Jak najbardziej straty biorę na klatę ale nie jest tak jak piszesz bo instytucje do tego powołane w tym w procesie naprawczym są faktem (teoretycznie mają służyć ochronie wierzycieli) i jak najbardziej w spółkach (nie tylko giełdowych) biegły ma być instytucją zaufania.
Jeżeli państwo uwiarygadnia proces naprawczy nadając pieczęcie poszczególnym instytucjom to jest to czynione w jakimś celu. Niestety to nie zdaje egzaminu bo w wielu przypadkach mamy do czynienia z działaniami fasadowymi a nawet wręcz uwiarygadniającymi.
Jeżeli jest jakiś opis (towaru w tym przypadku spółki poprzez raport) to mniej więcej powinien być on zgodny zwłaszcza, że proces naprawczy no ale tutaj po kilku miesiącach okazało się, że jest znacznie inaczej mimo, że pod tym podpisał się biegły i nadzorca. Co więcej mamy do czynienia z pewną arogancją (w tym mentalną) na pozycjach kosztowych. I nikt nie chce? nie umie? nie ma siły przebicia to zmienić.
Twoje podejście oznaczałoby, że giełda i w ogóle cały rynek spółek handlowych jest dziką amerykanką nastawioną na wydojenie za pośrednictwem de facto państwa ( instytucje zaufania uwiarygadniają poprzez raporty i biegłych) a ze swej strony między wolnym rynkiem a wolną amerykanką widzę znaczną różnicę.
No i przede wszystkim całe prawo upadłościowe jest w pewnym sensie regulacją na takie sytuacje.
Bierz pod uwagę, że w przypadku Marki mamy do tego z niepłynną spółką a więc nie można w sposób rynkowy wyjść ze spółki.