REKLAMA
TYLKO U NAS

Jeszcze poczekamy na lepsze czasy dla hipotek

2012-02-17 07:20
publikacja
2012-02-17 07:20
Raport Komisji Nadzoru Finansowego o sytuacji banków w okresie I-IX 2011 jednoznacznie pokazuje, że trwająca korekta na rynku nieruchomości w połączeniu z osłabieniem złotego, to mieszanka może na dzień dzisiejszy  jeszcze nie wybuchowa, ale już posiadająca cechy bomby z opóźnionym zapłonem – uważają analitycy rynku nieruchomości - RynekPierwotny.

Wrażenie robi przede wszystkim informacja o podwojeniu w ciągu pierwszych 9-ciu miesięcy ub. roku liczby oraz wartości kredytów mieszkaniowych o LTV większym niż 100%, odpowiednio z niespełna 150 tys. na koniec 2010r. do około 300 tys. na koniec września br., oraz z 56 mld do około 100 mld zł.

Wskaźnik LTV (Loan to value) odnosi wysokość  udzielonego kredytu (bieżącego długu) do aktualnej wartości zabezpieczeń spłaty wierzytelności. – Na dzień dzisiejszy statystyka ta szczęśliwie nie powinna ulec dalszemu pogorszeniu, ponieważ na 3Q 2011 r. przypadło apogeum deprecjacji złotówki, a z drugiej strony korekta cen nieruchomości przebiega w stałym wyważonym trybie. Jednak fakt ten z punktu widzenia perspektyw procesu utrwalania stabilności finansowej krajowego rynku nieruchomości nie ma żadnego znaczenia.

Co więcej, dziś absolutnie nic nie wskazuje na to, aby prędko miał ukazać się raport KNF-u sygnalizujący pierwszą poważną poprawę parametrów portfela kredytów hipotecznych rodzimych banków – mówi Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

„W przypadku istotnego pogorszenia jakości portfela tych kredytów i konieczności realizacji przez banki zabezpieczeń na masową skalę (przy braku możliwości skutecznej realizacji innych zabezpieczeń), część klientów i banków musiałaby ponieść wysokie straty. Dlatego też banki powinny ustanowić dodatkowe zabezpieczenia lub też zabezpieczyć wzrost ryzyka dodatkowym kapitałem”- ostrzega w swoim raporcie KNF. Nieracjonalnie zakładając nawet eliminację ryzyka kolejnej zapaści złotego, już sama kontynuacja przeceny rodzimych nieruchomości mieszkaniowych może stać się czynnikiem silnie komplikującym perspektywy stabilności finansowania rynku nieruchomości przez banki. Wynika to z przewidywanej konieczności tworzenia zalecanych przez KNF dodatkowych zabezpieczeń, czy też gromadzenia kapitału na zabezpieczanie ryzyka, co będzie działaniem nie tylko absorbującym i kłopotliwym ale przede wszystkim wysoce kosztownym. Trudno sobie wyobrazić, by gros tych potencjalnych obciążeń nie zostało przez banki  przerzucone na przyszłą klientelę hipoteczną  poprzez wzrost kosztów okołokredytowych.

Prognozy oby nierealne


Tymczasem z każdym dniem rośnie intensywność medialnego przekazu procesu spadków cen nieruchomości, który przybiera coraz bardziej emocjonalną formę. Już pobieżna lektura większości prezentowanych na forach opinii zakłada nieuchronność dalszej, tym razem bardziej spektakularnej, przeceny mieszkań nawet o kolejne 30 proc. Tego typu rozumowanie ma sens wyłącznie w odniesieniu do wciąż rekordowo niskiej dostępności nieruchomości w Polsce. Jednak uwzględniając okołorynkowe realia, prognozy tego typu wydają się raczej „myśleniem życzeniowym”, w dodatku bez jakiejkolwiek świadomości skutków ich realizacji.

