mam nadzieję, że już teraz rozumieją Państwo dlaczego raczej nie cieszą mnie opowieści w których ktoś „zarobił” bo dostał odszkodowanie za „lewą szkodę”? Nie cieszę się, bo wiem, że płatnikami tych ”lewych odszkodowań” jesteśmy po prostu my – klienci, którzy swoimi składkami musieli się zrzucić na każdą taką „lewiznę”.
Dlatego może warto jest - słysząc następną opowieść o tym, „jak zarobiłem na lewym odszkodowaniu” pamiętać, na kim zarobił nasz cwany rozmówca i komu w rzeczywistości „wyrwał kasę”.
Ktoś mógłby w tym miejscu – całkiem sensownie - stwierdzić, że rolą firmy ubezpieczeniowej powinno być niedopuszczanie do wyłudzeń odszkodowań i nie wypłacanie ich tym, którzy szkody nie mieli. Zgoda! Tak być powinno i tak w rzeczywistości się dzieje. Ale nawet jeśli firmy ubezpieczeniowe zrobią wszystko, by udaremniać próby wyłudzania odszkodowań (co naprawdę w większości przypadków, na szczęście się udaje) to niestety zawsze istnieje ryzyko, że czasami taka udaremniona próba wyłudzenia wróci do ubezpieczyciela publicznym zarzutem lub oskarżeniem o „rolowanie klienta”.
Mam nadzieję, że teraz spojrzycie Państwo na tego typu zarzuty nieco wnikliwiej, a może nawet z pewnym dystansem i odrobiną nieufności. Czego Państwu, sobie i naszym składkom w przyszłości, gorąco życzę.
REKLAMA
Faktem jest, że ubezpieczyciele w swoim postępowaniu nie są bez winy, popełniają błędy i czasem zasługują na krytykę czy złośliwości pod swoim adresem…. Warto się nad tymi błędami i ich analizą pochylić i na pewno wrócić do tego przy innej okazji.
Druga strona medalu – rolowanie ubezpieczyciela
Dzisiaj jednak chciałabym przyjrzeć się drugiej stronie medalu i sytuacjom, kiedy ktoś „roluje” ubezpieczyciela. O tym, jak daje się „zarobić” na odszkodowaniu, jak przekłamuje okoliczności szkody albo jak zawyża jej rozmiary, prawie każdy z nas gdzieś, kiedyś słyszał. Co ciekawe, „świetne historie” na ten temat, opowiadane często przy okazji spotkań towarzyskich, raczej bawią słuchaczy niż ich oburzają. Czasem znajdują też takich, którzy pochwalą przedsiębiorczość „zaradnego” Polaka i jego zdolność do „zarobienia na frajerskich ubezpieczycielach”.
Analizując jednak takie sytuacje z pewnym dystansem, nie sposób nie zadać sobie pytania: dlaczego raczej nie potępia się takiego opowiadacza „świetnych historii” i nie nazywa po prostu oszustem, a jego cudownego sposobu „zarabiania” całkiem zwyczajnym wyłudzeniem? Mocne słowa? Wiem. Ale postaram się możliwie dokładnie uzasadnić tak ostrą ocenę. Posłużę się przykładem ubezpieczenia samochodu, chociaż opisywany mechanizm ma zastosowanie do dowolnego ubezpieczenia.
Co to znaczy „ubezpieczyć się”
Wielu z nas w momencie zawierania ubezpieczenia nie zastanawia się, co faktycznie oznacza dokonywana czynność. Najczęściej po prostu wykupuje się polisę, bo „tak każe prawo”, bo „nie chce się mieć kłopotów z policją”, bo „tego chce bank, który udzielił kredytu na samochód”. I pewnie stąd bierze się przekonanie, że ubezpieczenie jest jakimś szczególnym rodzajem podatku. Nie będę dalej wgłębiać się w analizę przyczyn takich przekonań albo określanie skali tego zjawiska. Fakt jednak pozostaje faktem, nasi ubezpieczeni rzadko myślą o sobie jako o świadomych swoich praw klientach, dokonujących celowego wyboru potrzebnego im produktu. Niezbyt to krzepiące – to prawda! A skutkuje tym, że proces ubezpieczania się, jest postrzegany przez klientów jako bezsensowny przymus corocznego płacenia haraczu, z którego „i tak nic się nie ma”. W takiej sytuacji kompletnie niezrozumiała i abstrakcyjna pozostaje istota samego ubezpieczania się, które w najprostszym ujęciu, powinno oznaczać świadome zawarcie umowy, która w zamian za zapłaconą składkę, gwarantuje finansową ochronę, czyli prawo do odszkodowania w przypadku poniesienia straty.
Płacone przez poszczególnych klientów składki to kwoty, które tworzą pulę pieniędzy (coś w rodzaju „zrzutki”), z której będą wypłacane przyszłe odszkodowania. Za zebranie odpowiedniej puli pieniędzy ze składek oraz za wypłatę odpowiednich kwot odszkodowań, odpowiedzialna jest firma ubezpieczeniowa, która pełni tutaj rolę „strażnika” czy „powiernika” pieniędzy zebranych od klientów i wypłacanych klientom.
Pamiętajmy jednak, że warunkiem sprawnego działania całego systemu ubezpieczeń jest to, że składkę – relatywnie niewielką – płacą wszyscy, a odszkodowania – relatywnie wysokie - dostają tylko ci, którzy będą mieli szkody.
