Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

Księgarnia


Zasady wywierania wpływu na ludzi. Szkoła Cialdiniego

Cena: 34,90 zł

Słownik

Wpisz szukane słowo

Efektywna stopa podatku:


Iloraz kwoty podatku zapłaconego i dochodu podlegającego opodatkowaniu.

zobacz pozostałe hasła...

2005-03-08 06:15 Źródło: Nowy Przemysł

Nowy Przemysł

Biznes z wylęgarni: Kapitalizm to nie tylko egoizm i chciwość


Przekazać swoją wiedzę o biznesie innym, wprowadzić ich w tajniki prowadzenia firmy, podpowiedzieć, gdy znajdują się przed trudnym wyborem – i to wszystko w warunkach poligonowych. Idea inkubatora przedsiębiorczosci pozostaje aktualna i potrzebna. Gorzej z praktyką...


Inkubatory przedsiębiorczości to pomysł będący zaprzeczeniem kapitalistycznego egoizmu i cnoty chciwości. Wylansowali go amerykańscy fanatycy przedsiębiorczości, którzy po przejściu swojego okresu burzy i naporu, decydowali się pomagać innym, aby było im lżej, aby nie popełniali elementarnych błędów, aby mieli szanse także twórczy innowatorzy, a nie tylko wyćwiczeni w bojach weterani obrotu gotówką.

Dziś w Stanach działa ponad 2000 różnego rodzaju inkubatorów i liczba ich rośnie. Mają swoje organizacje, swoich guru, periodyki i literaturę przedmiotu. To jest kawał współczesnej historii gospodarczej tego kraju. Dolina Krzemowa, Droga nr 8 są z ideą inkubatora spokrewnione i wiele jej zawdzięczają. Wraz z parkami technologicznymi, firmami garażowymi, drogą od pucybuta do milionera, nieustępliwymi komiwojażerami, młodzieńczą arogancją Billa Gatesa i samozadowoleniem Iacocci, składają się na amerykański etos przedsiębiorczości. Etos, którego nie potrafiliśmy dobrze podpatrzeć i wcielić w życie. Ale nie tylko my - reszta Europy także. Tyle tylko, że jest nadzieja, że może jesteśmy na dobrej drodze.

Inkubacja po naszemu

Polska nazwa jest bardzo trafna. W inkubatorze przedsiębiorczości panują cieplarniane warunki. Jest bezpiecznie, decydujące parametry bytowe są pod kontrolą. Można liczyć na opiekę "zarządu" i kooperację współtowarzyszy, pod ręką znajdują się liczne instytucjonalne formy wsparcia, związane ze sferą finansów, wiedzy prawnej, marketingu i logistyki.

Inkubator przedsiębiorczości to po prostu wylęgarnia przedsiębiorców. Taka jest idea. W naszej krajowej praktyce inkubator jest postrzegany przede wszystkim jako specyficzny biurowiec.

W kręgach ludzi branży twierdzi się, że aby był samowystarczalny, powinien mieć przynajmniej 2000 m kw powierzchni pod wynajem. Powinien też gromadzić konstelację firm, co najmniej kilkunastu, a lepiej kilkudziesięciu, o specyficznie dobranych profilach specjalizacji, tak aby niektóre, bazowe potrzeby można było zaspokajać w ramach usług wzajemnych. Dobry inkubator ma "lokatora-strategicznego" (jednego lub kilku), czyli okrzepły podmiot gospodarczy, który godzi się nie korzystać z ulg w czynszach lub innych usługach, dając w zamian gwarancje stabilności przedsięwzięcia.

W Polsce działa czterdzieści inkubatorów. Mają formę prawną: zakładu budżetowego, agencji działającej w imieniu struktur samorządowych (agencje rozwoju lokalnego, regionalnego), stowarzyszenia, fundacji, spółki z o.o. lub SA. Bez względu na różnice, są to niemal zawsze jakieś odgałęzienia jednostek publicznych. Inaczej niż na Zachodzie, w naszym kraju nie nadeszła jeszcze era inkubatorów zarządzanych przez podmioty komercyjne, które wydają się bardziej skuteczne w promowaniu przedsiębiorczości.