Jarosław Jędrzyński uważa, że w świetle raportu KNF widać jak na dłoni, iż na obecnym zaawansowanym już etapie cyklu korekcyjnego każda kolejna zniżka cen powoduje istotne pogorszenie jakości portfela kredytów mieszkaniowych poprzez wzrost wolumenu kredytów z długiem hipotecznym przewyższającym wartość finansowanej nieruchomości. – Trzeba także pamiętać o bardzo realnym ryzyku kursowym – przestrzega z kolei Paweł Moszczyński z portalu RynekPierwotny.com. – Z całą pewnością pośród 300 tys. kredytów z LTV powyżej 100% na rynku już dziś „wegetuje” pokaźna liczba takich, dla których ten wskaźnik przekracza nawet 150%. W tym stanie rzeczy trudno sobie wyobrazić metodykę udzielania kredytów hipotecznych  oraz aktywność sektora bankowego  w obszarze finansowania rynku nieruchomości w środowisku kolejnego etapu, tym razem znacznego spadku ich cen i ewentualnej równoległej deprecjacji złotego.

Banki w tego typu okolicznościach raczej skupiłyby się na zabezpieczaniu posiadanych pozycji, maksymalnie ograniczając akcją kredytową tak w kwestii obsługi indywidualnych nabywców jak i deweloperów – dodaje Moszczyński. Analogiczny stan rynku nieruchomości, na którym postępującej przecenie towarzyszył silny regres kredytowania hipotecznego stymulujący spadek efektywnego popytu równoważącego podaż, mieliśmy już np. w Hiszpanii przed czterema laty. Tam w 2008 roku spadek wolumenu kredytów hipotecznych oraz liczby transakcji zaledwie o jedną czwartą spowodował zapaść na tamtejszym rynku nieruchomości, której tragiczne skutki  jeszcze długo będą wpływać na stan iberyjskiej gospodarki.

Ograniczony potencjał spadków?


Średnia cena metra kwadratowego mieszkania wprowadzonego na rynek warszawski przez deweloperów w 4Q 2011 roku wyniosła około 6800 zł. To nominalnie (bez uwzględnienia inflacji) poziom ceny ofertowej z początku 2006 roku, a więc wstępnej fazy boomu. Wiadomo jednak, że to nie koniec korekty. Jaki poziom ceny mkw. dla stołecznej inwestycji byłby więc odpowiedni dla końca fazy spadkowej? – Niestety na tak postawione pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Wynika to z konfliktu interesów pomiędzy tymi, którzy dopiero planują zakup swojego pierwszego lokum, a setkami tysięcy rodzin, które nabyły mieszkanie w trakcie boomu po spekulacyjnie wywindowanych cenach, a dziś często borykają się ze „złym” kredytem hipotecznym – mówi Jarosław Jędrzyński z portalu RynekPierwotny.com.

Raport KNF-u jest pierwszym poważnym sygnałem, że krajowa mieszkaniówka niczym w krzywym zwierciadle prezentuje się gorzej niż można było tego oczekiwać, przez co potencjał spadkowy rynku wydaje się już dość mocno ograniczony. Gdyby tak miało nie być, to ryzyko scenariusza zakładającego przekroczenie przez rodzimy rynek nieruchomości mieszkaniowych granicy, na której korekta przechodzi w załamanie, znacząco by wzrosło.     



/ rynekpierwotny.com

Źródło:Informacja prasowa
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (10)

dodaj komentarz
~cdl
Z artykułu wynika, że redaktorek kupił ns górce i ma już pełne portki.
~pipol
No nie, jest ok. Niech spada. A co mnie kurna obchodzi ten milion rodzinek co sie dali nabrać na hossę i se zakupili we frankach po2 zeta i na samej górce. Czeka ich bankrut to pewne, ale teraz idzie czas kupowania przez madrych myślących ludków czyli mój czas. a co mnie te banki obchodzą ???? A niech je cholera weźnie. Przyjda inne No nie, jest ok. Niech spada. A co mnie kurna obchodzi ten milion rodzinek co sie dali nabrać na hossę i se zakupili we frankach po2 zeta i na samej górce. Czeka ich bankrut to pewne, ale teraz idzie czas kupowania przez madrych myślących ludków czyli mój czas. a co mnie te banki obchodzą ???? A niech je cholera weźnie. Przyjda inne i dadza kredyt jASIOWI Z pOLSKI.
~Normalny
Czyli: spadki będą i to duże, nikt temu już nie zaprzecza (a na pewno nie KNF). Każde dodatkowe kredyty po niekorzystnych cenach (zbyt wysokich) generują dodatkowe ryzyko w systemie, które może wzmocnić kryzys lub nawet spowodować gigantyczny krach. Stąd spadki muszą nastąpić szybko, a zły portfel musi zostać... obsłużony (default'y,Czyli: spadki będą i to duże, nikt temu już nie zaprzecza (a na pewno nie KNF). Każde dodatkowe kredyty po niekorzystnych cenach (zbyt wysokich) generują dodatkowe ryzyko w systemie, które może wzmocnić kryzys lub nawet spowodować gigantyczny krach. Stąd spadki muszą nastąpić szybko, a zły portfel musi zostać... obsłużony (default'y, sprzedaż złych długów firmom windykacyjnym).

W przypadku zbyt dużych spadków (ponad 40%) banki będą miały kłopoty, czyli spadną im zyski lub też będą musiały robić emisje obligacji lub akcji na pokrycie brakujących kapitałów, co może okazać się świetną okazją do kupna części banku za małe pieniądze.

CZYLI: każdy możliwy scenariusz wzmacnia spadki cen, co spowoduje większy ból tych, którzy mają duże kredyty z czasów 2006-2009.

ROZWIĄZANIE OPTYMALNE: umożliwić bakructwa osobiste tym, którzy pobrali zbyt duże kredyty w taki sposób, aby oddali nieruchomość bankom i byli wolni od zobowiązań. Inaczej mogą się już nigdy nie stać dobrymi konsumentami, a jeżeli baza konsumentów się szybko nie odbuduje, to będziemy mieli w kraju GIGANTYCZNĄ RECESJĘ.
CZYLI: koszt bankructw muszą przejąć banki, które rozdawały zły kredyt, co jest logiczne i sprawiedliwe. Do tego potrzebne jest mocne obcięcie akcji kredytowej w celu wymuszenia obniżki cen i uwolnienia akcji kredytowej w momencie osiągnięcia docelowego stosunku ceny metra mieszkania do dochodów (cel: 1,2 metra kw. za średnią pensję w danym rejonie, obecnie jest to około 0,7 metra kw...).

Przy dalszym zadłużaniu po obecnych cenach konsumenci tracą prawie całą siłę nabywczą, co prowadzi do katastrofalnej recesji (kto będzie cokolwiek kupował???)
~krachmennnnnnn
Tu chyba rozchodzi sie o to, że jak ceny za dużo spadną, to banki przestaną dawać kredyty bo bendą musiały zabezpieczać spadek zabezpieczeń czyli mieszkań na które dały kredyt. To wtedy jak nie bedzie kredytów, a juz jest ciężko, to ceny poleco na pysk. Jest ok, w moim bloku już do 2 sąsiadów przyszedł komornik i będą licytować ich Tu chyba rozchodzi sie o to, że jak ceny za dużo spadną, to banki przestaną dawać kredyty bo bendą musiały zabezpieczać spadek zabezpieczeń czyli mieszkań na które dały kredyt. To wtedy jak nie bedzie kredytów, a juz jest ciężko, to ceny poleco na pysk. Jest ok, w moim bloku już do 2 sąsiadów przyszedł komornik i będą licytować ich chałupy. Jak ceny jeszcze zjadą o 50 procent to komornicy przyjda do wszystkich którzy się nałykali mieszkań jak świnie gipsu w czasie bumu. Już się cieszę jaja bendom jak berety.Te mieszkania się i tak nie sprzedadzą nawet za pół ceny bo banki pozamykają okienka z kredytami mieszkaniowymi. I bedzie wielkie bum znaczy krach. Wszystkie firmy budowlane pobankrutują, bo będzie już po euro a nowych zleceń zero. Potem zaczną bankrutować firmy transportowe i tak dalej. Bezrobocie 30%, recesja minus 10%, mieszkania u mnie w Katowicach po 600 zeta za metr i żadnych pacjentów na kupowanie. Hiszpania to mały pikuś. Ja się cieszę bo za tydzień spadam do szwagra do normalnego kraju czyli do Helmutowa, jest dla mnie robota za 2 tys eur, więc mi komornik nie grozi. No to cześć, tanich chatek wszystkim rodakom życzę,
~Tami
Czyli z artykułu wynika - nie mamy wyjścia, dla naszego dobra musimy płacić chore ceny by banki i deweloperzy byli szczęśliwi.
~Janeczek
Dnia 2012-02-17 o godz. 10:43 ~Tami napisał(a):
> Czyli z artykułu wynika - nie mamy wyjścia, dla naszego
> dobra musimy płacić chore ceny by banki i deweloperzy byli
> szczęśliwi.

A jesli tego nie zrobimy to sami robimy sobie tym szkode!!
~wz
Rany, kto to pisał?
Co to zdanie znaczy:" Gdyby tak miało nie być, to ryzyko scenariusza zakładającego przekroczenie przez rodzimy rynek nieruchomości mieszkaniowych granicy, na której korekta przechodzi w załamanie, znacząco by wzrosło."- O co tu chodzi? Czyli jak ma być? Co to za quiz?
~Janeczek
Juz spiesze z pomoca. Owe zdanie znaczy, ze "jak ceny beda spadac to oznacza, ze ryzyko duzego spadku cen wzrosnie". Na zasadzie, ze jak zacznie padac to moze bedzie burza :-) Przestawione w formie implikacji bez podania tezy(zamiast tego jest "tak" - rwa jak?!) brzmi jak belkot pijanego 8 latka. Zeby czasem przecietny Juz spiesze z pomoca. Owe zdanie znaczy, ze "jak ceny beda spadac to oznacza, ze ryzyko duzego spadku cen wzrosnie". Na zasadzie, ze jak zacznie padac to moze bedzie burza :-) Przestawione w formie implikacji bez podania tezy(zamiast tego jest "tak" - rwa jak?!) brzmi jak belkot pijanego 8 latka. Zeby czasem przecietny czytelnik nie zorientowal sie, ze nawet posrednicy widza spadki i biora pod uwage zalamanie. :)
~obywatel
Oj, popłakałem się ze śmiechu :) Nie ma to jak zacząć dzień od „newsa” z rynku nieruchomości…
Okazuje się, że spadek cen nieruchomości to bardzo zła wiadomość, bo jest masa rodzin, które mają na dzień dzisiejszy do pospłacania kredyty LTV > 100% (a nawet 150%!). OK, to zła wiadomość dla tych rodzin
Oj, popłakałem się ze śmiechu :) Nie ma to jak zacząć dzień od „newsa” z rynku nieruchomości…
Okazuje się, że spadek cen nieruchomości to bardzo zła wiadomość, bo jest masa rodzin, które mają na dzień dzisiejszy do pospłacania kredyty LTV > 100% (a nawet 150%!). OK, to zła wiadomość dla tych rodzin (ilu dokładnie?), tak samo jak zła dla wszystkich paskarzy zarabiających na spekulacji cenami nieruchomości i żyjących z prowizji. Ale jest jeszcze mnóstwo obywateli, zdecydowana większość społeczeństwa (!), która cieszy się z każdej korekty cen urealniającej wartość towarów do ich zarobków. Czy to mieszkania, benzyna czy żywność. I dokładnie tak drodzy Państwo – spadek cen nieruchomości jest DOBRĄ wiadomością dla WIĘKSZOŚCI społeczeństwa. Spróbujcie to zestawić z panującym w Polsce ustrojem politycznym (podpowiem – teoretycznie demokracja) i sami wyciągnijcie wnioski…
A poziom samego artykułu… Drodzy redaktorzy (?), czy już teraz nie uczą, że artykuł powinien być OBIEKTYWNY albo przytaczać sytuację OBU stron? Tytuł jednego paragrafu brzmi „Prognozy oby nierealne”. Czemu oby? Gdzie tu dziennikarska obiektywność? Poniżej czytamy, że prognozy spadku cen „wydają się raczej myśleniem życzeniowym”. Jak to się zestawi z powyższym „oby” to od razu widać, czyje myślenie jest życzeniowe… I brakuje mi jeszcze twardych danych albo odnośników do nich – „setki tysięcy rodzin” czekają na mieszkanie. To znaczy ile? Skąd te dane? To co powiecie na to – „zdecydowana większość ludzi żyjących z prowizji od obrotu nieruchomościami straci w tym roku pracę”? I jak? Ja oceniam poziom wiarygodności obu wypowiedzi na tym samym poziomie.
Na koniec jeszcze dwie małe uwagi. Po pierwsze nie rozumiem przykładu Hiszpanii jako straszaka. Właśnie wróciłem z Barcelony, gdzie mieszkałem u znajomego pracującego na miejscu ponad dwa lata. Fakt, temat bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości jest tam dość aktualny, bo pękła z hukiem jakiś czas temu. Dlatego wypada się cieszyć, że u nas po prostu schodzi z niej powietrze. Tak czy inaczej kończy się na tym samym poziomie – balon jest pusty, szybciej albo wolniej. Wracając do Hiszpanii, wiecie kto stracił na bańce? Ciężko i uczciwie pracujący obywatele? Nie, nie oni… Deweloperzy? Niespodzianka, też nie! Oni się tak obłowili, że pozaszywali się w swoich grajdołkach i mogą przejadać zgromadzone pieniądze do końca dni. Stracili, na własne życzenie hiszpańscy NINJA (No Income No Job), którzy NIE MYŚLĄC brali kredyty nierzadko na 100% ceny nieruchomości często na okres powyżej 20 lat! Szanowni Państwo, to nie jest tragedia, to jest selekcja naturalna. I tutaj druga uwaga, drodzy redaktorzy – czemu tak bardzo wam zależy na zbydlęceniu tego społeczeństwa, na pozbawieniu go jakiejkolwiek przyszłości na długie lata poprzez zakredytowanie się na przewartościowane nieruchomości (bo niektóre to ciężko nawet nazwać mieszkaniami)? Naprawdę macie czytelników aż za takich idiotów, że trzeba boldować wyrwane z kontekstu kawałki zdań? Myślicie, że nikt nie widzi, że w waszych artykułach cytujecie się nawzajem? To jakieś kółko wzajemnej adoracji? Jak jest aż tak kiepsko to może warto by odwiedzić psychologa, o ile was jeszcze stać na wizytę.
P. S. Zauważyliście z jaką częstotliwością w ostatnim czasie pojawiają się artykuły na temat nieruchomości (a głównie ich cen) na różnych portalach internetowych? Zeszły rok był pod tym względem już dość nasycony, w tym to już jakieś szaleństwo? Niech wnioski czemu tak się dzieje każdy wyciągnie sobie sam, ja czekam aż powróci temat niedoboru sznurka do snopowiązałek.
~minas_trith
"Tego typu rozumowanie ma sens wyłącznie w odniesieniu do wciąż rekordowo niskiej dostępności nieruchomości w Polsce. Jednak uwzględniając okołorynkowe realia, prognozy tego typu wydają się raczej „myśleniem życzeniowym”, w dodatku bez jakiejkolwiek świadomości skutków ich realizacji" - ja pitole normalnie "Tego typu rozumowanie ma sens wyłącznie w odniesieniu do wciąż rekordowo niskiej dostępności nieruchomości w Polsce. Jednak uwzględniając okołorynkowe realia, prognozy tego typu wydają się raczej „myśleniem życzeniowym”, w dodatku bez jakiejkolwiek świadomości skutków ich realizacji" - ja pitole normalnie śmiać się chce. SIĘ NIECH REDAKTORZYNY przejdą po mieście i na podstawie żółtych/czerwonych balkonowych szmat "SPRZEDAM" sprawdzą tę dostępność (dostępność lokali jest i to ze 3-4 razy większa niż w 2007, 2008, 2009, 2010 itd.. ale kredytowania już coraz mniejsza). Ludzie Polandia to nie Ameryka, tutaj braliście hipotekę częściowo pod zastaw mieszkania, jak wam się nóżka podwinie to nie dość że zostaniecie bez "dachu nad głową" to jeszcze z niespłaconym kredytem/odsetkami a kupowaliście te m2 po cenach nie przystających do waszych zarobków. Poczekamy aż się obślizgnie w końcu noga bankom i co się stanie jak należności hipoteczne w większej ilości nie będą na czas regulowane... Tusek raczej kasą ich nie wspomoże bo jej nie ma w takiej ilości, na razie Greków sponsoruje.....

Powiązane: Nieruchomości

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki