Jak doszło do awarii? Dziennik wyjaśnia, że na kotle narastał tzw. spiek, powstający z pyłów wydostających się z pieca zawiesinowego. W efekcie nawis o masie ok. 100 ton spadł, niszcząc kocioł. Chwilę wcześniej w tym miejscu przebywali ludzie. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
- Zdaniem wieloletnich pracowników zakładu Jak doszło do awarii? Dziennik wyjaśnia, że na kotle narastał tzw. spiek, powstający z pyłów wydostających się z pieca zawiesinowego. W efekcie nawis o masie ok. 100 ton spadł, niszcząc kocioł. Chwilę wcześniej w tym miejscu przebywali ludzie. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
- Zdaniem wieloletnich pracowników zakładu wypadek to skutek zaniedbań. Wystarczyło w odpowiednim momencie zatrzymać piec i oczyścić kocioł. Wtedy przerwa w produkcji byłaby trzy-, czterokrotnie krótsza.
Innego zdania jest KGHM. W rozmowie z "DGP" rzeczniczka spółki uznała, iż jedną z przyczyn była niewłaściwa konstrukcja przegrody kotła, która sprzyjała stopniowemu narastaniu spieku. Według rozmówców "DGP" spiek nie spadł z przegrody, lecz z innej części kotła.
KGHM zapłaci miliony Dziennik podaje, że naprawa kosztowała kilka milionów, ale KGHM zapłaci za awarię znacznie więcej.
- Dobowa wielkość produkcji to 650 ton miedzi. KGHM twierdzi, że awaria została usunięta w ciągu miesiąca. Brak produkcji przez 26 dni dawałby więc o 16,9 tys. ton miedzi mniej. Jesienią cena tony wynosiła ok. 7100 dolarów, a cena dolara – 3,60 zł. Mówimy więc o potencjalnej utracie ok. 430 mln zł przychodów lubińskiego giganta - wylicza Andrzej Szydła, były dyrektor huty Głogów w rozmowie z "DGP".