Nie lubię wyrażenia 'wukrainie'. Propagowane jest ono by wyrobić w nas poczucie serwilizmu, uczucia niższości wobec Ukrainy. I w ogóle, żeby poniżyć polskość.
Zwróciłem ostatnio na to uwagę jednemu 'wukraińcowi' i uzyskałem odpowiedź, że forma 'na Ukrainie' jest śladem polskiej kolonizacji Ukrainy. Jest to oficjalna narracja strony ukraińskiej.
Kiedy tereny obecnej Ukrainy znalazły się w kręgu oddziaływania najpierw Wielkiego Księstwa Litewskiego, a potem państwa polskiego z nim stowarzyszonego, jeszcze przed Unią Lubelską - rozległe te tereny byłego Księstwa Kijowskiego były prawie pozbawione ludności. Tatarzy systematycznie najeżdżali te tereny, sprzedając uprowadzoną ludność w niewolę do istniejącego jeszcze Bizancjum i do potrzebujących niewolników okolicznych krajów muzułmańskich. Kiedy wzmocniło się powstające państwo polsko-litewskie, proceder ten został znacznie zahamowany.
Władze rozpoczęły wówczas proces zasiedlania pustek. Na poziomie władzy centralnej i władzy miejscowych, lokalnych możnowładców, potomków książąt z dynastii kijowskich rurykowiczów.
Ściągano ludność z Litwy, Wołoszczyzny, Węgier, Księstwa Moskiewskiego i z Korony. Później, kiedy znaczne tereny na wschód od Dniepru odpadły od Rzeczypospolitej, na tych nowych terenach Moskwa nasiedlała dodatkowo Greków i ludność kaukaską.
Obecni Ukraińcy są potomkami tych 'kolonizacji'.
Używanie przez obecne władze Ukrainy podobnej narracji jest zabiegiem socjotechnicznym mającym wyrobić w nas Polakach uczucie wyrzutów sumienia, poczucia winy...
Propagowanie wyrażenia 'wukrainie' jest tego skutkiem, ale również jest to efekt działania piątej kolumny Ukrainy w Polsce, która przygotowuje się do przejęcia tutaj władzy. Może tak się stać, jeżeli się w porę nie obudzimy...