2005-03-03 06:45 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Michał Biedzki z Nationwide: Jesteśmy i będziemy nadal bardzo niebezpiecznym konkurentem
Rozmowa z Michałem Biedzkim, prezesem Nationwide Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie SA
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka: Panie Prezesie, do „Gazety Ubezpieczeniowej” zaczynają nadchodzić pierwsze roczne wyniki towarzystw ubezpieczeniowych. Wiem, że są już także wyniki Nationwide. Z różnych względów zainteresowanie Pana firmą jest na rynku spore. Czy może Pan przedstawić aktualny stan finansów Nationwide?
Michał Biedzki: - Na pewno mamy się czym pochwalić. Ubiegły rok był dla nas ważny. Przede wszystkim był to rok rekordowej sprzedaży w wysokości 640 mln zł, która zagwarantowała nam piątą pozycję na rynku. Szybciej, niż pierwotnie zakładaliśmy, realizujemy nasz plan sprzedaży, co doprowadziło do tego, że planowane wcześniej wyjście na zysk w roku 2009 przypadnie zdecydowanie wcześniej. Według naszych prognoz wynik dodatni uzyskamy już w 2006 r. Jeśli zaś porównamy nasze wyniki z roku 2003 i 2004, to strata zmniejszyła się z blisko 26 mln do 14 mln zł, a zatem wynik poprawił się prawie o połowę.
A inne wskaźniki?
- Prowadzimy działalność w sposób bardzo ekonomiczny, rosnąca sprzedaż obsługiwana jest przez wciąż tę samą liczbę ludzi. Koszty administracyjne utrzymujemy na prawie nie zmienionym poziomie. I porównując się do konkurencji...
...co zawsze jest ciekawe.
- ... można powiedzieć, że taką samą liczbą pracowników, jaką zatrudnia towarzystwo o podobnym profilu działania, obsługujemy nie jeden a trzy kanały dystrybucji i czterokrotnie większą sprzedaż. Fakt ten traktujemy jako duże osiągnięcie, świadczące o jakości naszego zespołu.
Panie Prezesie, dotarło do mnie wiele rozmaitych głosów, także z terenu od Waszych agentów, na temat sposobu zredagowania „Gazety Ubezpieczeniowej” nr 7, w której zamieściliśmy jeden po drugim dwa materiały zapowiedziane na pierwszej stronie gazety. „Sukces na sprzedaż”, to tytuł artykułu będącego relacją z Waszej III Konferencji Sił Sprzedaży, której integralną częścią był wywiad z Adamem Uszpolewiczem, wiceprezesem Nationwide Global Holdings pt. „Znajdziemy najlepszego kontrahenta”. „Zachować zimną krew” z kolei, to tytuł mojej rozmowy z Bogdanem Skuzą, prezesem Skandii, który poprzedził w gazecie wspomnianą relację z konferencji. Chciałabym publicznie powiedzieć, że taki był właśnie mój redaktorski zamysł. Chciałam niejako „ucywilizować” dyskusje na Wasz temat, bowiem do moich uszu dochodziło mnóstwo rozważań, spekulacji, plotek na temat możliwości sprzedaży polskiej części Nationwide. Uważam, że gorzej dla rynku robią wszelkie podskórne, nie wyrażane publicznie sądy niż postawienie sprawy wprost. Chciałam chwycić byka za rogi.
- Pani Redaktor, „Gazeta Ubezpieczeniowa” czytana jest głównie przez ludzi zawodowo zajmujących się ubezpieczeniami, agentów, w tym multiagentów i brokerów. Czasem sposób prezentacji pewnych kwestii i komentarzy może wpływać na to jak są odbierane. Informując rynek o zamiarach naszego właściciela liczyliśmy się z różnymi reakcjami konkurencji, mimo, że nasz sukces jest niepodważalny. W tym roku czujemy się jak zwycięzcy, ponieważ to co osiągnęliśmy, wolumen sprzedaży i wielkość zgromadzonych przez nas aktywów zdeklasowały całą grupę firm!
No to mam tytuł do naszej rozmowy: „Jesteśmy bezkonkurencyjni”. Może być?