Jeśli to już wiemy, to prosta staje się odpowiedź na pytanie, co decyduje o wysokości płaconej przez nas składki (rozumianej jako „zrzutka” do puli na wypłaty odszkodowań).
W dużym uproszczeniu wysokość składki zależy od liczby i wysokości wypłaconych odszkodowań. Im więcej trzeba wypłacić tym, którzy mieli szkody, tym więcej trzeba wcześniej zgromadzić od tych, którzy płacą składki. Firma ubezpieczeniowa nie jest więc abstrakcyjnym „poborcą moich pieniędzy”, ale konkretną firmą finansową odpowiedzialną za gromadzenie i zarządzanie pieniędzmi ze składek klientów, przeznaczonych na wypłaty odszkodowań dla tych klientów, którzy stali się poszkodowanymi.
Proste? Bardzo proste!
Kto roluje, kto jest rolowany
Jeśli wiemy, że odszkodowania są płacone ze wcześniej zebranych składek to łatwo możemy policzyć, że na hipotetyczne 1000 złotych odszkodowania w jednej tylko szkodzie, musi „zrzucić się” 10 ubezpieczonych po 100 złoty składki każdy. Jedno skromne, tysiączłotowe odszkodowanie, wymaga po sto złotych składki aż od 10 ubezpieczonych. Takich samych jak Pan, Pani czy ja. Oczywiście w odszkodowaniach wynoszących kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, „zrzucających się” powinno być odpowiednio więcej, albo kwoty „zrzutek ” zdecydowanie wyższe.
A co jeśli ktoś wyłudza odszkodowanie, które mu się nie należy ? No cóż , po prostu zwyczajnie nas okrada……. Pana, Panią czy mnie. Kradnie wyłącznie nasze składki, te które my sami zapłaciliśmy, żeby się chronić przed skutkami rzeczywistych szkód. Tego, by z naszej składki dać komuś zarobić „na lewej szkodzie”, raczej – jak się domyślam - nie zaakceptujemy i na pewno nie chcielibyśmy naszą składką finansować takiej „lewizny” – ani ja, ani Pan, ani Pani.
Mam nadzieję, że już teraz rozumieją Państwo dlaczego raczej nie cieszą mnie opowieści w których ktoś „zarobił” bo dostał odszkodowanie za „lewą szkodę”? Nie cieszę się, bo wiem, że płatnikami tych ”lewych odszkodowań” jesteśmy po prostu my – klienci, którzy swoimi składkami musieli się zrzucić na każdą taką „lewiznę”.
Dlatego może warto jest - słysząc następną opowieść o tym, „jak zarobiłem na lewym odszkodowaniu” pamiętać, na kim zarobił nasz cwany rozmówca i komu w rzeczywistości „wyrwał kasę”.
Ktoś mógłby w tym miejscu – całkiem sensownie - stwierdzić, że rolą firmy ubezpieczeniowej powinno być niedopuszczanie do wyłudzeń odszkodowań i nie wypłacanie ich tym, którzy szkody nie mieli. Zgoda! Tak być powinno i tak w rzeczywistości się dzieje. Ale nawet jeśli firmy ubezpieczeniowe zrobią wszystko, by udaremniać próby wyłudzania odszkodowań (co naprawdę w większości przypadków, na szczęście się udaje) to niestety zawsze istnieje ryzyko, że czasami taka udaremniona próba wyłudzenia wróci do ubezpieczyciela publicznym zarzutem lub oskarżeniem o „rolowanie klienta”.
Mam nadzieję, że teraz spojrzycie Państwo na tego typu zarzuty nieco wnikliwiej, a może nawet z pewnym dystansem i odrobiną nieufności. Czego Państwu, sobie i naszym składkom w przyszłości, gorąco życzę.
- Nie płaćmy za cwaniaków Autor: ~Artur 2009-11-19 07:19
- Cwaniakami są ludzie zarządzający w Firmach Ubezpieczeniowych , którzy na odprawach nakazują wprowadzić działania zaniżające sumy wypłat odszkodowań. To jest norma i to jest okradanie, sytuacje o któr (..)
- Nie płaćmy za cwaniaków Autor: ~bojarcz 2009-11-23 08:40
- To juz akcja poprawy wizerunku?Czy jeszcze zadufanie firm?Jak mozna opowiadac bzdury o "pochyleniu" sie nad problemem. Hestia nawet nie przeprosila mnie za ponad 2 letnia asdowa batalie o od (..)
- Nie płaćmy za cwaniaków Autor: ~Exploder 2009-11-23 11:19
- Jeśli ubezpieczenia nie będą obowiązkowe, to wtedy będziemy klientami. Póki są obowiązkowe - jesteśmy podatnikami i każdy rozsądny człowiek będzie starał się wyciągnąć jak najwięcej ze złodziejskiego (..)
- Nie płaćmy za cwaniaków Autor: ~Przemysław z Krakowa 2009-11-23 15:43
- Mój tata płacił ubezpieczenie OC przez KILKADZIESIĄT LAT, jeździ jednak ostrożnie, miał też jakie-takie szczęście, więc ŻADNE ODSZKODOWANIE nikomu z jego OC nie było wypłacane. W końcu się stało - dro (..)



Dodaj komentarz