Nie upieram się przy swoim zdaniu, bo nie czuję się ekspertem w prawie upadłościowym.
Dalsza dyskusja, co może nadzorca, a co może zarząd bez jego zgody i jakie skutki przyniosłoby, gdyby zarząd zadziałał bez zgody, niechybnie przerodziłaby się w "strzyżono - golono". Problem tkwi w tym, że nie jest zdefiniowane w Ustawie, co jest "zwykłym zarządem".
Zamiast rozważać, co nadzorca może, lepiej zastanowić się, co nadzorca chce.
Nadzorca kontroluje zarząd pod kątem, aby nie działał na szkodę MAJĄTKU spółki, co ograniczyłoby zdolność do zaspokojenia wierzycieli. Natomiast, czy działania zarządu są na szkodę akcjonariuszy, to nadzorcy nie interesuje. Emisja dodatkowych akcji po jakiejkolwiek cenie bez pp. może być szkodą dla dotychczasowych akcjonariuszy, ale szkodą dla spółki NIE jest - jest nawet działaniem na rzecz dobra: zwiększają się kapitały własne spółki, więc zwiększa się zdolność do zaspokojenia wierzycieli.
Jak się akcjonariuszom mniejszościowym emisja nie podoba, to mogą uchwałę WZ oprotestować w sądzie. Szukania ratunku u nadzorcy odradzam, bo to bez celowe.
To do tych, którzy chcieliby skarżyć się w sprawie emisji dla Bomi.
Wasze akcje stracą, ale Bomi zyska.
A teraz o emisji w Rabacie.
Dobra, zarząd potrzebuje upoważnienia od nadzorcy w sprawie głosowania nad emisją.
Zastanówmy się, dlaczego takiej zgody miałby nie dostać? Czy protesty na cokolwiek się zdadzą?
Rabat jest bez kasy, nie prowadzi normalnej działalności (ja tu już mówię tylko o Pruszczu). W zasadzie nie prowadzi już chyba żadnej. Jeśli dokapitalizownie ma wznowić działalność, to czy jest dobre dla Bomi, czy nie?
Przykładu o zrujnowanym domku pod wynajem nie chcę powtarzać. Może więc inny: na środku pustyni zabrakło paliwa. Pojawia się "rycerz na białym koniu" z benzyną. Oferta jest złodziejska: "paliwo na tyle aby się wydostać, ale w zamian przepisanie pół wartości auta". Jest to działanie na szkodę współmałżonka - współwłaściciela samochodu, czy nie?