Jedynym sposobem potwierdzania transakcji będą jednorazowe kody wysyłane na telefon komórkowy klienta. Podobne rozwiązania stosują inne działające w Polsce banki, ale system ING jest wyjątkowy, bo SMS-y z kodem autoryzacji nie są wysyłane zawsze. O tym, który przelew wymaga autoryzacji, decyduje system komputerowy. - Mechanizm został wyposażony w funkcję oceny poziomu ryzyka transakcji - tłumaczy Piotr Kochanowski, dyrektor departamentu bankowości elektronicznej ING BSK. - Rezygnacja z autoryzacji niektórych transakcji sprawi, że korzystanie z bankowości elektronicznej będzie wygodniejsze - wyjaśnia Wojciech Kordas, dyrektor departamentu zarządzania ryzykiem operacyjnym w ING BSK.
Jak tłumaczy Andrzej Koweszko, dyrektor ING BSK, o tym, która transakcja będzie wymagała potwierdzenia, zadecyduje algorytm.
- Będzie on oceniał zgodność transakcji z profilem zachowań klienta. Jeśli ktoś np. co miesiąc przelewa kilkadziesiąt złotych kieszonkowego dziecku czy płaci rachunek w gazowni, nie będzie musiał potwierdzać kolejnych tego typu transakcji - mówi Koweszko. - Jeśli nagle będzie chciał przelać kilka tysięcy na nieużywany wcześniej rachunek, to system wyśle wiadomość z kodem, bez którego transakcji nie uda się dokończyć - dodaje.
Bank twierdzi, że klienci ING BSK nie mają się czego obawiać. - W Polsce występuje mniej hakerskich ataków na banki elektroniczne i ich klientów. Zdarza się ich kilkanaście rocznie - uspokaja Andrzej Koweszko.
Michał Macierzyński z Bankier.pl nie podziela tego optymizmu. - Niektórzy klienci nie zrozumieją, dlaczego autoryzacji wymagają tylko niektóre transakcje. Mogą potraktować takie rozwiązanie jako poważne obniżenie poziomu bezpieczeństwa - uważa.
POLSKA Gazeta Opolska
Tomasz Boguszewicz































































