Jakoś trzeba sobie samemu to wytłumaczyć by żyło się lżej, że wszystko jest w porządku. No bo jak żyć z wizją, że umoczyło się rodzinny kapitał. Tak więc Titanic tonie a orkiestra gra dalej :). Widocznie jest mu w ten sposób lżej. To jakiś rodzaj psychoterapii, ale warto mieć marzenia :). Bo czym by było życie bez marzeń :)