- Jak najbardziej, bo jest prawdziwy! Jako główną dziedzinę naszej działalności traktujemy produkty inwestycyjne ze składką jednorazową opakowane w ubezpieczenia. I tutaj wstępne wyniki za zeszły rok pokazują, że prawdopodobnie mamy około jednej czwartej całego rynku tych produktów. Zajmujemy pierwsze miejsce w tym segmencie rynku, wyprzedzając tak potężne firmy jak PZU czy Commercial Union, które działają o wiele dłużej od nas.
Odebrać sukcesu Pan sobie nie pozwoli?
- Na pewno nie. Chciałbym natomiast odnieść się do kilku sformułowań i sądów, które były wygłoszone na łamach Pani gazety.
Mówi Pan o wywiadzie z prezesem Skandii Bogusławem Skuzą. Przeprowadziłam go na kilka dni przed Waszą Konferencją Sił Sprzedaży.
- Rozumiemy obawy Skandii, o to co będzie się dalej działo z Nationwide, bo wypływają one z potęgującego się poczucia zagrożenia. W ciągu kilku lat znacznie wyprzedziliśmy naszego konkurenta, okazaliśmy się o wiele bardziej dynamiczni. I niezależnie od tego, czy będziemy rozwijać się nadal w ramach grupy Nationwide, czy pod szyldem nowego, poważnego inwestora, to jesteśmy i będziemy nadal bardzo niebezpiecznym konkurentem. Trzeba założyć, że niezależnie od tego, który inwestor poprowadzi dalej ten biznes, to będzie realizował scenariusz dalszego, dynamicznego rozwoju. Jeśli spojrzymy na sprzedaż w pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku, to uzyskamy około 100 mln zł składki. Porównajmy to z zamierzeniami Skandii, która w ciągu całego roku chce zebrać przypis 150 mln zł. Tylko te dwie liczby pokazują różnice między nami.
A jak wygląda obecna sprzedaż w porównaniu z analogicznym wynikiem w roku ubiegłym?
- Jest większa o prawie 25 procent!
No, ale wszystko co dzieje się w gospodarce Wam pomaga. Cały rynek rośnie. Giełda osiąga rekordowe wyniki i tak dalej, i tak dalej.
- Owszem, ale jednym rośnie szybciej, innym wolniej. Nasi główni partnerzy zewnętrzni, multiagencje, banki i sieć własna cały czas sprzedają nasze produkty widząc dużą przyszłość w związaniu się z nami. Dlatego też źle odebraliśmy zamieszczone na łamach Pani gazety komentarze. Nasi współpracownicy zinterpretowali to jako atak na stworzoną przez nas wartość, na atmosferę zaufania, jaką darzymy się z naszymi partnerami zewnętrznymi.
Pan wielokrotnie mówił o atmosferze szczerości i otwartości. A słowo „atak”, jest dla mnie zbyt mocnym sformułowaniem.
- Atmosfera szczerości jest dla mnie osobiście bardzo ważna. A jeśli zaś chodzi o atak... Określmy to jako próbę zasiania pewnego niepokoju i niepewności. Nasi główni partnerzy nie tylko nie zmniejszają sprzedaży naszych produktów lecz zapowiadają wręcz ich zwiększenie, takie są plany np. Citibanku. Kilka dni temu podpisaliśmy też nową umowę z kolejnym bankiem, a inne rozmowy zbliżają się do finału.
Nie powie Pan jednak, że Wasi klienci nie czują się zaniepokojeni tymi ruchami biznesowymi wokół Nationwide?
- Otrzymaliśmy niewiele takich sygnałów bezpośrednio od naszych klientów. Ale i im nie ma się co dziwić, zaniepokojenie towarzyszy wszelkim zmianom. Należy jednak przypomnieć, że interesy klientów zabezpieczają podpisane z nami umowy a dodatkowo instytucje nadzorujące rynek ubezpieczeń, jak KNUiFE. Rynek kapitałowy działa w taki sposób, że trwa ciągły przepływ kapitału.
Ale my w Polsce nie jesteśmy może do tego jeszcze przyzwyczajeni?
