Od kwietnia do końca czerwca nabywców znalazło 990 ton złota, czyli o 7% mniej niż przed rokiem. Równocześnie średnia cena żółtego metalu była o 7% wyższa niż rok wcześniej, więc w ujęciu wartościowym popyt był tylko minimalnie niższy niż przed rokiem i wyniósł 51,1 mld USD – poinformowała Światowa Rada Złota (World Gold Council).
Globalny popyt na złoto inwestycyjne był o 23% mniejszy niż przed rokiem i wyniósł 302 tony – czyli o 28 ton poniżej 5-letniej średniej dla drugiego kwartału. Za spadek zainteresowania inwestycjami w złoto stały głównie Chiny i Indie. Hinduscy inwestorzy kupili o połowę mniej kruszcu niż rok wcześniej, a chińscy o 4%.
Z powodu słabości rupii (czyli rekordowo wysokich cen złota wyrażonych w indyjskiej walucie) i dodatkowych ceł importowych drastycznie spadł popyt na złoto zgłaszany przez indyjskich jubilerów, którzy zredukowali zakupy aż o 30%. Mimo to Indie z 181,3-tonami zakupionego złota pozostały liderem o 36,4 ton wyprzedzając Chiny.
Słabą aktywność Hindusów wykorzystali Europejczycy, którzy kupili 77,6 ton złota inwestycyjnego – o 15% więcej niż przed rokiem. To także o 19% powyżej 5-letniej średniej. Wzmożone zakupu kruszcu w targanym kryzysem Europie nie powinny zaskakiwać. Gdy niewypłacalność grozi już nawet Włochom i Hiszpanii, sztabka złota jest pewniejszą inwestycją niż „bezpieczne” i „gwarantowane” obligacje skarbowe lub lokaty bankowe.
Podobnie musieli myśleć zarządzający rezerwami walutowymi w bankach centralnych, które w drugim kwartale podwoiły zakupy złota i zwiększyły swój stan posiadania o 157,5 ton złotego metalu. Największą aktywność przejawiały instytucje z krajów byłego ZSRR: Kazachstan, Rosja i Ukraina, a także Filipiny.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl



























