Największa ich liczba znajduje się na terenie województw śląskiego i łódzkiego, w dalszej kolejności - mazowieckiego, warmińsko - mazurskiego oraz zachodnio-pomorskiego. To rejony albo o dużej aktywności przedsiębiorstw z grupy MSP (śląskie, łódzkie, mazowieckie) albo bieguny bezrobocia.

Entuzjazm pionierów

Polskie inkubatory powstawały przez całe lata dziewięćdziesiąte. Niektóre na początku (Jastrzębie, Knurów, Szczecin, Poznań), większość pozostałych, pomiędzy 1993-1999. Ich twórcami byli z reguły entuzjastycznie nastawieni działacze samorządowi, związani ze środowiskami biznesowymi, którzy z zagranicznej misji gospodarczej wrocili zaintrygowani tego rodzaju rozwiązaniem.

Formuła inkubatorów z początku lat dziewięćdziesiątych była "dokładnie na miarę czasu": czynsze w "normalnych" biurowcach był dość wysokie (więc każda oferowana ulga była nieoceniona), zaś dobra koniunktura obiecywała sukces niemal każdemu sensownemu przedsięwzięciu biznesowemu.
Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej uruchomiło program, którego jeden z elementów - "Projekt rozwoju małej przedsiębiorczości" - stwarzał szerokie możliwości działania. Niemal wszystkie ówczesne projekty (w liczbie ok. 60) skorzystały z tej ścieżki. W efekcie powstało w kraju około 50 inkubatorów. Najwięcej w europejskim obszarze na wschód od Odry!

Krajowi działacze przedsiębiorczości uzyskali wsparcie instytucjonalne ze strony organów administracji państwowej, integrowali się jednak i wymieniali informacje także w strukturach pozarządowych. W Poznaniu w 1992 r. powstało bardzo wpływowe Stowarzyszenie Organizatorów Ośrodków Innowacji i Przedsiębiorczości, które od początku lat dziewięćdziesiątych organizuje doroczne konferencje, zapraszając wybitnych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Prowadzi też szeroką działalność wydawniczą, zaś od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych obszerną witrynę internetową (http://www.sooipp.org.pl).

Kilka chudych lat

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych koniunktura w całej gospodarce zaczęła się pogarszać. Okazało się, że przedsięwzięcia promujące przedsiębiorczość są bardzo wrażliwe na tego rodzaju wahania. Coraz mniej osób potrafiło z sukcesem rozpoczynać działalność gospodarczą, niektóre z inkubatorów coraz bardziej upodobniały się do zwyczajnych, komercyjnych biurowców. I okazywało się, że magnesem były nie tyle preferencyjne czynsze, co szczęśliwie znaleziony przyczółek rynkowy, pozwalający na skuteczne prowadzenie działalności gospodarczej.

Gdy pojawiły się znaczące fundusze przedakcesyjne, gdy zaczęła działać Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), gdy na rynek pracy (i rynek gospodarczy) trafiła największa od 1989 roku fala solidnie wykształconych absolwentów, formuła promocji przedsiębiorczości ludzi młodych załamała się.

Już od połowy lat dziewięćdziesiątych wyraźne jest pęknięcie na rynku przedsiębiorczości. Uwieńczone sukcesem debiuty dwudziestolatków należą do rzadkości. W ankiecie działającego w ramach poznańskiego Stowarzyszenia - dr. Krzysztofa Matusiaka, menedżerowie ruchu inkubatorów wymieniali utrudnienia i bariery w rozwoju kierowanych przez siebie instytucji. Były nimi w kolejności: zła sytuacja gospodarcza w regionie, brak środków na wyposażenie i adaptację obiektów, brak chętnych do założenia własnej firmy (!)... Inkubator nie był dobrym sposobem na trudne czasy.

