FOXY.
Kiedyś (bardzo dawno temu, kiedy pracowałem nie na swoim), mój pracodawca nie zapłacił mi za pięć miesięcy pracy (pracodawca państwowy), następnie chciał się mnie pozbyć wręczając mi wypowiedzenie.
Czy poszedłem z tym do Sądu? Nie. "Ukradłem" mu samochód służbowy, którym woził dupę i schowałem u kumpla na wsi, następnie napisałem do pracodawcy i ówczesnej milicji pisma, że to ja "ukradłem" ten samochód i oddam go oczywiście pod warunkiem wypłacenia mi wynagrodzenia za pracę z odsetkami wraz z zadośćuczynieniem.
Myśisz, że ja miałem problemy? Otóż nie. Przyjechał jeden milicjant po cywilnemu do mojego mieszkania w "sprawie pisma".
To pracodawca zginał kark przed ówczesnymi włodarzami - mało - wykryto z urzędu przekręty i resztę się domyślasz.
A ja otrzymałem to, co mi się należało.
Myśl i działaj...