- Staliśmy się częścią zachodniego świata i trzeba się przyzwyczaić do nowych warunków, bo innej drogi nie ma. Jeśli ktoś na ogólnoświatowym rynku kapitałowym uważa, że nadszedł dla niego czas, aby zrealizować zysk z wypracowanej wcześniej wartości, to po prostu to robi. Jeśli znajdzie się firma, która spełni oczekiwania Nationwide Global i kupi nasze Towarzystwo, będzie zapewne zainteresowana dalszym rozwojem spółki. W wywiadzie, o którym wspomniałem, padło znamienne sformułowanie, że dotychczas w Polsce żaden mariaż firm ubezpieczeniowych nie wyszedł. A dlaczego ktoś zakłada, że miałoby chodzić o mariaż? Do tej pory nie ma decyzji o sprzedaży - to po pierwsze. Po drugie - wśród potencjalnych zainteresowanych, według mojej wiedzy, przeważają firmy, których nie ma jeszcze na rynku polskim.
Czyli szykuje się do wejścia jakiś nowy, duży gracz?
- Jest to wielce prawdopodobne.
A co Pan powie o owych 15. latach, które są niezbędne do osiągnięcia zwrotu z kapitału, o czym była mowa w przywoływanej rozmowie?
- Podejdę do Pani pytania z innej strony. Nasze produkty skonstruowane są w taki sposób, że zakładają dość długi okres zwrotu. Są bardzo transparentne i wszelkie koszty są w nich całkowicie czytelne, co zdejmuje z nas ewentualne podejrzenia o jakiekolwiek manipulacje. Transparentność kosztów jest główną tezą filozofii naszego Towarzystwa. Natomiast zawsze mówiliśmy, że horyzont czasowy naszych produktów, po którym stają się one zyskowne, to 5 - 10 lat, ale nie więcej. Ważne jest to, że nasze produkty operują na bardzo niskiej marży i dlatego wymagają dużej skali, aby osiągnąć zysk. Dzisiaj zarządzamy portfelem blisko 900 mln złotych.
Kiedy osiągniecie miliard?
- Planujemy osiągnąć ten wynik na koniec pierwszego kwartału. Potrzebujemy zgromadzić około półtora miliarda złotych, by zapewnić spółce zyskowność i taką strategię konsekwentnie realizujemy. Nie ma zatem podstaw do jakichkolwiek obaw, że obecny właściciel spółki wycofuje się z polskiego rynku chcąc minimalizować straty. Na koniec podkreślę, że firma Nationwide osiągnęła w roku ubiegłym na świecie rekordowe zyski i znajduje się w świetnej kondycji finansowej.
I tym optymistycznym akcentem zakończymy naszą rozmowę. Dziękuję.
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka: Panie Prezesie, do „Gazety Ubezpieczeniowej” zaczynają nadchodzić pierwsze roczne wyniki towarzystw ubezpieczeniowych. Wiem, że są już także wyniki Nationwide. Z różnych względów zainteresowanie Pana firmą jest na rynku spore. Czy może Pan przedstawić aktualny stan finansów Nationwide?
Michał Biedzki: - Na pewno mamy się czym pochwalić. Ubiegły rok był dla nas ważny. Przede wszystkim był to rok rekordowej sprzedaży w wysokości 640 mln zł, która zagwarantowała nam piątą pozycję na rynku. Szybciej, niż pierwotnie zakładaliśmy, realizujemy nasz plan sprzedaży, co doprowadziło do tego, że planowane wcześniej wyjście na zysk w roku 2009 przypadnie zdecydowanie wcześniej. Według naszych prognoz wynik dodatni uzyskamy już w 2006 r. Jeśli zaś porównamy nasze wyniki z roku 2003 i 2004, to strata zmniejszyła się z blisko 26 mln do 14 mln zł, a zatem wynik poprawił się prawie o połowę.
A inne wskaźniki?
- Prowadzimy działalność w sposób bardzo ekonomiczny, rosnąca sprzedaż obsługiwana jest przez wciąż tę samą liczbę ludzi. Koszty administracyjne utrzymujemy na prawie nie zmienionym poziomie. I porównując się do konkurencji...
...co zawsze jest ciekawe.
- ... można powiedzieć, że taką samą liczbą pracowników, jaką zatrudnia towarzystwo o podobnym profilu działania, obsługujemy nie jeden a trzy kanały dystrybucji i czterokrotnie większą sprzedaż. Fakt ten traktujemy jako duże osiągnięcie, świadczące o jakości naszego zespołu.