Kilkanaście inkubatorów zmieniło formułę działania, odchodząc od idealistycznych rozwiązań z pierwszego okresu, pozostając zwykłymi obiektami biurowymi lub zachowując jedynie pozory bycia inkubatorem. Obecnie działa ich najwyżej 40.

Coś się wyczerpało...

Co? Po pierwsze, cała polska gospodarka znalazła się w stanie dotkliwego kryzysu strukturalnego. To nie są dobre warunki dla przedsiębiorczości w ogóle, a dla przedsiębiorczości młodych w szczególności.

Po drugie, szczególnemu kryzysowi uległy krajowe rynki lokalne. Owe rynki lokalne, zwłaszcza usługowe, miały szczególne znaczenie dla firm zrzeszonych w inkubatorach. Dezintegracja tych rynków jest najbardziej widoczna w niedużych (powiatowych) miejscowościach, wyrosłych niegdyś wokół pojedynczego, wiodącego zakładu pracy. Jego upadek powodował drastyczne pogorszenie sytuacji wszystkich okolicznych firm, szczególnie tych, które dopiero szukały swego miejsca na rynku.

Po trzecie, w ostatnich pięciu - ośmiu latach nastąpiły głębokie zmiany w samej formule gospodarki wolnorynkowej. Gros wspomnianych przemian dotyczy szerokiego wykorzystywania możliwości Internetu. Mniejsze znaczenie ma obecnie lokalizacja firmy, nie tak ważne jest fizyczne przemieszczanie się osób, wzrasta rola telekomunikacji, a nade wszystko znaczenia nabierają kwalifikacje związane z technikami informatycznymi. W tej sytuacji inkubator jako specyficzny biurowiec, o nieco niższych (nie zawsze zresztą) niż "w pełni komercyjna" konkurencja czynszach i dość prozaicznych w gruncie rzeczy usługach, to mało atrakcyjny przybytek dla młodych firm.

Potrzebne dobre towarzystwo

W tej sytuacji znaczenia nabiera cecha nazywana w literaturze przedmiotu "dobrym towarzystwem". Kto prowadził kiedykolwiek firmę, szczególnie niedużą, kilkuosobową, wie jakie znaczenie ma sąsiedztwo pozytywnie nastawionych podmiotów, na których pomoc można liczyć w różnych codziennych sytuacjach. "Dobre towarzystwo" stwarza również możliwość bezgotówkowej, barterowej wymiany niezbędnych usług.

Dla inkubatorów ważna jest również szeroko rozumiana sfera doradcza. Formalnie oferują ją wszystkie funkcjonujące inkubatory. Ale niekoniecznie chodzi o porady przez duże "P", płatne, kompleksowe, dotyczące całej dziedziny. Często o dobrą radę pytamy kogoś doświadczonego, bywałego w biznesie, kto coś podpowie, podrzuci bezcenne nazwisko, telefon czy adres internetowy. Z taką formą wsparcia jest dużo gorzej ponieważ w krajowych inkubatorach ludzi o takich kompetencjach z reguły po prostu nie ma. Wszystkie opisane czynniki nie są związane z trwałym majątkiem, infrastrukturą, kosztownymi inwestycjami. Dotyczą sfery zachowań i kompetencji.

Można by powiedzieć, że sam budynek, powstały przed laty w wyniku kosztownych na ogół inwestycji, jest obecnie mniej ważny (kwota przeznaczona na adaptacje i wyposażenie inkubatora to w sumie ok. 1 mln zł). Można wręcz sobie wyobrazić doskonale funkcjonujący i spełniający wszystkie podręcznikowe funkcje "inkubator bez ścian", zrzeszający firmy znajdujące się w jednym mieście, gminie, powiecie, połączonych siecią organizacyjnych i komunikacyjnych więzi. Inkubator, będący czymś w rodzaju klubu, stowarzyszenia, sieci partnerskiej. Jeżeli przyjąć, że istotą rzeczy jest tutaj wzajemne wsparcie, szeroko rozumiana pomoc pozioma i pionowa (oferowana przez inkubator), doradztwo i szkolenia, to właśnie taki inkubator ma szanse wypełniać te zadania najskuteczniej.

