

Loft to też mieszkanie, święta prawda. Podobnie jak apartament czy lokal w willi. Tylko czy aby na pewno takie nieruchomości miał na myśli ustawodawca, projektując rządowy program dopłat do kredytów mieszkaniowych przy zakupie pierwszego własnego M?

Fot. Thinkstock/Bankier.pl
W ciągu ostatniej dekady klienci zdążyli przyzwyczaić się do kreatywności deweloperów. Jasna sprawa, że wszystkie mieszkania są położone blisko centrum a jednocześnie w spokojnej dzielnicy, przestronne i jednocześnie tanie. W kontekście uruchomionego w tym roku programu „Mieszkanie dla młodych” niektóre ich zabiegi to kuriozum. Deweloperzy chwalą się, że z pomocą rządu można u nich kupić apartament, mieszkanie willowe albo loft.
Kup nowe – państwo pomoże
Ustawa o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi, podobnie jak poprzedzający ją dokument regulujący zasady programu „Rodzina na swoim”, miała umożliwiać finansowe wsparcie osobom najbardziej go potrzebującym. Z tego też względu, mimo że nie mówi się dosłownie o osobach w trudnej sytuacji finansowej, w treści ustawy pojawia się zamknięty katalog osób uprawnionych do dopłat – są nimi młode małżeństwa, osoby samotne lub samotnie wychowujące dziecko.
Finansową pomoc przy zakupie pierwszego mieszkania będą mogli uzyskać tylko, jeśli kupią mieszkanie na kredyt i od dewelopera. W związku z tym od samego początku prac nad ustawą opozycja zarzucała pomysłodawcom wspieranie nie tyle młodych, co deweloperów. – Nie jesteśmy przeciw deweloperom, ale zastanawiamy się, co powoduje, że wpadacie w taki żelazny ich uścisk – mówił podczas debaty nad programem jeden z posłów PiS-u. – Dlaczego ludzie na wsiach, w małych miastach nie mogą być objęci tym wsparciem? Dziwię się, że pominęliście ludzi mieszkających na wsiach, w małych miasteczkach, w 3/4 powiatów – dodawał.
– Myślę, że ten projekt powstał tylko po to, żeby pokazać, iż jest coś nowego, nowy pomysł – uzupełniał przedmówcę jeden z posłów SLD. – Jednak czy rzeczywiście to wsparcie dla tych ludzi będzie? Te wszystkie ograniczenia, które wprowadzono, jeśli chodzi o rynek wtórny, możliwość budowania domu jednorodzinnego itd. spowodują, że to wsparcie naszym zdaniem będzie bardzo minimalne – dodawał. Głosy oponentów na nic się jednak nie zdały. Program wystartował 1 stycznia i, w istocie, na rządowej pomocy bogacą się sprzedawcy nowych mieszkań.
Apartamenty, lofty, rezydencje „dla młodych”
Teraz kropla współczucia. Deweloperowi w walce z konkurencją na rynku nie jest łatwo. W końcu na wszystkie te duże, tanie i atrakcyjne mieszkania muszą znaleźć się nabywcy. Walka o klienta jest zaostrzona – wszystko w imię wyróżnienia się z tłumu. Nie w modzie już zwykłe (tanie) mieszkania. Mieszkania muszą być teraz tanie i niezwykłe. Tu kończy się współczucie. Dalej są już tylko 40-metrowe "apartamenty", tanie "lofty" dla każdego, mieszkania w rezydencjach i willach na każdą kieszeń. Oczywiście wszystko w programie „Mieszkanie dla młodych”.
