Poniedziałkowy spadek notowań ropy naftowej to kontynuacja trwającej od początku lipca przeceny „czarnego złota”. Ropa Brent jest najtańsza od trzech miesięcy i przez ostatnie dwa miesiące potaniała już o niemal 19%.


O 22:00 za baryłkę amerykańskiej ropy Crude z dostawą w sierpniu płacono 52,80 USD, czyli o blisko 5% mniej niż przed weekendem. Cena europejskiej ropy Brent spadła aż o 6,5%, do 56,78 USD za baryłkę. W obu przypadkach były to najniższe stawki od trzech miesięcy.
Wyprzedaż naftowych kontraktów zintensyfikowała się w ostatnich dniach. Tylko od początku lipca ropa w Nowym Jorku potaniała o 10,7%, a w Londynie Brent stracił 10,2%. A jeszcze na początku maja ceny europejskiego surowca dobijały do 70 USD/bbl po tym, jak w styczniu dołowały na poziomie 46,39 USD.
Analitycy chyba nie bardzo wiedzą, z czym wiązać tak nagły spadek notowań ropy. Niektórzy wskazują na Grecję, która została dyżurnym „winowajcą” wszelkich spadków na rynkach finansowych. Inni mówią o napiętej sytuacji w Chinach, gdzie władze w bezprecedensowy sposób zdecydowały się wesprzeć giełdowych spekulantów, podtrzymując bańkę na giełdzie w Szanghaju.
Niektóre tropy wiodą też do Iranu, który wznowił negocjacje z Zachodem w sprawie zniesienia sankcji w zamian za ograniczenie programu atomowego. Według ekspertów Morgan Stanley Iran mógłby dostarczyć na rynek dodatkowe 700 tys. baryłek dziennie począwszy od końcówki 2015 roku. Do spadku notowań ropy mogły się też przyczynić doniesienia z USA, gdzie odnotowano pierwszy od grudnia wzrost liczby odwiertów naftowych.
K.K.



























