Panie Prezesie, dotarło do mnie wiele rozmaitych głosów, także z terenu od Waszych agentów, na temat sposobu zredagowania „Gazety Ubezpieczeniowej” nr 7, w której zamieściliśmy jeden po drugim dwa materiały zapowiedziane na pierwszej stronie gazety. „Sukces na sprzedaż”, to tytuł artykułu będącego relacją z Waszej III Konferencji Sił Sprzedaży, której integralną częścią był wywiad z Adamem Uszpolewiczem, wiceprezesem Nationwide Global Holdings pt. „Znajdziemy najlepszego kontrahenta”. „Zachować zimną krew” z kolei, to tytuł mojej rozmowy z Bogdanem Skuzą, prezesem Skandii, który poprzedził w gazecie wspomnianą relację z konferencji. Chciałabym publicznie powiedzieć, że taki był właśnie mój redaktorski zamysł. Chciałam niejako „ucywilizować” dyskusje na Wasz temat, bowiem do moich uszu dochodziło mnóstwo rozważań, spekulacji, plotek na temat możliwości sprzedaży polskiej części Nationwide. Uważam, że gorzej dla rynku robią wszelkie podskórne, nie wyrażane publicznie sądy niż postawienie sprawy wprost. Chciałam chwycić byka za rogi.
- Pani Redaktor, „Gazeta Ubezpieczeniowa” czytana jest głównie przez ludzi zawodowo zajmujących się ubezpieczeniami, agentów, w tym multiagentów i brokerów. Czasem sposób prezentacji pewnych kwestii i komentarzy może wpływać na to jak są odbierane. Informując rynek o zamiarach naszego właściciela liczyliśmy się z różnymi reakcjami konkurencji, mimo, że nasz sukces jest niepodważalny. W tym roku czujemy się jak zwycięzcy, ponieważ to co osiągnęliśmy, wolumen sprzedaży i wielkość zgromadzonych przez nas aktywów zdeklasowały całą grupę firm!
No to mam tytuł do naszej rozmowy: „Jesteśmy bezkonkurencyjni”. Może być?
- Jak najbardziej, bo jest prawdziwy! Jako główną dziedzinę naszej działalności traktujemy produkty inwestycyjne ze składką jednorazową opakowane w ubezpieczenia. I tutaj wstępne wyniki za zeszły rok pokazują, że prawdopodobnie mamy około jednej czwartej całego rynku tych produktów. Zajmujemy pierwsze miejsce w tym segmencie rynku, wyprzedzając tak potężne firmy jak PZU czy Commercial Union, które działają o wiele dłużej od nas.
Odebrać sukcesu Pan sobie nie pozwoli?
- Na pewno nie. Chciałbym natomiast odnieść się do kilku sformułowań i sądów, które były wygłoszone na łamach Pani gazety.
Mówi Pan o wywiadzie z prezesem Skandii Bogusławem Skuzą. Przeprowadziłam go na kilka dni przed Waszą Konferencją Sił Sprzedaży.
- Rozumiemy obawy Skandii, o to co będzie się dalej działo z Nationwide, bo wypływają one z potęgującego się poczucia zagrożenia. W ciągu kilku lat znacznie wyprzedziliśmy naszego konkurenta, okazaliśmy się o wiele bardziej dynamiczni. I niezależnie od tego, czy będziemy rozwijać się nadal w ramach grupy Nationwide, czy pod szyldem nowego, poważnego inwestora, to jesteśmy i będziemy nadal bardzo niebezpiecznym konkurentem. Trzeba założyć, że niezależnie od tego, który inwestor poprowadzi dalej ten biznes, to będzie realizował scenariusz dalszego, dynamicznego rozwoju. Jeśli spojrzymy na sprzedaż w pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku, to uzyskamy około 100 mln zł składki. Porównajmy to z zamierzeniami Skandii, która w ciągu całego roku chce zebrać przypis 150 mln zł. Tylko te dwie liczby pokazują różnice między nami.
A jak wygląda obecna sprzedaż w porównaniu z analogicznym wynikiem w roku ubiegłym?
- Jest większa o prawie 25 procent!
No, ale wszystko co dzieje się w gospodarce Wam pomaga. Cały rynek rośnie. Giełda osiąga rekordowe wyniki i tak dalej, i tak dalej.
- Owszem, ale jednym rośnie szybciej, innym wolniej. Nasi główni partnerzy zewnętrzni, multiagencje, banki i sieć własna cały czas sprzedają nasze produkty widząc dużą przyszłość w związaniu się z nami. Dlatego też źle odebraliśmy zamieszczone na łamach Pani gazety komentarze. Nasi współpracownicy zinterpretowali to jako atak na stworzoną przez nas wartość, na atmosferę zaufania, jaką darzymy się z naszymi partnerami zewnętrznymi.