Weźmy Szczecin. Apartamenty przy Bandurskiego. „To pierwsze tego typu przedsięwzięcie na szczecińskim rynku mieszkaniowym (…) Na szczególną uwagę zasługuje bryła budynku i zastosowane na poszczególnych piętrach uskoki, które konstruktor wykorzystał na budowę dużych, atrakcyjnych tarasów (…) Dzięki lokalizacji inwestycji przyszli mieszkańcy mają zapewnione niezwykłe widoki (…) Deweloper zadbał także o najbardziej wymagających klientów”. Jak przekonuje deweloper, propozycja to nie dla każdego. Na stronie www nie sposób jednak nie dostrzec wielkiej reklamy zapewniającej, że „apartamenty” może nie dla każdego, ale dla młodych na pewno. Wymagany w Szczecinie maksymalny limit ceny 1 mkw. mieszkania kupowanego z dopłatą to 4339,50 zł (pełna tabela obowiązujących limitów). Obecnie w sprzedaży niespełna 10 lokali o cenie od 3992 zł i metrażu spełniającym warunek MdM.
„Apartamenty” z rządową dopłatą sprzedają też w Krakowie przy ul. Sapiehy. „Wielorodzinny budynek o nieregularnej, nowoczesnej bryle (…)Wygodne apartamenty o niewielkim metrażu umożliwiają swobodną aranżację wnętrza”. W stolicy Małopolski 1 mkw. mieszkania z dopłatą nie powinien kosztować więcej niż 4894,45 zł. W internetowej wyszukiwarce mieszkań sygnały, że niektóre lokale spełniają kryteria MdM-u. Faktycznie. 45-metrowe „apartamenty” można kupić za niewiele ponad 200 tys. zł, płacąc 4690 zł za 1 mkw.
MdM: apartamenty w Krakowie. Źródło: materiały dewelopera.
Jeszcze wyżej poprzeczkę podniesiono w Łodzi. To przemysłowe miasto przoduje na rynku loftów (podobno to tutaj powstały pierwsze w Polsce prawdziwe lofty) i najwyraźniej zaczyna mieć na tym tle jakiś kompleks. Dobrze, jeśli budujący w Łodzi, łódzkim zwyczajem, buduje też lofty. Jeden z nich proponuje takie mieszkania przy ul. Tylnej. „(…) to znacznie więcej niż estetyka i wygoda. Równie mocno troszczymy się o Państwa spokój – system monitoringu oraz profesjonalna ochrona zapewnią poczucie bezpieczeństwa niezbędne, by w pełni cieszyć się własnym mieszkaniem. Wysoka jakość projektu i realizacji (…) Dbałość o detale i standard wykończenia elementów w zdecydowany sposób wyróżniają tę realizację spośród wielu innych, prowadzonych obecnie w Łodzi”. Nic tylko oferta dla smakoszy.
MdM: lofty w Łodzi. Źródło: materiały dewelopera.
Jedna z internetowych wyszukiwarek nieruchomości sugeruje jednak, że i tutaj można upolować „Mieszkanie dla młodych”. Maksymalna dla Łodzi cena 1 mkw. mieszkania kwalifikującego się do dopłaty to 5031,40 zł za 1 mkw., co przy maksymalnej powierzchni 75 mkw. (a przecież loft powinien być przestronny) ustawia górną granicę ceny na poziomie 377 355 zł. Jak pokazują wyniki poszukiwań, to da się zrobić. 53-metrowe (!) lofty do kupienia już od ok. 267 tys. zł.
Kto deweloperowi zabroni?
Polujący na rządowe dopłaty do kredytów mieszkaniowych powinni znaleźć w ofercie deweloperów coś dla siebie. Od najpopularniejszych apartamentów, przez wspomniane lofty, na mieszkaniach w rezydencjach (jak choćby w Bydgoszczy czy podwarszawskim Piastowie) kończąc. Oczywiście mając na uwadze, że większość z nich to raczej wyroby apartamentopodobne lub nie mające wiele wspólnego z prawdziwym loftem.
Deweloperzy liczą jednak, że nikt nie będzie czepiał się słówek. Że mniej istotne, co dokładnie mieści się w pojęciu mieszkania luksusowego, ważne, że po prostu brzmi lepiej. Czy można uprawiającemu grę słów deweloperowi cokolwiek zrobić? Nie. No chyba że, w akcie wewnętrznej niezgody, nie kupić.
mwc



























































