Jesteś już tak daleko od pierwotnego tematu, że właściwie prowadzisz rozmowę sam ze sobą.
Od początku dyskusja dotyczyła zarzutu hipokryzji środowiska Bąkiewicza. Ty natomiast od kilkunastu wpisów próbujesz za wszelką cenę przenieść rozmowę na brutalność policji.
To jest zwykła ucieczka od argumentu.
Nawet gdyby założyć, że policjanci zachowali się nieprawidłowo, nie zmienia to ani o milimetr tezy Witkowskiego. Nadal pozostaje pytanie, dlaczego ludzie domagający się twardego traktowania innych nagle stają się wielkimi obrońcami praw zatrzymanych, gdy sprawa dotyczy ich własnego środowiska.
Na to pytanie nie odpowiedziałeś ani razu.
Zamiast tego sam ogłosiłeś się ekspertem od niemieckiego prawa, sam przeprowadziłeś dochodzenie, sam wydałeś wyrok i sam stwierdziłeś popełnienie przestępstwa przez funkcjonariuszy. Brakuje tylko, żebyś sam jeszcze rozpoznał apelację.
Najzabawniejsze jest jednak to, że zarzucasz innym manipulację, a sam opierasz całą argumentację na twierdzeniu: „nie zrobili nawet kroku”. Jakby legalność działań zależała od długości wykonanego marszu. Jeśli wcześniej wydano polecenie zakończenia zgromadzenia lub odstąpienia od określonych działań, to kwestia jednego kroku nie ma żadnego magicznego znaczenia prawnego.
Potem dochodzi już tylko propaganda. „Bundesbanditen”, „rzucili się jak wściekłe psy”, „umundurowani bandyci”. To nie są argumenty. To są emocjonalne okrzyki mające zastąpić argumenty.
W całym tym wątku najbardziej wymowne jest jedno: za każdym razem, gdy wraca temat hipokryzji środowiska Bąkiewicza, natychmiast uciekasz do policji, Berlina, Tuska, Trzaskowskiego albo szpitala w Warszawie.
To dlatego nie jesteś w stanie wygrać tej dyskusji. Nie dlatego, że brakuje ci informacji. Dlatego, że od początku nie odpowiadasz na argument, który został postawiony.