Pan wielokrotnie mówił o atmosferze szczerości i otwartości. A słowo „atak”, jest dla mnie zbyt mocnym sformułowaniem.
- Atmosfera szczerości jest dla mnie osobiście bardzo ważna. A jeśli zaś chodzi o atak... Określmy to jako próbę zasiania pewnego niepokoju i niepewności. Nasi główni partnerzy nie tylko nie zmniejszają sprzedaży naszych produktów lecz zapowiadają wręcz ich zwiększenie, takie są plany np. Citibanku. Kilka dni temu podpisaliśmy też nową umowę z kolejnym bankiem, a inne rozmowy zbliżają się do finału.
Nie powie Pan jednak, że Wasi klienci nie czują się zaniepokojeni tymi ruchami biznesowymi wokół Nationwide?
- Otrzymaliśmy niewiele takich sygnałów bezpośrednio od naszych klientów. Ale i im nie ma się co dziwić, zaniepokojenie towarzyszy wszelkim zmianom. Należy jednak przypomnieć, że interesy klientów zabezpieczają podpisane z nami umowy a dodatkowo instytucje nadzorujące rynek ubezpieczeń, jak KNUiFE. Rynek kapitałowy działa w taki sposób, że trwa ciągły przepływ kapitału.
Ale my w Polsce nie jesteśmy może do tego jeszcze przyzwyczajeni?
- Staliśmy się częścią zachodniego świata i trzeba się przyzwyczaić do nowych warunków, bo innej drogi nie ma. Jeśli ktoś na ogólnoświatowym rynku kapitałowym uważa, że nadszedł dla niego czas, aby zrealizować zysk z wypracowanej wcześniej wartości, to po prostu to robi. Jeśli znajdzie się firma, która spełni oczekiwania Nationwide Global i kupi nasze Towarzystwo, będzie zapewne zainteresowana dalszym rozwojem spółki. W wywiadzie, o którym wspomniałem, padło znamienne sformułowanie, że dotychczas w Polsce żaden mariaż firm ubezpieczeniowych nie wyszedł. A dlaczego ktoś zakłada, że miałoby chodzić o mariaż? Do tej pory nie ma decyzji o sprzedaży - to po pierwsze. Po drugie - wśród potencjalnych zainteresowanych, według mojej wiedzy, przeważają firmy, których nie ma jeszcze na rynku polskim.
Czyli szykuje się do wejścia jakiś nowy, duży gracz?
- Jest to wielce prawdopodobne.
A co Pan powie o owych 15. latach, które są niezbędne do osiągnięcia zwrotu z kapitału, o czym była mowa w przywoływanej rozmowie?
- Podejdę do Pani pytania z innej strony. Nasze produkty skonstruowane są w taki sposób, że zakładają dość długi okres zwrotu. Są bardzo transparentne i wszelkie koszty są w nich całkowicie czytelne, co zdejmuje z nas ewentualne podejrzenia o jakiekolwiek manipulacje. Transparentność kosztów jest główną tezą filozofii naszego Towarzystwa. Natomiast zawsze mówiliśmy, że horyzont czasowy naszych produktów, po którym stają się one zyskowne, to 5 - 10 lat, ale nie więcej. Ważne jest to, że nasze produkty operują na bardzo niskiej marży i dlatego wymagają dużej skali, aby osiągnąć zysk. Dzisiaj zarządzamy portfelem blisko 900 mln złotych.
Kiedy osiągniecie miliard?
- Planujemy osiągnąć ten wynik na koniec pierwszego kwartału. Potrzebujemy zgromadzić około półtora miliarda złotych, by zapewnić spółce zyskowność i taką strategię konsekwentnie realizujemy. Nie ma zatem podstaw do jakichkolwiek obaw, że obecny właściciel spółki wycofuje się z polskiego rynku chcąc minimalizować straty. Na koniec podkreślę, że firma Nationwide osiągnęła w roku ubiegłym na świecie rekordowe zyski i znajduje się w świetnej kondycji finansowej.
I tym optymistycznym akcentem zakończymy naszą rozmowę. Dziękuję.
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Dodaj komentarz