Firma Apple uruchomiła przed weekendem, w piątek 10 kwietnia, przedsprzedaż szumnie zapowiadanego zegarka – Apple Watch. Wskutek masowych zamówień internetowych, najpopularniejszy wariant produktu rozszedł się w zaledwie… kilkadziesiąt minut.



Już po godzinie od oficjalnego umożliwienia składania zamówień tylko kilka najmniej popularnych modeli sportowych zegarka można było zamówić z gwarantowaną dostawą w dniu premiery – 24 kwietnia. Ci, którzy przespali otwarcie przedsprzedaży, będą musieli poczekać na swój egzemplarz 4-6 tygodni, a w niektórych przypadkach nawet do lipca – donosi „Fortune”. Wyprzedany został nawet najdroższy model Apple Watch Edition, kosztujący horrendalną sumę 17.000 dolarów amerykańskich (ok. 64.430 zł dla kursu 3,79 PLN/USD z dnia 10.04.2015 r.).
Cały nakład został wyprzedany o 6:00 rano czasu wschodnioamerykańskiego. To oznacza, że wystarczyły zaledwie trzy godziny, by najbardziej zagorzali entuzjaści gadżetów z logiem nagryzionego jabłka wykupili wszystkie sztuki. Nie wiadomo niestety, ile faktycznie sztuk trafiło do przedsprzedaży. Według szacunków serwisu Slice Intelligence, w samych Stanach Zjednoczonych na przedpremierowy zakup zegarka od Apple pokusiło się 957 000 internautów. Według statystyk, na jeden zegarek przypada 332 Amerykanów.
Niektóre media sugerują, że Apple celowo wprowadziło na rynek za mało sztuk, by jeszcze bardziej napompować bańkę wokół jej produktu. Na ostateczne wnioski i potwierdzenie tej tezy przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać do czasu, gdy Apple pochwali się liczbą sprzedanych sztuk.

/mg





























