Pierwszym przykładem takiej struktury jest powstały w ubiegłym roku Inkubator Akademicki. Jest to klasyczna struktura sieciowa, integrującą dziesięć - jak na razie - szkół wyższych, rozsianych na terenie całego kraju. Osoby funkcjonujące w jego ramach nie muszą od razu zakładać firm - co jest słusznie postrzegane jako działanie kosztowne i bardzo kłopotliwe. Mogą ograniczać się do działania gospodarczego za pośrednictwem instytucji inkubatora (formalnie jest to fundacja). Uczestnicy inkubatora nie muszą funkcjonować w jego murach, wręcz wskazane jest działanie z dogodnego dla siebie miejsca (np. z domu). Co ważne, IA nie zaangażował się w kosztowne adaptacje budowlane, przeznaczając posiadane środki na wsparcie stypendialne wyłonionych w konkursach, najbardziej twórczych i oryginalnych projektów. Inkubator Akademicki posiada możnych sponsorów (Eurobank + kilka innych firm o randze ogólnopolskiej), którzy zgodzili się udostępnić mu fundusze, z nakierowaniem na wsparcie nieinwestycyjne. Już dziś można powiedzieć, że stanowi on przełom w pojmowaniu roli wspierania przedsiębiorczości ludzi młodych i być może wskazuje drogę dla inkubatorów od lat funkcjonujących w naszym kraju.

Duma czy rozczarowanie?

Historia i teraźniejszość polskich inkubatorów z jednej strony napawa dumą, z drugiej pozostawia poważny niedosyt. Wiele wskazuje na to, że nie ma lepszego sposobu wspierania przedsiębiorczości młodych niż formuła inkubatora. Ale skala laboratoryjna, na jaką to do tej pory się działo, to obecnie stanowczo za mało! Chciało by się tych inkubatorów w naszym kraju było znacznie więcej. Do tego potrzebny jest jednak adekwatny projekt, ponieważ pierwotna formuła inkubatora-biurowca dawno już się wyczerpała. Drogę wskazują dziś rozwiązania Inkubatora Akademickiego, ale nie da się ich prosto zastosować w innych, "normalnych", regionalnych inkubatorach.

Inkubatory powinny stworzyć własną strukturę organizacyjną, będącą formą koordynacji działań i przepływu informacji. Powinny uwolnić się od czapy administracyjnych powiązań lokalnych, uprościć strukturę i obniżyć koszty funkcjonowania. Powinny wprowadzić wewnętrzny samorząd, aby ich uczestnicy nie czuli się tylko najemcami lokali. Zarządy i samorządy inkubatorów powinny mieć do dyspozycji, przynajmniej przez jakiś czas, środki finansowe, nie przeznaczane na inwestycje, a na wsparcie obrotowe firm.

Masowe przedsięwzięcia szkoleniowe powinny być realizowane w oparciu o struktury inkubatorów, zaś różnego rodzaju szkolenia i seminaria powinny się odbywać na ich terenie, awansując inkubatory do roli lokalnych centrów przedsiębiorczości.

Wiesław Bełz




Komentarze do artykułu
 Narzędzia Bankier.pl
  Zestawienie kont firmowych
  Wyszukiwarka kredytów dla firm
  Niezbędnik podatnika i przedsiębiorcy
  Przetargi - wyszukiwarka

Wiadomość przez email

Dziennik Bankier.pl
Tygodnik Firma
Twój e-mail:

Centrum Finansowe

Zamów online produkty finansowe: