Mówisz o przychodach, które nie pokryły jeszcze poniesionych kosztów. Nie ma żadnego zysku, a od zysku do dywidendy to jak podróż jak do odległej galaktyki Dobrych Chęci w czasie, której trzeba minąć mgławicę Królika, a potem jeszcze minąć gromadę kulistą Znajomych Królika. Mówisz więc o rzeczach nieosiągalnych dla obecnego poziomu rozwoju spółki. Może za 100 lat...